| Autor | |
| Gatunek | poezja |
| Forma | wiersz / poemat |
| Data dodania | 2026-01-07 |
| Poprawność językowa | |
| Poziom literacki | |
| Wyświetleń | 59 |

Wszedłem do chaty
Kark uginając w progu
Z wolna
Zanurzyłem się w mroku
Oczy od śniegu
Do jasności przywykłe
Z wolna ujrzały
Ścianę z bali
Na niej nogi Chrystusa
Na krucyfiksie obwisłe
Świeca co teraz jasnością raziła
Ukazała twarz starca
Z brodą przyciętą
Któremu dziwnie
Skroń stale drgała
Jakby coś mówił
Albo właśnie zajadał
Głowa mocno wyschnięta
Palcem kościstym
Z uniesionej ręki
Niczym gotycka katedra
Wskazał krzesło i odrzekł
By osoba spoczęłła
Ciągle coś mruczał
Lub rzęził gardłowo
Potem zamilkł
I patrzył we mnie
Małymi iskrami
Zapadniętymi w kościacch oczami
Badając kim jestem
I na co śnieżyca
Mnie właśnie tu przywlekła
Wzywali mnie do chorego
Mam wieźć do felczera
Sam przyjechać nie mógł
Rodzi u niego kobieta
Dla mnie nic już
I nic mi nie trzeba
To są papiery z powstania
Oddaj je komu trzeba
Na faktach ..... z przekazów mego dziadka który opisał zdarzenie jego ojca - mego pradziadka .
Z tego co się domysliłem dom ten był pomiędzy Czarną Białostocką a Augustowem - gdzieś chen pod lasem.
Może ten śnieg
i aura zimowa
a może duchy przodków
Wzbudziły we mnie,
wydawało by się
dawno zatarte wspomnienia








oceny: bezbłędne / znakomite