Przejdź do komentarzyDwa gramy we krwi
Tekst 6 z 8 ze zbioru: Opowiadania
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2012-06-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1211

EPILOG


Chciałbym uprzedzić, że poniższe opowiadanie jest brutalne. Ktoś mógłby powiedzieć, że jest przeznaczone raczej dla ludzi pełnoletnich. Ja jednak zachęcam nawet bardzo młodych czytelników do przeczytania tej krótkiej opowieści. Mam nadzieję, że dzięki tej historii wyciągniecie wnioski i nigdy nie znajdziecie się w tak strasznej sytuacji, jak jej bohaterowie. Zachęcam do przeczytania także dorosłych, by wiedzieli jak wielkie niebezpieczeństwa czyhają na ich dzieci, wnuki, młodsze rodzeństwo. Chrońcie ich, bo często to właśnie wy jesteście ich ostatnią deską ratunku.

Opowiadanie to, po części zawiera wątki autentyczne. Fabuła jest jednak generalnie fikcyjna.

Życzę miłej lektury, owocnej we wnioski jakie chcę wam wszystkim poprzez nią przekazać.





***


Szedł skulony, kurczowo przyciskając ręce do piersi. Dygotał na całym ciele, a ze skroni spływały mu ciężkie krople potu. Czuł coraz silniejsze swędzenie w każdym centymetrze ciała. Nie brał już prawie osiemnaście godzin. W końcu, udało mu się jednak zdobyć kasę i szedł chwiejnym krokiem w podziemiach pod dworcem, by kupić towar. Za ostatnim wyjściem na peron stał chudy mężczyzna z długimi, kruczoczarnymi, przetłuszczonymi włosami. Obok niego stała młoda dziewczyna. Była niską, ciemną blondynką. Kości policzkowe wystawały z jej zapadniętej twarzy.

- Magda? – Szepnął skulony chłopak – co ty tu robisz?

- To samo co ty – bąknęła dziewczyna – dawno się nie odzywałeś Bartku.

- To nie ja obiecałem ostatnim razem się odezwać – żachnął się chłopak – dwa gramy – mruknął w stronę długowłosego mężczyzny i podał mu pieniądze.

Dziewczyna spojrzała na niego jakby nieco urażona, westchnęła i spuściła oczy.

- Pożyczysz mi kilka dych? – bąknęła zawstydzonym głosem – oddam, obiecuję. Potrzebuję działki, zrozum.

- Nie mam już kasy – skłamał Bartek i odwrócił się by odejść.

Dziewczyna przez chwilę stała obserwując plecy odchodzącego chłopaka, po czym pobiegła za nim.

- Dla mnie zawsze miałeś... – zaczęła, ale jej znajomy tylko machnął na nią ręką, by poszła za nim.

Szli milcząc kilka minut, aż znaleźli się między blokami. Nie było nikogo, dookoła panowała cisza. Bartek usiadł na jednej z ławek i westchnął głęboko.

- Tyle razy próbowałem z tym skończyć – warknął – chciałem ci pomóc…nam pomóc, ale ty zawsze robiłaś wszystko, by nadal ćpać…

- Wiesz dobrze, że jesteśmy już w tym za głęboko…- szepnęła dziewczyna.

- BZDURA! – ryknął Bartek – nigdy nie jest za głęboko…dopóki żyjemy.

Wściekłość wezbrała w nim z ogromną siłą. Ściskał zawiniątko z „dwoma gramami” w dłoni i dyszał głośno.

- Daj mi chociaż gram...błagam, nie dam już rady…- jęknęła Magda, a łzy napłynęły jej do oczu.

- Won – syknął chłopak – nie chcę Cię więcej widzieć.

Dziewczyna wyglądała jak rażona piorunem. Oczy i usta miała otwarte chyba najszerzej jak potrafiła.

- Ale…- jęknęła, lecz on nie chciał jej słuchać.

- Wypieprzaj. Jeśli zdecydujesz się z tym skończyć, czekam, jeśli nie to…to spoczywaj w pokoju – powiedział cicho i odszedł.

Dziewczyna zerwała się na równe nogi i dysząc z wściekłości zaczęła kręcić się w kółko w pobliżu ławki.

