Przejdź do komentarzyKomplement niebezpośredni. Przypadek Martyny
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-11-28
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń125

Komplement niebezpośredni. Przypadek Martyny


Dziś miałam dzień urzędowy. Nie, nie bawiłam się w urzędniczkę, tylko po urzędach biegałam. Załatwiałam zaległe urzędowe sprawy. Kiedy już wszystko pozałatwiałam, co mi było potrzeba, powędrowałam jeszcze na pocztę.

Idę ja sobie radosna jak skowronek, odziana w wygodny do bieganiny po mieście strój: czarny blezerek, czarną spódniczkę, czerwoną bluzkę z kołnierzykiem, na nogach czarne legginsy i czerwone baleriny Kazar. I nagle, kiedy tak sobie idę, za plecami słyszę chichot jakiś chłopaczków. Ale nic, nie odwracam się. Raz, że nie mam takiego zwyczaju, a drugi raz… a co mnie to obchodzi. Niech się chichrają, jak mają powód. Przyznać jednak muszę, że na czyjś radosny śmiech zawsze reaguję. Przynajmniej uśmiechem, bo sama lubię się śmiać. No ale przecież odwracać się nie będę, żeby reagować. Uśmiecham się pod nosem i idę dalej. Pierś do przodu, głowa podniesiona, brzuch wciągnięty, krok zamaszysty. Nagle, już bliżej za mną, między jednym chichotem a drugim, słyszę wyraźne słowa:

— Ty, Miro, ale patrz, zgrabna jak cholera.

— No! A jakie superowe nogi ma… Jak łania.

Śmiać mi się chciało z tej usłyszanej gadki, będąc pewną, że ten oryginalny komentarz dotyczy jakiegoś dziewczęcia idącego za mną. Już miałam kierować się na schody prowadzące do gmachu poczty, kiedy nagle, tuż obok, zauważyłam nowo otwarty stragan z owocami no i przypomniało mi się, że muszę kupić jabłka. Postanowiłam najpierw podejść do stoiska i zobaczyć jakie owoce oferują do sprzedaży. Kiedy tam dochodziłam, ciągle słyszałam tych chłopaczków, ale nie wsłuchiwałam się więcej w to o czym mówią. Zatrzymałam się przed straganem, i nagle, tuż przy mnie, słyszę głos jednego z nich:

— Ty, popatrz, to stara baba!

No nie… no coś takiego?! Ludzie trzymajcie mnie! Takich słów zdzierżyć nie sposób. Momentalnie popatrzyłam za siebie. Zobaczyłam dwóch łebków w wieku gdzieś tak około 15, 16 lat patrzących na mnie z wytrzeszczem oczu i speszonymi minami. Wtedy nagle do mnie dotarło, że te komentarze za moimi plecami były o mnie. Ale ta „stara baba” mnie jednak wkurzyła. Przez moment myślałam nawet, że mnie coś trafi... O nie! Ja stara baba?! A niech to!

Wiem, że się posunęłam wiekowo, ale przecież staro się jeszcze nie czuję. Hmm... no tak, czasami co innego wiedzieć, a co innego usłyszeć. Koniec końców moje poczucie humoru wzięło górę nad oburzeniem, buchnęłam więc śmiechem i powiedziałam:

— Cóż, moi mili, dla takich chłopaczków jak wy, to z pewnością jestem za stara, ale wierzcie mi, są takie chłopaki, dla których jestem jeszcze całkiem, całkiem… Niemalże młódka.

Chłopaczki speszyły się jeszcze bardziej. Podeszłam więc do nich i dla rozładowania atmosfery, śmiejąc się, poklepałam ich po ramionach. Pomogło. Po chwili śmialiśmy się już razem.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×