Przejdź do komentarzySzkatułka
Tekst 3 z 23 ze zbioru: Wspomnienia i opowiadania
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2011-03-17
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń3577

SZKATUŁKA


Dziwisz się, przyjacielu, że tak pieczołowicie pielęgnuję pamiątki z minionych lat. Przecież, jak mówisz, nie może być powodem do dumy służenie niesuwerennemu państwu i totalitarnej władzy. A ja, mimo to, bardzo często wyciągam przyznane mi w przeszłości krzyże, medale i odznaki, czyszczę je do połysku, prasuję wstążki i wkładam do specjalnej szkatułki wyłożonej czerwonym aksamitem.

Wkładam, a po kilku dniach, przy okazji jakiejś rodzinnej uroczystości, koleżeńskiego spotkania lub zupełnie bez powodu sięgam po nie, czyszczę, rozmyślam i znowu chowam. Wiesz, najczęściej w takich momentach wracam pamięcią do 29 listopada 1965 roku. Przypominam sobie wtedy rotę składanej przysięgi wojskowej i płaczącą ze wzruszenia matkę. Zapewniałem wówczas, że stać będę nieugięcie na straży praw ludu pracującego i wydawało mi się, że cały czas to właśnie robiłem. Może nieudolnie, może mało efektywnie, ale przecież z wielką pasją i determinacją. Starałem się, jak tylko mogłem, nawet byłem wyróżniany, odznaczany, awansowany.

Szczególnie dobrze pamiętam zimowy poranek 13 grudnia. Wiedziałem, że muszę iść, chociaż nie bardzo wiedziałem gdzie i po co. Wychodząc z domu, zapewniałem żonę, że wrócę najszybciej, jak to będzie możliwe. Szedłem w nieznane, ale w podświadomości czułem, że idę właśnie bronić praw ludu pracującego. Do domu wróciłem jeszcze tego samego dnia, a przez następne tygodnie i miesiące pilnowałem, by z kranów leciała woda, w mieszkaniach świeciły żarówki, by było czym dojechać do pracy i wrócić do domów. Doglądałem, by sprawiedliwie dzielono mieszkania, a ich szczęśliwi nabywcy mogli mieć niezbędny sprzęt i urządzenia, sprzeciwiałem się spekulacji, podpowiadałem, doradzałem, nadzorowałem, pouczałem i sam uczyłem się życia. Życia brutalnego i skomplikowanego.

Byłem najszczerzej przekonany, że spełniam dziejową misję, wywiązywałem się przecież z zobowiązań składanych w przysiędze. Często padałem ze zmęczenia, ale byłem dumny z siebie, a władze wojskowe i administracyjne też były dumne ze mnie. Uhonorowały mnie nawet odznaką potwierdzającą moje zasługi dla miasta i województwa.

I jak na ironię po latach dowiedziałem się, że służyłem w polskojęzycznym wojsku, kolaborowałem z władzą będącą na usługach obcego mocarstwa, broniłem granic niesuwerennego państwa. To właściwie komu pomagałem zdobyć mieszkanie, łóżko, telewizor, rękawiczki i słoik dżemu? Komu zapewniałem wodę w kranach, świecące żarówki, cieple kaloryfery, dojazdy tramwajami i autobusami do pracy? Mam więc zaprzestać czyszczenia swoich krzyży, medali i odznak? Albo sprzedać je lub schować do piwnicy? Aha, mam przecież czapkę rogatywkę z orłem w koronie, ale ona nie zmieści się do specjalnej szkatułki wyłożonej czerwonym aksamitem.

A co z przysięgą wojskową? Mam ją zmienić na nową? To tak jakbym wziął rozwód ze swoją poprzednią Ojczyzną i wybrał lepszą dlatego, że z orłem w koronie. A kto mi udzieli rozwodu z tą Polską, w której się urodziłem, wychowałem, wykształciłem i której służyłem? Która była jednocześnie moją matką i kochanką, z którą przeżywałem radości, wzruszenia i upokorzenia. Mam ją opuścić, bo jest ubezwłasnowolniona i poniżana?