- KIM TY KURWA JESTEŚ?! – wrzasnęła nagle tak głośno, że chłopak podskoczył. Nie zatrzymał się jednak, szedł dalej starając się nie słuchać jej wrzasków – PRZECIEŻ NIE PRZESTAŁEŚ! PRZECIEŻ KUPIŁEŚ WŁAŚNIE DZIAŁKĘ! MYŚLISZ, ŻE JESTEŚ LEPSZY?! JESTEŚ TAKIM SAMYM ŚMIECIEM CO JA! NIGDY NIE PRZESTANIESZ! WIESZ DOBRZE, ŻE TO JEST ZBYT SILNE!

Bartek szedł zaciskając zęby, by nie dać się sprowokować. W oczach miał łzy. Tak bardzo mu zależało, by przestała brać. Był jej ostatnim przyjacielem i wiedział, że to jej ostatnia szansa. Musi stracić wszystko, tylko wtedy będzie miała szansę się dźwignąć. Trzeba sięgnąć dna, by móc się od niego odbić. Miał ogromne wyrzuty sumienia, jednak wiedział, że postąpił słusznie. Gdzieś w środku piekły go jej wykrzyczane oskarżenia. Miała sporo racji. W końcu on nadal bierze, więc jakim prawem ma o to pretensję do niej? Wiedział, że musi przestać. Walczy ze sobą już kilka tygodni. Musi zebrać siłę i zdobyć motywację, bo jak dotąd nigdy nie wytrzymał więcej niż siedemdziesiąt dwie godziny.

Nawet nie zauważył, kiedy znalazł się w pustym pokoju. Rozebrał się i usiadł na łóżku. Wziął z biurka metalową łyżkę, nieco większą i głębszą niż zwykła stołowa. Wysypał na nią około połowy zawartości paczuszki kupionej od dilera. Zaparzył w elektrycznym czajniku wodę i zalał. Mieszał jakiś czas zawartość łyżki drewnianą wykałaczką, Po czym wyciągnął nieużywaną jeszcze jednorazową strzykawkę i wciągnął całą ciecz do jej środka. Założył igłę, zacisnął gumową rurkę wokół ramienia i stękając z bólu wstrzyknął sobie całą ciecz w żyłę. Świat powoli zawirował. Ustało dygotanie i swędzenie. Minęło jeszcze kilka minut i stracił przytomność.

Obudził go, kilka godzin później piskliwy dźwięk przychodzącego SMSa. Podniósł się, wciąż jeszcze był na haju, czuł to, jednak była to już druga faza. Miał kilka godzin, zanim znów zacznie odczuwać głód. Wziął szmatę i zaczął ścierać rzygowiny z okolic łóżka. Gdy jako tako uprzątnął, wziął do ręki telefon i przeczytał wiadomość.


„Jestem na działce, wiesz gdzie, pomóż, błagam.

Magda.”


Pół godziny później był na miejscu. Zapukał do drzwi niewielkiego domku działkowego, lecz odpowiedziało mu milczenie. Nacisnął klamkę. Drzwi były otwarte. Wszedł powoli do środka, rozejrzał się i zamarł. Magda leżała nago na łóżku. Było pełno krwi, podszedł szybko do niej i zauważył na stoliku obok rozwinięty papierek na którym można było jeszcze dostrzec śladowe ilości narkotyku. Na ziemi leżało ubranie dziewczyny i dwie zużyte prezerwatywy.

- Dziewczyno…- coś ty zrobiła?! – jęknął Bartek ze łzami w oczach – sprzedałaś się za działkę?

