Przejdź do komentarzyFirletki
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Mioklonie
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz biały
Data dodania2024-02-07
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń113

bywa, że nadmiar wolnego czasu skutkuje 

zabawnymi rozdrapami. kręci się człowiek wokół własnych 

umocowań, zagląda pod sprężyny, prześwietla rdzę 

trybów, traktuje mechanizmy szczotką ryżową. 


ostatnio znalazłem w sieci wspomnienie o lekarzu, 

który ponad trzy dekady wcześniej brzydko się wyraził 

o moim zachowaniu (nie mam pewności czy to ten, 

ale nazwisko i rok  śmierci buca na to wskazują). 


kilkulatek, jak to dziecko, pewnie dokazywał 

na medysalonach u cholernego Paj-Chi-Wo, 

a ten spruł się do moich rodziców, że: 

`wy go hodujecie, a nie wychowujecie`. 


niedługo potem umarł. babcia przez całe moje 

dzieciństwo wypominała tę żałosną frazę nad frazy, 

zachowanie, którego, rzecz jasna, nie pamiętam 

(co mógł odwalić taki trzy-czterolatek? nastukany 

kinder biovitalem zdemolował pół gabinetu tego 

konowała Caligari?). 


w zasadzie po takich słowach powinienem był wyrosnąć 

na egotycznego libertyna, kanibala-sybarytę, 

albo jeszcze kogo: polityka? Hefnera, Flyntha? 

następnego Sida Viciousa, Eda Geina? 


nie jestem mściwy, ale życzę mu, by odrodził się 

jako padok, czy maneż (i kopytami go, kopytami!), 

lub poppers zażywany przez wyuzdanego eks-księdza. 


by całe pięć, siedem wieczności był smutny i żałosny 

niczym hełmofon, którego nie założy już żaden czołgista. 


niech mu korzenie oblezą czaszkę. 

to podobno diabelnie boli. 

znajomy opowiadał świeżo po powrocie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×