Przejdź do komentarzyŻyciorys
Tekst 2 z 26 ze zbioru: Wspomnienia i opowiadania
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2011-03-12
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń4102

ŻYCIORYS


Urodziłem się ot tak, po prostu. I cóż w tym dziwacznego? Rodzili się przecież wszyscy, bo nikt nie wymyślił dotychczas innego sposobu rozpoczęcia życia. A gdyby nawet wymyślił, to co? Akurat ja miałbym być tym odmieńcem? Nie, zdecydowanie nie. Młode, socjalistyczne państwo, utrwalające władzę ludową, nie potrzebowało odszczepieńców. No bo pomyślcie: żyjący, a nieurodzony, co za dziw natury! Taki z pewnością byłby osobnikiem niepoddającym się  unifikacji, a potrzebni byli jednakowo rodzący się, jednakowo dojrzewający, jednakowo pracujący, jednakowo myślący. Tak, tak, jednakowo myślący. Nie wierzycie? Nie wy jedni.

Miałem wyjątkowe szczęście. Pierwsze wypowiedziane przeze mnie słowa i pierwsze samodzielnie postawione kroki trafiły na ważny moment naszych dziejów. Przez trudne lata planu powojennej odbudowy dreptałem ostrożnie, wypowiadałem i odbierałem nie zawsze zrozumiałe dla mnie słowa. I wszystko po to, by w okres socjalistycznej industrializacji wejść pewnie i zdecydowanie.

Szybko dojrzewałem fizycznie i ideowo. Niewątpliwie sprzyjało temu moje najbliższe otoczenie. Z ekspresją śpiewane „Tysiące rąk, miliony rąk, a serce bije jedno” trafiało w sedno sprawy. Kraj i jego mieszkańcy rozwijali się ich serca biły wspólnym rytmem. Nieśmiało wtórowało im moje chłopięce serduszko. Z nieukrywaną satysfakcją obserwowałem akcje organizowane przez zetempowców. Byli tacy silni, prężni, pewni słusznej sprawy i wiarygodni, żarliwi i zdeterminowani. Ustępować musiał przed nimi każdy kułak i zapluty karzeł reakcji, dziejową misję wykonywali z pieśnią symbolem na ustach. Gromko brzmiące słowa „My ZMP, my ZMP, reakcji nie boimy się” robiły swoje. Zazdrościłem im, chciałem być z nimi lub chociaż blisko ich. Czasami to mi się nawet udawało. Zawsze w takich sytuacjach miałem na szyi czerwoną chustę, jakby cząstkę mnie, mojego istnienia.

Byłem bardzo zawiedziony, kiedy nie zdążyłem wstąpić w szeregi tej awangardowej organizacji. Swojej edukacji ideologicznej jednak nie przerwałem, wprost przeciwnie, kontynuowałem ją przez wiele, wiele lat. Moje poglądy i przekonania polityczne dojrzewały, krystalizowały się. Uodporniłem się całkowicie na całkowicie na propagandowe oddziaływania imperialistycznych agentur. Wszystkie zakręty w naszej powojennej historii oraz zdarzające się wyboje na jedynie słusznej drodze trafnie oceniałem jako efekt wrogich oddziaływań ośrodków antysocjalistycznych, wspieranych przez warchołów i elementy chuligańskie. Stawałem się twardy jak uralska stal, a jednocześnie uczulony na destrukcyjne akcje przeciwnika. Proletariacka czujność była moją dewizą.

Równocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że wiedza i doświadczenie, jakie posiadłem, nie były wyłącznie moją własnością, podobnie jak i ja nie byłem sobą. Byłem przecież całokształtem stosunków społecznych, dlatego też czułem nieodpartą potrzebę upowszechniania zdobytych mądrości tak potrzebnych rozwijającemu się społeczeństwu socjalistycznemu. Przekazywałem ją więc gdzie mogłem i komu mogłem. Robiłem to z wielkim zaangażowaniem, oddawałem całego siebie. Byłem wiernym i zdolnym uczniem Wasilewskiej, Bermana i Minca, Bieruta i Zawadzkiego. Z niesamowitą przyjemnością skandowałem „Wie-sław! Wie-sław!”, a nieco później, ale za to bardziej zdecydowanie „Gie-rek! Par-tia! Par-tia! Mło-dzież!” Brawurowo klaskałem w wyznaczonych miejscach referatów wygłaszanych podczas ważnych akademii i uroczystości

Decyzję o stanie wojennym przyjąłem jako rzecz oczywistą. Kilka lat maszerowałem posłusznie w rytm wybijany przez grzmiące werble.

