Przejdź do komentarzyCzułem ducha porozumienia
Tekst 8 z 19 ze zbioru: Wycinki z odkurzonych zszywek
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2016-03-25
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń2011

CZUŁEM DUCHA POROZUMIENIA



Rozmowa z Januszem Owczarkiem, wojewodą legnickim w latach 1975-1979 i wrocławskim w latach 1979-1990.


Gdy latem 1979 roku obejmował Pan urząd wojewody wrocławskiego, ówczesny arcybiskup Henryk Gulbinowicz już czwarty rok był metropolitą Archidiecezji Wrocławskiej. Kiedy doszło do pierwszego kontaktu z arcybiskupem i jaka była forma tego kontaktu?


Kiedy byłem jeszcze wojewodą legnickim, wiele słyszałem o metropolicie wrocławskim, jako że Archidiecezja Wrocławska obejmowała administracyjnie również województwo legnickie. I pamiętam, że zawsze były to opinie i oceny pozytywne, by nie powiedzieć, że pochlebne. Jednak w tym czasie bezpośrednio nie spotkaliśmy się i nawet nie rozmawialiśmy telefonicznie, chociaż zachodziła potrzeba pewnych rozstrzygnięć na linii władze administracyjne – administracja kościelna. Ale zawsze te problemy bez żadnych trudności rozstrzygane były na poziomie odpowiednich pracowników obydwóch urzędów.

Po objęciu stanowiska wojewody wrocławskiego miałem protokolarny obowiązek spotkania się z metropolitą wrocławskim i z perspektywy czasu muszę przyznać, że byłem ciekaw tego spotkania. Zaprosiłem arcybiskupa na spotkanie, a sprawy techniczne tego spotkania w moim imieniu uzgadniał dyrektor Wydziału ds. Wyznań Mieczysław Preisner z księdzem doktorem Edwardem Góreckim. Kiedy w ustalonej porze oczekiwaliśmy z dyrektorem Preisnerem przed gmachem urzędu na metropolitę, zaskoczenie było niesamowite. Otóż dostrzegliśmy, że od strony Muzeum Narodowego w naszym kierunku idzie arcybiskup Henryk Gulbinowicz w towarzystwie księdza dra Edwarda Góreckiego, a spodziewaliśmy się przyjazdu wypasionej, jak to się dzisiaj mówi, limuzyny. I tę formę dotarcia do Urzędu Wojewódzkiego stosował zawsze.

Powitałem arcybiskupa zgodnie z obowiązującym protokołem, a następnie udaliśmy się do mojego gabinetu. Tam przy herbacie i ciastku ustaliliśmy formy współdziałania, przyjmując zasadę, że wszelkich uzgodnień w sprawach przyszłych kontaktów będą dokonywali dyrektor Mieczysław Preisner oraz ksiądz dr Edward Górecki. Ustaliliśmy reguły współpracy oraz problematykę kolejnych spotkań. Ważnym zagadnieniem w tym czasie było budownictwo sakralne, jako że na budowę każdego kościoła zgodę musiał wydać wojewoda. W efekcie tych uzgodnień powstał pierwszy, a potem kolejny plan budownictwa sakralnego.

Już podczas tego pierwszego spotkania miałem odczucie, że mam do czynienia z człowiekiem wielkiego formatu, z niezwykłym erudytą. Był ciepły, serdeczny, wyrozumiały, a jednocześnie charyzmatyczny, dalekowzroczny, roztropny oraz wrażliwy na krzywdę i cierpienia. I mimo że staliśmy wówczas w pewnym sensie po przeciwnych stronach barykady, czułem ducha swoistego porozumienia i współdziałania. Przyszłość pokazała, że to pierwsze wrażenie było niezwykle trafne.

Okazja potwierdzająca moje oceny nadarzyła się wkrótce, chyba kilka miesięcy przed ogłoszeniem stanu wojennego. Archidiecezja Wrocławska wystąpiła z inicjatywą, by do Wrocławia przenieść siedzibę Zarządu Głównego Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta oraz utworzyć schronisko dla bezdomnych. Z perspektywy ponaddwuletniej współpracy wiedziałem, że metropolita dokłada wszelkich starań, by pomagać osobom ubogim, cierpiącym i pokrzywdzonym nie tylko przez los, ale również przez opresyjne działanie ówczesnych władz. Siedzibę przeniesiono do Wrocławia do lokalu przy ul. Kołłątaja 26a i tam mieści się ona do dzisiaj. Bez żadnych oporów przekazałem wówczas Towarzystwu budynek, który formalnie nie był własnością władz wojewódzkich, ale od kilku lat stał bezużyteczny. Został on szybko wyremontowany i dostosowany do potrzeb pensjonariuszy, a moja pomoc ograniczała się jedynie do tego, by umożliwić zakup niezbędnych materiałów budowlanych i przedmiotów wyposażenia obiektu. W niemal rekordowym tempie obiekt przystosowano do potrzeb jego użytkowników.

W związku ze schroniskiem w listopadzie 2011 roku spotkało mnie sympatyczne zdarzenie. Otóż z okazji trzydziestej rocznicy działania we Wrocławiu Towarzystwa Pomocy im. Św. Brata Alberta wybito okolicznościowy medal, którym też zostałem uhonorowany. Chociaż nie mam na to formalnego potwierdzenia, to jestem przekonany, że stało się to za sprawą twórcy tego schroniska, teraz już emerytowanego kardynała Gulbinowicza. A swoje przypuszczenie opieram na tym, że zadzwonił do mnie i złożył z tej okazji serdeczne gratulacje. Oczywiście, gratulacje przekształciły się w długą i niezwykle sympatyczną rozmowę.


