Przejdź do komentarzyJadą zabugaje
Tekst 9 z 38 ze zbioru: Kwadryga z ojcem
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2014-01-30
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1958

JADĄ ZABUGAJE


Jesienią czterdziestego piątego wjeżdżam do Wieldządza na koniu. Z jego grzbietu słyszę, jak dzieci, wybiegające na przerwę przed szkołę, widząc nas wołają: - „patrzcie, jadą zabugaje”. Na krowie Białej jechała moja roczna siostra, trzymana przez idącą obok mamę. Tata, babcia i ciocia szli pieszo od stacji w Kornatowie, skąd było jakieś dziesięć kilometrów. Dla nich tyle co nic. Na Wołyniu do kościoła chodzili co niedzielę tyle samo, albo i więcej. Szli w łapciach z wierzbowej kory, niosąc buty na ramieniu. Jedyne buty często musiały człowiekowi wystarczyć na całe życie i jeszcze nadać się do trumny, więc zakładało się je tuż przed kościołem. Na Pomorze wkraczaliśmy wszyscy w butach zdobytych na wojnie.

Objęliśmy gospodarstwo po Frydrychu, który wyjechał do Niemiec. Dość szybko zauważyłem, jaka przepaść dzieliła nas od Pomorzaków. Największą przeszkodą było inaczej przez nas wymawiane „ł”. Byliśmy od razu „Ruscy” albo „Ukraińcy”. Byłoby jeszcze gorzej, gdybyśmy przyjechali w łapciach. Buty choć trochę zbliżyły nas do pomorskiej cywilizacji.

  Spis treści zbioru
Komentarze (2)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
dalsza część także mi się podoba
avatar
Przeczytałem wszystkie dotychczasowe epizody, zamknięte w miętowych dropsach i...

Ciekawość szczerzy ząbki, a to niezbyt pozytywna cecha :)
© 2010-2016 by Creative Media
×