Przejdź do komentarzyBachanalia
Tekst 2 z 11 ze zbioru: opowiadania
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2026-02-03
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń204

Bachanalia

Przez Kraków szedł korowód, ludzie w strojach historycznych, jakiejś Sabince uniósł się sutek. Dwóch szlachciców pocałowało się, jeden już zaczął grzebać w bieliźnie a la pradziadek Tomasz z Sierpuchowic. Sabinka piła na umór.

Ludzie albo pluli albo żegnali się, jedna dziewczyna z Anglii użyła the F word, wszyscy rżeli, nie znając języka, myśleli, że chodzi o orkiestrę.

W zaułkach trwały orgie, girlandy plastikowych kwiatów aż się trzęsły, Kobiety z kamienic rzucały czym popadnie.

-A kysz! A kysz!- Wołał sprowadzony przez zatroskane lokatorki ksiądz-egzorcysta ale na nic się to zdało, gdy zabawa trwała w najlepsze.

Wzeszło słońce i wszystko się skończyło. To nie był marsz równości ( w końcu był lipiec), tylko rocznica wesela pewnego hetmana, którą co roku świętuje się w zaświatach, tak jak inne zabawy tamtych czasów. Ale o tym niech się lepiej wypowiedzą spirytyści.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Każdy marsz - nawet ten z gatunku fantasy/SF - jest demonstracją, czyli pokazówką. Maszerujący przy pomocy własnych akcesoriów (maczug, wideł, krzyży, haseł, sztandarów, gwizdków, pochodni, petard, strojów - i nastrojów!) pokazują, na co nas stać. My z żoną też raz w roku maszerujemy z naszymi kundelkami ze schroniska, Burkiem i Psotką.
© 2010-2016 by Creative Media
×