Przejdź do komentarzyPodglądacz
Tekst 5 z 11 ze zbioru: Spotkania
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2014-04-13
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2672

Mieszkam w małym miasteczku we wschodniej Walii. Inni nazwaliby je dziurą,ja czuję się tutaj doskonale.

Ludmiła-moja żona, Rosjanka, jak zwykle narzeka na pogodę, że wciąż siąpi, że nie ma żadnych rozrywek oprócz jedynego, `zapyziałego`, jak to określiła, pubu, w którym przesiadują wciąż ci sami zalani faceci, w kółko gadający o piłce nożnej...A w Rosji jest tak pięknie-złote łany pszenicy aż po horyzont, cotygodniowe spotkania z sąsiadami przy wyśmienitym samogonie, podobno, jak zapewniała, najlepszym lekarstwie na wszystkie choroby...

Może i tak, ale ja po wypiciu owego cudownego eliksiru chorowałem dwa dni. Czasami szkoda mi Jej, jest sporo młodsza ode mnie i może rzeczywiście dusi się w miasteczku, gdzie wszyscy się znają i wiedzą o sobie prawie wszystko...

Wymieniliśmy kilka zdawkowych zdań, zjedlismy kolację, a Ona zajęła się swoim ulubionym zajęciem- przestawianiem matrioszek z miejsca na miejsce, przeglądaniem pamiątek z Rosji i dzierganiem na drutach rzeczy, które, gdy skończy, wyglądają jak jutowe worki (twierdzi ,że tak wyglądają tradycyjne rosyjskie stroje ludowe).

Biedni ludzie, którzy musieli to nosić, ja raz spróbowałem i piekły mnie plecy przez trzy dni...

Seksu nie uprawialiśmy od kilku lat, jestem już stary i schorowany...Próbowałem, raz wziąłem nawet viagrę, ale chyba przedawkowałem lub działa na mnie inaczej niż na wszystkich - erekcja utrzymywała się dwadzieścia kilka godzin, a serce waliło jak młotem. Wystraszyłem się wtedy nie na żarty, do tego stopnia, że wezwałem pogotowie.

Później dowiedziałem się, że byłem na granicy zapaści.

Od tego wydarzenia trzymam się z dala od tego `cudownego`  wynalazku i niestety, chyba muszę pogodzić sie z faktem, że jestem impotentem.

Nie wiem jak Ona sobie z tym radzi, faktem jest, że nie zauważyłem w naszym mieszkanku wibratora, czy czegoś podobnego.

Może mnie zdradza? - Ma prawo, tak mi sie wydaje i nie jestem w ogóle zazdrosny. Gdy wychodzi do pracy rano o ósmej, zawsze wraca na osiemnastą i nigdy nie poczułem charakterystycznego zapachu meżczyzny, więc chyba nie, zresztą wszystko mi jedno...

Właśnie zaczął się Jej ulubiony serial w telewizji, odcinek 1078967 oraz 1078968 i jeszcze jeden. No tak, teraz jest odcięta od świata na trzy godziny, a później jak zawsze zaśnie w fotelu, który tak dziwnie dopasował się do Jej ciała, że każdy inny, kto na nim zasiądzie ,nie wytrzyma tam dłużej niż pięć minut.

Nareszcie mogę oddać się swemu ulubionemu zajęciu- `obserwacji gwiazd`,  jak mówię Ludmile. Chyba domyśla się, że wcale nie obserwuję gwiazd - przy naszej pogodzie jest to możliwe może dwa razy w roku, a ja chodzę na dach z teleskopem prawie codziennie...

Mam tam coś w rodzaju okapu, który chroni mnie przed naszym ciągle siąpiącym deszczem, tylko to wchodzenie - stare, drewniane schody tak skrzypią, że budzę niektórych sąsiadów, oczywiście tych najbardziej wścibskich. Muszę to w końcu zgłosić w administracji, aby poprawili.