Obrócił ją na plecy i spostrzegł, że z pochwy wystaje jej kawałek szkła. Złapał za telefon by zadzwonić na pogotowie, jednak po chwili zdał sobie sprawę, że jeśli to zrobi, to skarze dziewczynę na więzienie. Posiadanie narkotyków jest nielegalne. Zamknęli by ją, gdy tylko doszła by do siebie. Miała już przecież wyrok. W końcu opanował emocje. Sprawdził jej puls i oddech. Wszystko było w normie. Była kompletnie naćpana i poważnie ranna, ale jej życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. Ojciec Bartka jest lekażem. Dzięki temu chłopak był na wielu kursach medycznych. Wybiegł szybko do samochodu i wyciągnął z bagażnika torbę ojca ze sprzętem. Była niedziela, więc staruszek zapewne popijał wino z kolegami po fachu, niczego nie podejrzewając. Chłopak wyjął skalpel, nożyce, płyn do odkażania ran, nić chirurgiczną i igłę. Wszystko poza nicią wyparzył we wrzątku, przygotowanym na polowej kuchence. Dotknął szkła wystającego z pochwy dziewczyny, ta jednak nie drgnęła. Była całkowicie nieprzytomna. Wziął skalpel i delikatnie naciął skórę. Dziewczyna skrzywiła się, musiała coś czuć, ale i tak nie będzie tego pamiętać. Powoli wyjął ciało obce uciskając ranę, by zminimalizować krwawienie. Przez kilkanaście minut delikatnie przemywał rozcięcie, na przemian szmatką nasączoną wrzątkiem i płynem odkażającym. Kiedy upewnił się, że należycie wyczyścił zranione miejsce i krwawienie nieco zmalało, zaczął szyć. Robił to po raz pierwszy na żywym człowieku, nie czuł się więc zbyt pewnie. Mimo to starał się zachować spokój. Oddech dziewczyny stał się coraz szybszy, a z jej ust wydobywały się ciche jęki. Bolało ją. Bartkowi łzy pociekły po policzkach strumieniami. Opanował się jednak i nadal powoli zaszywał ranę. Minęło około godziny, gdy skończył ją opatrywać. Zdjął z lóżka pokrwawioną pościel, nałożył jej swój podkoszulek i okrył ją czystym kocem. Siedział przy niej kilka godzin przysypiając na krześle. W końcu się ściemniło. Poczuł, że wraca swędzenie i zimny pot zalał mu czoło. Tym razem jednak przysiągł sobie, że wytrzyma. Musi wytrzymać. Jeśli teraz nie wytrzyma, to skończy tak nisko, jak tak dziewczyna, która leży tu przed nim, półnaga, zhańbiona, ranna.

W końcu Magda otworzyła oczy. Rozejrzała się po pomieszczeniu, a po chwili spojrzała na chłopaka.

- Bartek…- szepnęła słabym głosem, spróbowała się podnieść, jednak opadła na łóżko z olbrzymim grymasem bólu na twarzy.

- Leż – powiedział spokojnie, ale stanowczo chłopak – masz rozerwaną pochwę, zaszyłem ja, ale minie trochę czasu zanim dojdziesz do siebie. Nie mogłem zadzwonić po karetkę, wsadzili by cię. Zostanę z tobą kilka dni. Rano zawiozę Cię do twojego domu, gdzie osobiście dopilnuję byś się należycie wykurowała.

- Dziękuję…dziękuję…- zaczęła jęczeć chrapliwym głosem dziewczyna.

- Leż spokojnie – nakazał jej – mam jednak warunek. Zaopiekuję się Tobą i już nigdy Cię nie zostawię samej sobie. Musisz jednak przejść razem ze mną przez to piekło. Musimy przestać ćpać.

Dziewczyna nie odpowiedziała, zalała się łzami. Płakała długo i szczerze. Pierwszy raz chciała z tym skończyć. Pierwszy raz miała nadzieję, że się uda. Przed obojgiem była jednak jeszcze długa, brukowana droga.


Następnego ranka, zgodnie z obietnicą Bartek odwiózł dziewczynę do jej domu. Jej rodzice byli rozwiedzeni, a matka, która ją wychowywała pracowała za granicą. Dziewczyna wiec mieszkała sama. Minęło kilka dni. Ku uldze Bartka rana goiła się dobrze. Wciąż jednak była świeża i Magda musiała uważać przy każdym nawet niewielkim ruchu. Mogła już jednak powoli chodzić. Dawała sobie sama radę w toalecie. Najważniejsze jednak, że od tamtego czasu, gdy dziewczyna została ranna nie brali. Najgorsze były pierwsze, cztery dni. Dziewczyna omal nie zmiękła. Jednak determinacja Bartka tym razem była gigantyczna. Niemal siłą zatrzymał Magdę w domu. Po tygodniu było już im trochę lżej, jednak ataki głodu wciąż powracały. Oboje doskonale wiedzieli, że pełny detoks trwa dwa tygodnie. Te dwa tygodnie, to jednak tylko początek. Później czeka ich walka o powrót do normalnego życia. Walka już nie z głodem, a z własną psychiką. Nie wiedzieli co gorsze. Oboje jednak chcieli wytrwać. Upór Bartka dodał sił dziewczynie. Nigdy nie byli parą i raczej nie zamierzali nią być, lecz w tych dniach wspólnej walki więź, która ich łączyła stała się silniejsza niż kiedykolwiek. Po dwóch tygodniach czuli się skrajnie wyczerpani. Dodawało im jednak sił, że wytrzymali, że wytrwali.

