Przejdź do komentarzySłabość do rękawiczek. Zwierzenia Martyny
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-12-06
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń233

Słabość do rękawiczek. Zwierzenia Martyny


Nie wiem, czy powinnam być zadowolona czy nie, ale mam jakąś dziwną słabość do rękawiczek. Pewnie to taka sama jak u niektórych kobiet do butów czy torebek. Jak sięgnę pamięcią zawsze ich miałam od groma i ciut, ciut. Różnych, przeróżnych. I ciepłych na zimę z różnej włóczki i w różnych kolorach, i ze wszystkimi palcami i z jednym palcem, i skórzane ocieplane, i... nawet już nie mogę sobie przypomnieć jakie jeszcze.

Na inne pory roku nie inaczej. Też ich miałam mnóstwo. Przede wszystkim skórzane, tyle że z cieniutkiej skórki i też w różnych kolorach. Ale i z innych tkanin również miałam. Zwłaszcza bawełniane. Ba, nawet ażurkowe miałam… To znaczy mam nadal. Mają już zdrowo ponad 30 lat a ciągle są w idealnym stanie.


 

Niektórych rękawiczek nie miałam nawet okazji założyć. O wielu zapominałam… Ale je miałam i mam. Coś mi się wydaję, że je chyba nawet kolekcjonuję. Zresztą, czy chcę czy nie chcę kolekcja sama się robi.

Czasami nawet śpię w rękawiczkach. Nie, to żadne fanaberie podstarzałej dziewczynki. Żadne też kaprysy. Śpię w rękawiczkach z czysto praktycznych powodów. Pielęgnacyjnych. Bo na odmianę nie cierpię gumowych rękawiczek. Na gumę mam uczulenie. No i kiedy oddaję się sprzątaniu na ten przykład, to czynię to gołymi rękami. A przy takim sprzątaniu, wiadomo, ma się kontakt z różnymi chemikaliami, po których, co tu dużo gadać, zostaje ślad na rękach. To aby się pozbyć tych niechcianych śladów i ręce doprowadzić do w miarę ładnego wyglądu, przed spaniem smaruję je grubo kremem odżywczym lub oliwą z oliwek i zakładam bawełniane rękawiczki. Białe oczywiście.

Czemu mnie tak nagle naszło na takie wyznania? Ano pewnie dlatego, że będąc dzisiaj w lesie, znalazłam samotną rękawiczkę na śniegu. Nie taką, o jakiej w zamierzchłych czasach śpiewały Alibabki. Zupełnie realną.

Rękawiczka jak rękawiczka, a mnie wprawiła w zadumę. Taka ładniutka a taka samotna… i to jeszcze na śniegu. Biedulka! Żal mi się jej w końcu zrobiło, bo taki już wrażliwy i uczuciowy ze mnie człowiek. Podniosłam ją i przyjrzałam się jej wnikliwie. Była piękna, i taka cieplutka. I choć było mi jej żal, że taka samotna, powiesiłam ją na gałęzi pobliskiego drzewa. Pomyślałam sobie, że w ten sposób będzie bardziej widoczna, i ten ktoś, komu się wymsknęła, będzie miał możliwość ją odnaleźć. Wcześniej jednak do jej śladu na śniegu przyłożyłam swoją rękawiczkę i jej ślad też odcisnęłam. Poczułam zadowolenie. Samotnej rękawiczce z pewnością będzie teraz raźniej czekać na swojego właściciela z rękawiczką do pary.



Zadowolona z siebie pobiegłam do auta. Siadając za kierownicą, zmieniałam rękawiczki z wełnianych na skórzane, coby mi się kierownica lepiej rąk trzymała, i pojechałam do domu.

Wchodząc do przedpokoju, z lubością popatrzyłam na swoje dwie pary użytych rękawiczek i powiesiłam je na kaloryferze. Rzecz jasna, by ładnie wyschły. Po wypiciu porannej kawy zabrałam się natychmiast za zaplanowane dzień wcześniej polerowanie łazienki. Bez rękawiczek oczywiście, wszak guma mnie mierzi.

Kiedy wieczorem spojrzałam na swoje ręce, byłam pewna, że spać pójdę w rękawiczkach. Koniecznie też z Dżemem, bo lubię. Nie, nie z tym do jedzenia. W łóżku niczego już nie jadam, a już zwłaszcza po umyciu zębów. Dżem do spania mam na myśli — „Do kołyski”: https://youtu.be/vdZUK85318w?t=18



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×