Rozkładam więc sprzęt i najpierw celuję w okno wielce szanowanej nauczycielki w naszym miasteczku. Mam nadzieję,że tym razem zapomni o zaciągnięciu kotar. Szczęście mi dopisało- nie zaciągnęła i rozpoczęła przygotowania - wyciąga pejcz, kajdanki i skórzaną maskę na twarz.  Zmienia bieliznę na supersexi z obcisłego,czarnego lateksu. Aż ciarki mi przeszły po plecach...Po chwili przyszedł on- rzeźnik z dołu. Rozejrzał się dookoła pokoju i natychmiast zasłonił szyby. Szkoda, ale są jeszcze inni do podglądania...

Skierowałem więc lunetę w okno pięknej, może dwudziestoparoletniej dziewczyny. Jak zwykle o tej porze zasiada przed lustrem i rozczesuje swe wspaniałe, długie ,kruczoczarne włosy. Dałbym majątek, żeby choć przez chwilę poczuć ich zapach...Rozczesuje powoli, delikatnie, szczotką chyba z naturalnego włosia. Jej ruchy są miękkie i płynne. Mógłbym upajać się tym widokiem godzinami...Niestety, chyba się spieszyła, musi najprawdopodobniej wcześnie rano wstać, bo bardzo szybko skończyła. Światło zgasło i koniec - szkoda,bardzo szkoda.

Reszta ciekawszych okien dzisiaj zasłonięta, zostało tylko jedno- wesołych studentów, którzy w ogóle nie mają zasłon. Spojrzę,co dzisiaj wymyślili - no nie, schlali się, żadnych dziewczyn i urządzają zawody w rzyganiu na odległość. Obrzydlistwo. No cóż, też kiedyś byłem młody...

Pada coraz bardziej, robi się zimno, teleskop paruje - nie ma sensu tu dłużej siedzieć. Składam więc sprzęt, ale..kątem oka dostrzegam człowieka idącego chodnikiem na dole, tuż przy mojej kamienicy.

Nie jest stąd, jego strój nawet to zdradza - czarny, długi płaszcz, buty na grubej podeszwie, na głowie melonik, oczywiście czarny, model jak z dziewiętnastego wieku, do tego coś w rodzaju laski, którą ostukuje każdą kostkę chodnika.

Nie widac, żeby kulał, może niewidomy, ale przecież laske miałby białą, nie czarną, poza tym uważnie rozgląda się dookoła. Zaintrygował mnie. Starannie opukuje kostki granitu, wybiera tylko niektóre i na nich ostrożnie stawia stopy. Jednocześnie z wielką uwagą obserwuje otoczenie - z daleka omija wystające konary drzew, nawet rozświetlone lampy uliczne.

Co jest, jakaś fobia, nerwica ,czy coś?

Nagle bezradnie zatrzymuje się na środku ulicy - przestał iść chodnikiem, bo wystające gałęzie drzew z okolicznych posesji najwyrażniej mu przeszkadzały. Czemu się zatrzymał i bezradnie rozgląda dookoła? Aha, część lamp w środkowej części uliczki ma przepalone żarówki. Zupełna ciemność.

- ` Zejdź na chodnik, człowieku ! ` - krzyczę.

Nie słyszy. W tym czarnym płaszczu ledwo go widać. Lada moment ktoś go przejedzie - muszę pomóc. Zbiegam więc po tych cholernych trzeszczących schodach, budząc po drodze chyba wszystkich sąsiadów, a ten stoi jak stał, zupełnie bez ruchu.

-` Co się dzieje, zejdź z ulicy, zaraz cię ktoś zabije samochodem ! ` - wrzeszczę.

- ` I don`t understand you`- mruknął pod nosem.

No tak, ja do niego po walijsku, on czystą angielszczyzną - cudzoziemiec, więc jeszcze raz, po angielsku:

- ` Co robisz , człowieku ! ` - I biorę go pod rękę, usiłując ściągnąć z jezdni, a on wyrwał sie z przerażeniem w oczach.

- ` Jesteś zarażony ` - powiedział płaczliwie - ` zaraziłem kolejnego człowieka...`.

