Przejdź do komentarzyEremita
Tekst 12 z 13 ze zbioru: Quasimodo
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2015-02-28
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1516

W epoce, gdy ludzie byli szczęśliwi bez sondaży, za siedmioma górami, ośmioma morzami oraz jednym pobojowiskiem, wśród nieprzebytej kniei, z daleka od mieszkalnych sadyb, znajdowało się wysypisko dla niezguł, a w jego mrocznym mroku żył był sobie pewien pustelnik.

Pustelnik, jak głoszą wołowe przekazy, jest to szaraczek parający się samotnością, osobnik widywany z nieczęsta, lichy w sobie i okrutnie płochliwy. Wywodzi się z rodu wybitnie znajdkowatego, z dynastii Swawolnych Doliniarzy, ze szczepu onegdaj wędrownych, a teraz osiadłych patafianów.

W jego żyłach - oprócz serwatki - krążyla złodziejska krew, a że był flegmatycznej urody, na jego obliczu malował się kompromisowy,  ironicznie wszechwiedzący wyraz zblazowanej aprobaty człowieka, któremu zwisa i któremu już nie chce się wiedzieć, po czemu łokieć, który skończył z żywiołowością, z wyczuwaniem i odnoszeniem się, który ma gdzieś i potąd wszelkie nieustabilizowane, z każdej strony poprawne dywagacje, więc zaordynował sobie  stateczny tryb życia. Przestał bywać na widoku, w zasięgu czyjegoś podniecenia; zerwał z przemieszczaniem się po swoim rozdrażnieniu i byciem traktowanym jak przysłowiowa menda.

Blisko spokrewniony z chodaczkową arystokracją sprawującą rządy, w niechlubnej przeszłości zadawał się ze zbrojną bandą zbulwersowanych leserów trudniących się wylewaniem gnojowicy na projektowane autostrady, zajętych pyskowaniem na niby,  zadzieraniem nosa, biciem się w cudze piersi, stawianiem na swoim i uczciwym łotrzykowaniem po gościńcach.

Wyrósłszy z nieposkromionej zarozumiałości, zrejterował z hucznego istnienia; zaszył się na bezludziu i od tej pory był nazywany „władcą jednoosobowego państwa absolutnego”, ponieważ zajmował się substancjami lotnymi, figielkowatymi i bardzo nadpobudliwymi o nazwie absolut.

Nie zdradzę tajemnicy gdy powiem, że zanim został eremitą, zaliczył wiele przygód. Jak każdy  duchowy kombajnista, dygnitarz od urodzenia nawykły do zasiadania i odbierania hołdów, dzieciństwo spędził w  kuwecie dla VIP-ów.

Odkąd porzucił politykę, zamknął się w sobie, odseparował się od przeżywania lipnych problemów i począł prowadzić się PO NOWEMU; wiódł życie wymuskane ciszą, prawie subtelne i niemal kontemplacyjne. Odkrył, że ma w sobie smykałkę do wrażliwości, jął więc odżywiać się dobrym słowem, przebywać pośród flakoników i pachnideł, jednym słowem, przepadał być szlachetnym w trakcie zdejmowania majtek.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Autorze, turde, przecież my wszyscy - na swój sposób - poobijani eremici ;-))))
Z wyjątkiem tych, którzy staną się kiedyś owymi pustelnikami :P.

Zastanawia mnie tylko "flegmatyczna uroda"? Bo jeżeli uroda: wygląd zewnętrzny, to ta z rodzaju "wymoczkowatych". Jeżeli natomiast "uroda" w sensie ogólnym, bardziej bym ją widziała jako "osobowość" bądź "usposobienie"

Serdecznie :-))))
avatar
Świetny tekst, a ja dostrzegam w nim nawet konkretne, powszechnie znane osoby. Ale Pan chyba u żył jedno słowo w niewłaściwym znaczeniu. Bo "onegdaj" to przedwczoraj, a Pan chyba chciał napisać: ongiś, kiedyś, dawniej.
avatar
Janko

ma Pan rację z tym "onegdaj" Ale co z tego, skoro nie można tu poprawić byka i będzie tu kłuł w oczy aż po kres Internetu?
© 2010-2016 by Creative Media
×