I jak u schyłku swojej służby wojskowej składać przysięgę? Bo jeśli tamta przysięga jest nieważna, to czy ważne są długie lata służby, poligony, zdeptane żołnierskie buty i przepocone koszule, wytarte mundury i pieczołowicie pielęgnowane krzyże, medale i odznaki? A skoro to wszystko nie jest ważne, to czy ważne jest moje poczęcie, narodziny i całe dorastanie? Może więc jestem i jednocześnie mnie nie ma, jestem bytem i niebytem, materią i antymaterią? Może też nie ma topól sadzonych w dzieciństwie z moim ojcem? A przecież one są, rosną i sięgają prawie nieba.

Widzisz, przyjacielu, to tak jakbyś był kimś i niczym, ale jeśli nie chcesz być jednocześnie tym i tamtym, to znaczy, że nie chcesz być sobą, dojrzałym i doświadczonym wiarusem. A wtedy stajesz się niedouczonym rekrutem składającym nową przysięgę. Oczywiście, nie musisz jej składać, ale żołnierz bez przysięgi to mniej niż harcerz. Skoro więc chcesz być żołnierzem, bo byłeś nim przecież prawie trzydzieści lat, to musisz przysięgać tej nowej Polsce z orłem w koronie. Pytasz, czy nie boję się surowej ręki sprawiedliwości ludowej, która miała mnie dosięgnąć, gdybym złamał obowiązki wobec Ojczyzny? Bać to może bym się i bał, ale właściwie jak tu bać się czegoś, czego nie ma. Nie ma przecież tamtej niekoronowanej Polski, nie ma też i jej surowej ręki, która miałaby mnie dosięgnąć. Można więc spokojnie wykonywać swoje żołnierskie powinności.

Tylko jakoś serce dziwnie mi bije i ręce drżą, gdy sięgam do szkatułki wyłożonej czerwonym aksamitem, by czyścić do połysku krzyże, medale i odznaki. Moje krzyże, medale, odznaki.


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Janko, ogromna gorycz płynie z tego opowiadania. Czy to część Twojej biografii? Jeśli tak, to nie załamuj się . Cóż jesteś winien, że żyłeś w "tamtych czasach"? Masz czyste sumienie? Zaglądaj z dumą do swojej szkatułki!
Tekst bardzo ciekawy napisany piękną polszczyzną. Szkoda,że nikt go jeszcze nie skomentował. Może moja wypowiedź będzie zaczątkiem dyskusji?
avatar
porusza, a o to w końcu chodzi
avatar
Dokonałeś janko rachunku sumienia, bardzo przekonującego i emocjonalnego. Wyrażasz myśli i odczucia wielu żołnierzy i nie tylko żołnierzy,ludzi prawych i nastawionych patriotycznie,w "minionym czasie" rzetelnie służących ojczyźnie.Wielu karierowiczów przypominających chorągiewki na zmiennym wietrze historii na Was potem napluło, bo taką czuli potrzebę chwili.Ale w tamtym czasie, do którego wracasz, miliony szarych ludzi nie czuło zagrożenia dla swoich miejsc pracy i nie było tylu bezdomnych i głodnych, co dziś.I nie było wtedy też tylu milionerów, kombinatorów, oszustów, kpiących sobie dziś z tych, którym nie starcza na chleb.A patriotyzm? Kto dziś, w dobie rządzącej nami ponadnarodowej"mamony" wie, co to jest i traktuje to pojęcie poważnie?
avatar
Nie jestem żołnierzem i nie mam medali, ale doskonale Ciebie rozumiem. Też jestem z tamtej i z tej Polski. Myślę, że trzeba po prostu żyć powtarzając za Wojciechem Młynarskim: róbmy swoje.
avatar
Szczere, aż do bólu. Wspaniale napisane.

Czyść swoje medale i bądź z nich dumny. Tak, jak ja z pieczołowitością czyszczę ojcowskie medale i przechowuję Jego dokumenty wojskowe. Walczył w AK na Wileńszczyźnie, potem w II Armii WP forsował Nysę Łużycką, walczył pod Budziszynem. I co, mam teraz wyrzucić Jego medale z okresu wojny? Służył zawodowo w WP, aż do emerytury. I co, mam wyrzucić jego medale i wyróżnienia z tego okresu?

Służył Polsce. I to tylko jest ważne. Ideologie i ustroje się zmieniają, zmieniają się władze. Polska istnieje nadal. Są nowi, powojenni weterani, z Iraku, Afganistanu i innych miejsc w świecie. To są weterani, a nie "weterani styropianowi".

Czyść swoje medale.
© 2010-2016 by Creative Media
×