Ukrył twarz w dłoniach, usiadł na asfalcie i łkając szepce:

- ` Idź stąd, nie chcę już sprowadzać nieszczęść na innych, proszę cię, wynoś sie stąd natychmiast, nie chcę patrzeć na twoją śmierć. `

Przeraziłem się nie na żarty - ` Czym mnie zaraziłeś, dotknąłem tylko twojego płaszcza, miałem na ręku rekawiczkę ! `

- ` Od tej pory, w każdym momencie może przytrafić ci sie coś strasznego.`

- ` Co na przykład ` - pytam

- ` Wszystko, możesz zapaść się pod chodnik, złamany konar drzewa spaść na głowę , a nawet uderzyć w ciebie meteoryt `.

- ` Meteoryt, jaki meteoryt, co ty bredzisz ? `

- ` Idź stąd proszę, chcę zostać tu sam, na ciemnej ulicy i czekać na śmierć `.

Kompletny wariat, pomyślałem, siłą go nie usunę, jestem zbyt stary i słaby, idę dzwonić na policję.

Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę kamienicy.

Po chwili usłyszałem głośne uderzenie - zobaczyłem go rozjechanego przez ciężarówkę. Boże, zabrakło tylko kilku chwil...

Panicznie boję się widoku krwi, wiedziałem, ze już nic nie pomogę, pozostało tylko zadzwonić. Powolnym krokiem ruszyłem więc w stronę kamienicy. Przyglądałem się zmurszałym murom, pniom drzew, pokrytych mchem. Taka cisza. A taka tragedia...

Wtem zobaczyłem oślepiający błysk na niebie i w sekundę straciłem przytomność. Unosiłem sie nad moim ukochanym miasteczkiem, widziałem w pobliżu mojej kamienicy kilka karetek, policję i ekipę TV. Mimo,iż wydawało mi się, że szybuję gdzieś wysoko, zobaczyłem swoje ciało leżące na bruku z roztrzaskaną czaszką. I głos reporterki ,który docierał do mnie tak wyraźnie, jakby stała obok - ` Niesamowite wydarzenie - w mieście Kirgstone dwóch ludzi zginęło od uderzenia meteorytu ` - znowu kłamią, przecież jego przejechała ciężarówka - pomyślałem.

Dojrzałem też Ludmiłę. Jej twarz wyrażała jedno - nareszcie wolna...

A mnie, tuż przed rozpłynieciem się w nicości, przez głowę przebiegła myśl - jak bezsensownie żyłem, tak bezsensownie zginąłem...


  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Ciekawa fabuła, chociaż trochę rażą mnie zbyt naturalistyczne wywody dotyczące spraw intymnych, bowiem dla zawsze jest to temat tabu. Mimo to za wartości literackie nie obniżam oceny.
Najwyższa ocena byłaby też za poprawność językową, gdyby nie zwyczajne niechlujstwo wyrażające się w braku własnej korekty tego, co się napisało. Nagminnie brakuje spacji po przecinkach; brakuje spacji po wielokropkach; brakuje spacji przed myślnikami oraz po nich; zbędne spacje przed przecinkami; moim zdaniem niepotrzebnie zastosowano cudzysłowy w dialogu. Przecież wystarczą same myślniki, ale pod warunkiem,że się je poprawnie zapisze; nie rozumiem znaczenia złożonych słów: "Ludmiła-moja" oraz "pięknie-złote". Prawdopodobnie miały to być myślniki, ale z powodu braku spacji przed i po kreseczkach wyszły łączniki.
Kilka błędów interpunkcyjnych (brak przecinka przed: "jak Ona"; zbędne przecinki przed: czy czegoś, pokrytych. Zbędny jest też pierwszy przecinek w zwrocie: Mimo, iż wydawało mi się, że..." (zamieniłbym też tutaj kolejność "iż" z "że"). Nie rozumiem też, co znaczy znak "..".
avatar
Dziękuję za komentarz, co do błędów interpunkcyjnych - masz całkowitą rację, postaram się poprawić :)
avatar
Całkiem ciekawe i zakończenie dobre, bo zaskakujące.
avatar
Tytułowy podglądacz - stary mężczyzna-impotent - jego dużo od niego młodsza żona-Rosjanka, jakaś okropna "dziura" we wschodniej Walii, dziwaczne nocne spotkanie z obcym Anglikiem, jego nagła śmierć na ulicy

i...

Zapraszamy do lektury
© 2010-2016 by Creative Media
×