Kim jestem dzisiaj?

Wolnym obywatelem Europy, posiadającym w kieszeni paszport na wszystkie kraje świata.

Tragarzem dźwigającym w sobie dziedzictwo nieco starszego i mojego pokolenia.

Jeszcze pracownikiem sumiennie wykonującym swoje obowiązki, dręczonym obawą, że któregoś dnia usłyszę „dobry pracownik, ale...”

Konglomeratem powikłanych losów i problemów Polaków stojących na nieoznakowanych rozstajach dróg.

Jednością i walką przeciwieństw.

Splotem wielu znaków zapytania, a właściwie jednym wielkim, zdeformowanym znakiem.

Stworzeniem, które broni się przed wciśnięciem w zrewaloryzowany pancerz potakiwacza.

Jestem ...


  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Ten życiorys powinni przeanalizować i wyciągnąć z niego wnioski ci, którym dziś tak łatwo przychodzi tworzyć przeciwników i rzucać kamieniami w ludzi mających bogate i trudne doświadczenia życiowe.
avatar
Słowa Alfa, są uzupełnieniem tego tekstu, choć uzupełnienie nie jest potrzebne - to taka oczywista oczywistość.
avatar
Jaka czasoprzestrzeń, takie formatowanie człowieka. Historia nie zna przykładu, gdzie ludzie wychowywani byliby ot, tak sobie, samopas. Nawet dzieci niczyje na slumsach kształtowane są według określonych wzorców:

zbieracza złomu,
prostytutki i
złodzieja.

Jeżeli utożsamiasz się ze światem, który ciebie ukształtował, jesteś człowiekiem spełnionym, i nic tylko ci zazdrościć
avatar
Pani Emilio, bardzo dziękuję.
avatar
Pierwszoosobowy narrator, bohater tej spowiedzi, to /jak my wszyscy/ rezultat tzw. obróbki skrawaniem,

jaką zawsze było - i nadal jest -wychowanie wg ściśle przestrzeganej sztywnej obowiązującej sztampy.

Kto czyta szkolne programy kształcenia i wychowania, wie, że każda placówka oświatowo-wychowawcza ma odgórne wytyczne ministerialne, dokładnie precyzujące pożądany wzorzec przyszłego Polaka i obywatela.

Nauczyciel i wychowawca NIE MOŻE uczyć i wychowywać dzieci wedle własnego widzimisię. Każde odstępstwo od wytycznych programu, jest pilnie śledzone i podlega resortowym karom z wydaleniem z pracy włącznie.

Dzieci są formatowane jak marchewki czy ogórki na plantacji. Dzisiaj ta sztampa - to ideał Polaka-patrioty, mówiącego po angielsku, posługującego się internetem, człowieka oddanego rodzinie oraz przywiązanego do tradycji katolika
avatar
Jak uchronić własną niepowtarzalną indywidualność w świecie zdominowanym przez przymus??

Dużo podróżować, jeszcze więcej czytać i ze spotkanymi ludźmi r o z m a w i a ć.

Nie wygrażać im, nie uciszać, nie tupać na nich i nie złorzeczyć, że mają inny punkt widzenia i inaczej myślą - po ludzku zwyczajnie roz-ma-wiać
avatar
3977 odczytań do dnia dzisiejszego (patrz licznik wejść na stronę)

i tylko c z w ó r k a komentujących - to wyraźny i czytelny sygnał bardzo niepokojącego zjawiska
avatar
Pani Emilio, bardzo dziękuję za wypowiedzi. Informuję, że tekst powstał jeszcze przed rokiem 1989, natomiast z wiadomych powodów był opublikowany nieco później. Tym tekstem wygrałem dość prestiżowy konkurs literacki, a podczas jego rozstrzygnięcia wówczas jeszcze aktor Maciej Rayzacher zaprezentował go jako monodram. Kiedy tekst był już opublikowany, a to było warunkiem, by mogli z niego korzystać aktorzy amatorzy, tym tekstem ówczesny podchorąży Krzysztof Świercz wygrał konkurs na monodram w skali Wojska Polskiego, a następnie zdobył nagrodę w konkursie ogólnopolskim.
© 2010-2016 by Creative Media
×