Przejdź do komentarzyA kolejnej nocy, kiedy żadne z nas nie będzie mogło zasnąć
Tekst 13 z 15 ze zbioru: Nic do podbicia
Autor
Gatunekproza poetycka
Formaproza
Data dodania2013-06-04
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1649

A kolejnej nocy, kiedy żadne z nas nie będzie mogło zasnąć



 

(  poemat z małą, egoistyczną symfonią w tle )  

 

 

A  

nocą, kiedy żadne z nas nie będzie mogło zasnąć, przypomnimy sobie, że tak się  

nie robi, że właściwie nawet tak się nie powinno rodzić, a przede wszystkim nie  

w takich miejscach, które później mogą zepsuć nam metrykę. W wielkim „ogonku”,  

do pralni zabrudzonych szczęść, zaboli niebo, z zegarkiem nastawionym na jedyną  

możliwość, w dodatku w trzeciej osobie. W każdym razie droga ze snu nie  

powiedzie prosto do knajpy i to już na pewno nie będzie tak, jakbyśmy odeszli w  

wielki mróz od ciepłego kominka. My, wszyscy, którzyśmy wystali wszystko sami,  

na „pan tu nie stał” albo na „wykonanie planu sześcioletniego”. Zgodni w takiej  

ciszy, która kolejką lub komitetem kolejkowym rządzi, pobrudzeni,  

zaszeleszczeni, pogrzebani we własnych oczach, co tak zachłannie śledzą  

odległość, jaka jeszcze pozostała od wyznaczonego nam miejsca u drzwi  

wejściowych. Gaśniemy, w dodatku w naszych, tak zadowolonych z siebie odłamkach  

styropianu i strzałów w biały dzień. Do perfekcyjnej precyzji brakuje im już  

tylko frenetycznych oklasków podczas czterogodzinnego przemówienia i małego  

skrawka, zacerowanego w dziurawej już pruderii. Odliczamy, a noc nie ma aż tak  

wielu godzin jak nam się wydawało. A dzień nie ma już tylu uchwytów co dawniej.  

Nie ten nasz świat jest tylko dla barbarzyńców. Bo  

 

nocą,  

kiedy żadne z nas nie będzie potrafiło napisać wiersza zrozumie wreszcie, że  

poezja jest brzuchem opoja co już nie pasuje do bioder, niegroźną bigamią lub  

wycieczką jednego słowa po drugim. Pisanie bowiem jest jedynie długotrwałym  

efektem tego, co być mogło a zdarzyć się już nie zdążyło. Przejrzysta jest  

bowiem ta witryna, gdzie w akcesoriach dłoni rodzi się kolejny fotomontaż, w  

której zamiast towaru widzimy już tylko ceny. Za szybą każdy miniony dzień  

staje się bosym, zapomnianym przyjacielem z dzieciństwa, stłucze się nim  

nadejdzie przednówek naszej niepamięci. Niepamięci dobrodusznie prostej, wyrosłej  

z nagich warg, zraszaczy prawd ostatecznych i zrodzonych przez złudne światła  

powidoków. Zanurzymy się w nią w końcu jak zbędny rytuał niczym w nasze  

wszystko albo nic, na parze lśniących, wyjściowych butów odmierzymy zapachy  

tylko nam znanych dzielnic. I powędrujemy po wąskiej kładce po sercu by wyrwać  

innym kije z ręki. Sięgniemy dnia przez noc, z ułańską fantazją sięgniemy dalej  

niż oparcie ulubionego fotela. A tam słowa nie padają już tak rzęsiście  

pomiędzy zmurszałe ściany łopatek, zmieniają sensy na perspektywę dwóch  

ciasnych cieni. A tu rytualny taniec kręgosłupa stać jedynie na garbaty grzbiet  

tradycji. A tutaj tak łatwo wypala się nawet ciepło. Bo  

 

lodowaty  

jest podmuch pościeli po wojnie uniesień, lemiesze paznokci cieszą się z  

pierwszego, ukrytego pod ciemnymi, siwego włosa. Właśnie z taka łatwością  

przelewamy z pustego w puste – w autoteliczną opuchliznę głodowa papieru. W nim  

nasze starzenie, lizanie palców zbrojnych w dziurawe pióra nad żywym ogniem.  

Pojawiają się również pęcherze, ale tak bardzo obcojęzyczne, że nie potrafią  

wypowiedzieć nawet jednej międzykropli.   

Topimy ciała niczym dziurawe wiadra w szerszych zaledwie o jedną falę  

studniach, puchniemy od znaczeń, na których dnie kiełkuje już pierwsze,  

najbardziej chore ziarno. Lemiesze samozaparcia bądź zachwytu mają pierwsze  

pęknięcia w zostawionych na ugorze śladach, dają szansę na śmierć prawie  

szlachetną, na bliznę zgiętych pleców. Pościel pełna obojętnych ciał utonie w  

płytkim niebie, co ma być - być może pozostanie, co może być - umrze. W  

lodowatą, letnią noc, ogryziemy nawet korę do pestek a brzuchy wykreślą zębami  

nowe studium z natury i odgryzą własny ogon. I spulchni się brzuch obcej  

kobiety, pozwoli zadomowić się chwastom, przedrze się przez łóżko, uchwyci  

kurczowo kolejnej zachcianki przyrody. I pomoże nam śmierć, niczym liny w  

ringu. Oprzemy się przed innymi, tylko czasami bezimienni, przerażająco naiwni.  



Przerażająco...


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×