Przejdź do komentarzySpacerem do literatury
Tekst 24 z 24 ze zbioru: Miejska etnografia
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2021-09-19
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń90

SPACEREM DO LITERATURY

Może to ja jestem „specyficzny”, ale to kolejna książka z tego gatunku, po którą sięgnąłem i było fajnie. Bo chodzenie, spacer, flaneur to formy aktywności, które są – jak to się dziś mówi – dedykowane dla takich jak ja. Napotkany okazjonalnie i oswojony Koreańczyk Park, któremu postawiliśmy piwo, ocenił tą naszą aktywność, mylnie oczywiście, powierzchownie, mówiąc o mnie i koledze, że my jesteśmy „łaziki’.  Nie. To takie z grubsza medialne nic, nie dotykające istoty rzeczy. Lekarze mówią, że pół godziny spaceru dziennie załatwia nam wymaganą ilość aktywności fizycznej. Ja mam tej aktywności nieco więcej. Grubo więcej. W pracy? 6 na 8 godzin pracy to przemieszczanie się per pedes. A potem trzeba dojść do przystanku autobusowego. I, gdy wysiądę, z niego dojść do domu. I w tym czasie między pracą a snem ( pamiętacie Lenina?) też łażę tu i tam. Ktoś to zauważył, że takie aktywności to duża część naszego życia i zaczął to opisywać. I zrobił to w fajny sposób. Tak trafiłem na Erlinga Kagge „Idź krok po kroku”, wydawnictwo Muza, Warszawa 2020.

Ja dostrzegam i odczuwam to, że ta forma aktywności robi dobrze mnie. I znalazłem drugiego do siebie – sąsiada – i od roku uskuteczniamy coniedzielne spacery, wspólne. A od kilku miesięcy także te nieco brutalniejsze, bardziej wyraziste, cosobotnie. Kagge zauważa, że łażenie wpływa na procesy myślowe, odczuwanie i wyraża to w taki fajnie literacki sposób. Ja bym tak nie potrafił. Kagge zauważa to, że tempo spaceru też jest istotne. Gdyby nie był Norwegiem, ale kimkolwiek, uznałbym, ze zetknąłem się z literaturą buddyjską, takie to jest w wymowie. Nie aż tak, że spacer jest formą medytacji, ale bez uciekania się do tak wyrazistych resetów rzeczywistości da się poprawić sobie komfort istnienia. Dzięki chodzeniu.

( Może za chwilę doczekamy się jakiejś medytacyjnej instrukcji na temat: jak sobie naprawić życie dzięki unikaniu chodzenia, a skupieniu się na jeżdżeniu samochodem.)

Ja jednak łażę. I mimo, że kupiłem sobie „sieciówkę”, czyli mam bilet  na wszystkie autobusy w mieście, to i tak sporo łażę. Erling Kagge zalety chodzenia – zalety! – bardzo fajnie wylicza. I opisuje. Chodzić! Chodzić! Chodzenie jest fajne, ale nie jest uniwersalnym lekarstwem i wielu przykrościom  nie zaradzi. Jednak Kagge w swych refleksjach na temat chodzenia robi kolosalną robotę, czyli udatnie – mnie to przekonuje – zachęca do łażenia, aktywności ruchowo towarzyskiej . Tak, jestem za, a nawet …. Dwa, trzy lata temu proponowałem znajomym  spacer niedzielny, ze zwiedzaniem tych nieoczywistych, z opcją spożycia bez darcia mordy – różni ludzie, wspólny trud, czyli spacer. Jeden kolega się stawił, ale nie zamierzał nigdzie wyruszać i chciał ze mną, tu, pić piwo, gdy ja chciałem startować. Czyli ja nieco odstaję.

Kagge opisuje odczucia, Szymon Augustyniak w „Mimochodem o chodzeniu” z 2019 więcej mówi o zastanowieniu ludzkim nad chodzeniem, usprawnianiu go. Bucięta! Bucięta! I jakież to bucięta, z czegóż to a z czegóż je wykonywano. Zmiany technologii, cały ten rozwój. No i – jeśli dobrze pamiętam – to i zarys historii chodzenia. Opakowane w obfity materiał faktograficzny – wynotowałem sobie z tej książki historię Davida Kunsta, który przeszedł kulę ziemską, w cztery lata, między 1970 a 1974, przemierzając ponad 23 tysiące kilometrów. A bo tak, czy pokuta, czy jakiś inny szczytny cel, ale uparciuch z niego był. 4 lata. Od takiego stylu życia ciężko się odzwyczaić i nagle gdzieś osiąść.

Chodzenie skłania do myślenia. Kagge mówi, że „ rządom i korporacjom łatwiej nas kontrolować, gdy siedzimy”.

Zauważając pisanie o chodzeniu, widziałem też eseje o innych aktywnościach ruchowych. Davida Byrna ( Talking Heads) „Dzienniki rowerowe” przypomniały mi się ostatnio – bo opisywał filipińską modę na rażenie muzyką z rowera. Bo zostałem zaatakowany disko fonicznie na ulicy z rowera. Bo niby czemu czerpać mody z Francji, Anglii czy USA, a nie z Filipin?

To nas określa: czy będziesz siedział na przystanku i czekał 20 minut na autobus, by potem przejechać 3 przystanki, czy ruszysz per pedes i za 10 minut będziesz tam, gdzie chciałeś dotrzeć? Spotykając ludzi i urokliwe widoczki po drodze? Czy sobotę spędzisz na ławce przed blokiem albo przed zombijaszczykiem, czy wyruszysz spotkać ludzi i ich pokręcone narracje? Ja po drodze jeszcze sprawdzę dokąd prowadzą odchodzące w zarośla ścieżki.


  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Chodźmy! Każdego dnia, słonko, deszcz czy zawieja! Zabierajmy ze sobą żonę i dzieciaki - i per pedes w drogę! Za miasto przez drogi i bezdroża jak najdalej!

Problem otyłości dotyczy już co trzeciego ośmiolatka w Polsce!
avatar
Im dalej w dorosłość, dojrzałość i starość - tym z nadwagą u nas coraz gorzej.

Brak jakiegokolwiek wysiłku fizycznego się kłania
avatar
Kiedy pracowałam, co weekend zabierałam moje okoliczne i szkolne dzieciaki, i ruszaliśmy pieszo, rowerami czy na łyżworolkach w świat. Nad najbliższe jezioro na nocne połowy raków, do lasu na grzyby, na rajd pieszy szlakiem turystycznym, na podchody, na biwak, na rajd z mapką na orientację.

Stare przedwojenne harcerskie hasło brzmi:

"Ruszaj się, bo zardzewiejesz!"
avatar
O, to ja też do "łazików" się zaliczam. W pracy uruchomiłam krokomierz - w ciągu 4 godz. 21560 kroków. Do domu tylko sporadycznie wracam autobusem, zazwyczaj z buta.
W weekendy też chętnie długie spacery, najczęściej w towarzystwie osób z podobnym upodobaniem do wędrowania.
Aktualnie mam zapalenie płuc, już dostaję świra w domu. Gdy rozmawiam przez tel, nakładam ciepły szlafrok i drepcę z jednego kąta mieszkania w drugi :)
Bez chodzenia stanowczo mi czegoś brak. :)
avatar
Gruszko kochana, czy się w tym zapaleniu płuc wspierasz vit. C 1000 miligramów?
avatar
Tak, Emilio - Ascorvita.
Dzięki:)
© 2010-2016 by Creative Media
×