Przejdź do komentarzyWiersz o misiu, który złamał kręgosłup
Tekst 238 z 246 ze zbioru: Mioklonie
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2022-05-19
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń76

jadę rowerem na bazar. patrzę — wystaje z ziemi.

skupiam wzrok. skrzydło zmumifikowanego Ikara,

co zginął, bo zarył ryjem w glebisko,

zapadł się w nie po same uszy.


wynurzający się z runa leśnego, brązowy kikut

fragment zwłok odcięty niemal przy samych korzeniach.


ogarnia mnie coś na kształt nostalgii, trudno określić,

za czym. zaraz myśli się obrazami. żeby tak

jakiś archeolog-skrupulatniuch spróbował

wygrzebać z wulkanu Popocatépetl

prochy Tamary Łempickiej

(... jeden okruszek... drugi...).


filozofuję o scalaniu, klepsydrze dla idiotów, której

obie komory są przepełnione piaskiem (nic nie ma

szans się przesypywać,

urządzonko do odmierzania czasu

nie działa, jest dotknięte chorobą przesytu).


banał, powszedni dzień, przedpołudnie.

jadę kupić nie najdroższe ciuchy.

wyobrażam sobie krawędź,

za którą kończy się rozpad, zanikanie.


myślę o miejscu, gdzie wszystko się odradza,

o przestrzeni będącej jednym wielkim detoksem

(nie ma mnie tam, z prostej przyczyny:

jeszcze się nie urodził, psuj).


i o odrastających drzewach. ktoś wyławia z powietrza

i ziemi rozproszone cząsteczki ich ciał,

odcedza je z wody, oddziela od popiołu.


moi dziadkowie chodzą do podstawówki,

zrasta się kręgosłup tytułowego misia,

jakiś facet myśli o wojnie, która nigdy nie wybuchła.

za kilkadziesiąt lat zostaną wyprodukowane

buty i t-shirty, które wydarłem

i muszę, kurczę, kupić nowe.


pomalowany na pstrokato (karmazynowe ciapki

na srebrzystym tle), pożarniczy magirus

jedzie gasić halę produkcyjną. psuje się w drodze.

Państwowe Zakłady Nostalgii płoną doszczętnie.


nieodbudowane (wieczny brak środków w bieda-kraiku!)

przechodzą do historii.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×