Przejdź do komentarzyŻyciorys
Tekst 2 z 23 ze zbioru: Wspomnienia i opowiadania
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2011-03-12
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń3260

ŻYCIORYS


Urodziłem się ot tak, po prostu. I cóż w tym dziwacznego? Rodzili się przecież wszyscy, bo nikt nie wymyślił dotychczas innego sposobu rozpoczęcia życia. A gdyby nawet wymyślił, to co? Akurat ja miałbym być tym odmieńcem? Nie, zdecydowanie nie. Młode, socjalistyczne państwo, utrwalające władzę ludową, nie potrzebowało odszczepieńców. No bo pomyślcie: żyjący, a nieurodzony, co za dziw natury! Taki z pewnością byłby osobnikiem niepoddającym się  unifikacji, a potrzebni byli jednakowo rodzący się, jednakowo dojrzewający, jednakowo pracujący, jednakowo myślący. Tak, tak, jednakowo myślący. Nie wierzycie? Nie wy jedni.

Miałem wyjątkowe szczęście. Pierwsze wypowiedziane przeze mnie słowa i pierwsze samodzielnie postawione kroki trafiły na ważny moment naszych dziejów. Przez trudne lata planu powojennej odbudowy dreptałem ostrożnie, wypowiadałem i odbierałem nie zawsze zrozumiałe dla mnie słowa. I wszystko po to, by w okres socjalistycznej industrializacji wejść pewnie i zdecydowanie.

Szybko dojrzewałem fizycznie i ideowo. Niewątpliwie sprzyjało temu moje najbliższe otoczenie. Z ekspresją śpiewane „Tysiące rąk, miliony rąk, a serce bije jedno” trafiało w sedno sprawy. Kraj i jego mieszkańcy rozwijali się ich serca biły wspólnym rytmem. Nieśmiało wtórowało im moje chłopięce serduszko. Z nieukrywaną satysfakcją obserwowałem akcje organizowane przez zetempowców. Byli tacy silni, prężni, pewni słusznej sprawy i wiarygodni, żarliwi i zdeterminowani. Ustępować musiał przed nimi każdy kułak i zapluty karzeł reakcji, dziejową misję wykonywali z pieśnią symbolem na ustach. Gromko brzmiące słowa „My ZMP, my ZMP, reakcji nie boimy się” robiły swoje. Zazdrościłem im, chciałem być z nimi lub chociaż blisko ich. Czasami to mi się nawet udawało. Zawsze w takich sytuacjach miałem na szyi czerwoną chustę, jakby cząstkę mnie, mojego istnienia.

Byłem bardzo zawiedziony, kiedy nie zdążyłem wstąpić w szeregi tej awangardowej organizacji. Swojej edukacji ideologicznej jednak nie przerwałem, wprost przeciwnie, kontynuowałem ją przez wiele, wiele lat. Moje poglądy i przekonania polityczne dojrzewały, krystalizowały się. Uodporniłem się całkowicie na całkowicie na propagandowe oddziaływania imperialistycznych agentur. Wszystkie zakręty w naszej powojennej historii oraz zdarzające się wyboje na jedynie słusznej drodze trafnie oceniałem jako efekt wrogich oddziaływań ośrodków antysocjalistycznych, wspieranych przez warchołów i elementy chuligańskie. Stawałem się twardy jak uralska stal, a jednocześnie uczulony na destrukcyjne akcje przeciwnika. Proletariacka czujność była moją dewizą.

Równocześnie zdawałem sobie sprawę z tego, że wiedza i doświadczenie, jakie posiadłem, nie były wyłącznie moją własnością, podobnie jak i ja nie byłem sobą. Byłem przecież całokształtem stosunków społecznych, dlatego też czułem nieodpartą potrzebę upowszechniania zdobytych mądrości tak potrzebnych rozwijającemu się społeczeństwu socjalistycznemu. Przekazywałem ją więc gdzie mogłem i komu mogłem. Robiłem to z wielkim zaangażowaniem, oddawałem całego siebie. Byłem wiernym i zdolnym uczniem Wasilewskiej, Bermana i Minca, Bieruta i Zawadzkiego. Z niesamowitą przyjemnością skandowałem „Wie-sław! Wie-sław!”, a nieco później, ale za to bardziej zdecydowanie „Gie-rek! Par-tia! Par-tia! Mło-dzież!” Brawurowo klaskałem w wyznaczonych miejscach referatów wygłaszanych podczas ważnych akademii i uroczystości

Decyzję o stanie wojennym przyjąłem jako rzecz oczywistą. Kilka lat maszerowałem posłusznie w rytm wybijany przez grzmiące werble.

Kim jestem dzisiaj?

Wolnym obywatelem Europy, posiadającym w kieszeni paszport na wszystkie kraje świata.

Tragarzem dźwigającym w sobie dziedzictwo nieco starszego i mojego pokolenia.

Jeszcze pracownikiem sumiennie wykonującym swoje obowiązki, dręczonym obawą, że któregoś dnia usłyszę „dobry pracownik, ale...”

Konglomeratem powikłanych losów i problemów Polaków stojących na nieoznakowanych rozstajach dróg.

Jednością i walką przeciwieństw.

Splotem wielu znaków zapytania, a właściwie jednym wielkim, zdeformowanym znakiem.

Stworzeniem, które broni się przed wciśnięciem w zrewaloryzowany pancerz potakiwacza.

Jestem ...


  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Ten życiorys powinni przeanalizować i wyciągnąć z niego wnioski ci, którym dziś tak łatwo przychodzi tworzyć przeciwników i rzucać kamieniami w ludzi mających bogate i trudne doświadczenia życiowe.
avatar
Słowa Alfa, są uzupełnieniem tego tekstu, choć uzupełnienie nie jest potrzebne - to taka oczywista oczywistość.
© 2010-2016 by Creative Media
×