- Muszę skoczyć na parę godzin do domu – stwierdził Bartek – ojciec podejrzewa, że coś jest nie tak, dawno się tam nie pokazywałem.

Dziewczyna tylko skinęła głową i uśmiechnęła się. Chłopak ubrał się, przytulił przyjaciółkę i zniknął za drzwiami. Mijały kolejne tygodnie, potem miesiąc. Wciąż nie brali. Bartek czuł, że w końcu zwyciężył, czuł, że teraz już sytuacja nie wymknie mu się spod kontroli. Wszedł wieczorem do mieszkania Magdy, tak jak to czynił niemal codziennie od miesiąca. Zauważył jednak, że wewnątrz panuje dziwna cisza. Zdjął kurtkę i rozejrzał się. Światło paliło się tylko w łazience. Nie słyszał jednak odgłosów kąpieli.

- Magda? Kąpiesz się? To ja Bartek. Wszystko Ok? – zawołał.

Nie otrzymał jednak odpowiedzi. Zawahał się, ale w końcu wszedł do łazienki. Spojrzał tylko i już wszystko wiedział. Nawet nie drgnął. Stał tylko i się przyglądał. Z jego oczu biła pustka. W końcu, po policzkach polały się mu grube łzy. Dziewczyna leżała w wannie. Była martwa. W zgięciu ręki, od zewnętrznej strony łokcia wciąż tkwiła strzykawka.

Chłopak osunął się i usiadł na podłodze w drzwiach. Nie rozumiał dlaczego to zrobiła. Dlaczego załadowała sobie złoty strzał, ostatni strzał w życiu. Przecież było tak dobrze, poradzili sobie, w końcu układali sobie Zycie. Nie potrafił zrozumieć dlaczego nie wytrzymała. Wiele rozmawiali. Dziewczyna wylała litry łez wspominając jak sprzedała się za dwa gramy heroiny. Zapewniała jednak Bartka, że radzi sobie z tym. Mówiła, że nowe życie dodaje jej sił. Kłamała? Może. Niczego nie był już pewien. Czuł do niej wielki żal za to, co zrobiła. Długo cierpiał czując, że to także jego porażka. Nie jedną jeszcze działkę wstrzyknął sobie w żyłę. Wiele jeszcze upadków czekało go, zanim zwyciężył ostatecznie. Minęło wiele czasu, ale w końcu jednak mu się udało. Teraz toczy całkiem inne życie. Radzi sobie i daleki jest od tamtego świata. Zwyciężył i wie, że już nigdy nie polegnie. Nigdy jednak nie zrozumiał dlaczego Magda wtedy się poddała. Nigdy nie zrozumiał, dlaczego go zawiodła, dlaczego nic mu nie powiedziała. Ten ból wraca do niego często, ale właśnie dzięki temu bólowi teraz jest pewien, że już nigdy nie weźmie. Ten właśnie ból przypomina mu kim był i dlaczego nie chce już taki być.

  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ciekawe, a jednocześnie niezwykle tragiczne opowiadanie. Byłoby niemal wspaniałe, gdyby nie zakończenie. Ten dydaktyzm w zakończeniu jest zupełnie zbędny. Wszystko było powiedziane wcześniej, więc nie ma już sensu pouczać.
Gorzej jest natomiast z poprawnością językową. Trzy błędy ortograficzne: "wsadziliby, zamknęliby, doszłaby" piszemy łącznie. Ponadto za błąd ortograficzny należy uznać "cię" pisane w dialogu wielką literą bez żadnego uzasadnienia. Natomiast tragicznie wygląda interpunkcja. Błędów tej kategorii odnotowałem około trzydziestu, więc z konieczności ich wszystkich nie wskażę. Dominuje brak przecinków między czasownikami (np. zrozumieć, wyszeptała; wiedzieli, jest, została, nie boli), między czasownikami a imiesłowami przymiotnikowymi (np. szedł, zaciskając; stała, obserwując; siedział, przysypiając). Brakuje też przecinków przed "żeby" i przed "jak", które nie służy do porównania.
avatar
Petro - "lekażem" ? !!!
avatar
Tak, wiem, błędów masa, dziękuję, za szczerą opinię Janko. Pomogłeś mi.

Serena, wieeem...echhh.

Pozdrawiam:)
avatar
"lekaż" bardzo razi:(
Tekst przejmujący - tylko najsilniejsi mogą zawrócić z tej drogi. Dobre chęci to za mało.
avatar
Oryginalne, poruszające opowiadanie.
© 2010-2016 by Creative Media
×