Ponad dwa lata od rozpoczęcia wojewodowania ogłoszony został stan wojenny. Czy w tym szczególnym okresie naszej najnowszej historii miał Pan Wojewoda jakiekolwiek kontakty z metropolitą i czego one dotyczyły?


O ogłoszeniu stanu wojennego, podobnie jak zdecydowana większość rodaków, dowiedziałem się z mediów. O ile dobrze pamiętam, to ówczesny pełnomocnik Komitetu Obrony Kraju na województwo wrocławskie gen. bryg. Kazimierz Stec, etatowo szef Wojewódzkiego Sztabu Wojskowego, około godziny 6.00 dotarł do metropolity wrocławskiego arcybiskupa Henryka Gulbinowicza i poinformował go, że o północy Wojskowa Rada Ocalenia Narodowego ogłosiła stan wojenny na terenie całego kraju. Arcybiskup powiedział, ze dziękuje za informację, ale jej do wiadomości nie przyjmuje.

Już nie pamiętam w jakich okolicznościach, ale na pewno w pierwszych dniach stanu wojennego, doszło do spotkania z arcybiskupem Henrykiem Gulbinowiczem. Moim obowiązkiem było zapewnienie porządku w mieście i województwie oraz ciągłości pracy wszystkich przedsiębiorstw, a przede wszystkim zakładów energetycznych i gospodarki komunalnej. Już wówczas miałem pełną świadomość tego, że arcybiskup cieszy się w mieście i województwie niesamowitym autorytetem moralnym i szacunkiem oraz ma dobre kontakty i posłuch wśród ówczesnej opozycji. Dlatego uznałem, że moim obywatelskim obowiązkiem jest dotrzeć do metropolity, by wspólnie działać dla dobra mieszkańców naszego miasta i województwa. I w tej dziedzinie nasze współdziałanie było niemal wzorcowe.

Spyta pan na pewno, czy wiedziałem o wypłaceniu przez bank władzom Dolnośląskiej Solidarności kwoty osiemdziesięciu milionów złotych oraz przechowywaniu jej przez arcybiskupa Gulbinowicza. Nie, nie wiedziałem, a właściwie wiedziałem tylko tyle, ile o tym informowały media. Najwięcej na ten temat dowiedziałem się dopiero ze wspaniałego filmu. Natomiast było mi głupio, a nawet się wstydziłem, że dyrektor banku został z tego powodu odwołany ze stanowiska. Zapewniam publicznie, że z tą decyzją nie miałem nic wspólnego, a po cichu nawet byłem jej przeciwny. W kompetencjach wojewody znajdowały się decyzje personalne dotyczące kierownictw jednostek gospodarczych podległych władzom administracyjnym województwa, a przede wszystkim przedsiębiorstw gospodarki komunalnej. Jakiś związek z tą decyzją mógł mieć jedynie Komitet Wojewódzki PZPR, ale jest to jedynie moje przypuszczenie.


Czy nie było w tym okresie żadnych zadrażnień na linii wojewoda – metropolita wrocławski?


Właściwie nie było, a jeżeli tak, to dotyczyły one tzw. mszy świętych za Ojczyznę, ale miały jedynie śladowy, nieistotny charakter. Msze te odbywały się we wrocławskiej katedrze i ówczesna opozycja wykorzystywała je do rozdawania ulotek i innych akcji przeciwko władzy. Organy porządkowe, a przede wszystkim Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa próbowały różnymi metodami nie dopuszczać do tych wydarzeń. I właśnie wtedy interweniował arcybiskup, prosząc, by zaprzestać tych praktyk. Robiłem, co było w mojej mocy, tym bardziej że uczestnicy przerwanych uroczystości z katedry przenosili się przed siedzibę Urzędu Wojewódzkiego.


21 czerwca 1983 roku papież Jan Paweł II podczas swojej apostolskiej pielgrzymki do Polski odwiedził również Wrocław. Wydarzenie to z pewnością wymagało od gospodarza województwa aktywnego włączenia się w to przedsięwzięcie, a przynajmniej pod względem organizacyjnym, logistycznym i w zakresie zapewnienia bezpieczeństwa. Na czym to zaangażowanie polegało i w jakim zakresie współdziałał Pan z metropolitą wrocławskim arcybiskupem Henrykiem Gulbinowiczem?


Decyzja o pielgrzymce papieża Jana Pawła II do Polski, w tym również do Wrocławia, zapadła chyba w lutym lub marcu 1983 roku. Arcybiskup Gulbinowicz był odpowiedzialny ze strony Episkopatu Polski za organizację i przebieg uroczystości we Wrocławiu, zaś ze strony władz administracyjnych ja jako przedstawiciel strony rządowej. Zachodziła więc konieczność spotkania się z metropolitą wrocławskim w celu dokonania uzgodnień w zakresie współdziałania. I do takiego spotkania doszło. Usłyszałem wówczas, jakie są oczekiwania strony kościelnej. Nie były to oczekiwania wygórowane. Obydwaj byliśmy świadomi, że jest to przecież wizyta głowy państwa, a to implikowało określone procedury wynikające z protokołu dyplomatycznego, a szczególnie konieczność zapewnienia bezpieczeństwa. Określiliśmy więc zakres współdziałania organizacyjnego, logistycznego oraz właśnie w dziedzinie zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego. Przede wszystkim zaś ustaliliśmy, że uroczystość odbędzie się na terenie Państwowych Torów Wyścigów Konnych na Partynicach. Ustaliliśmy też, że obydwie strony powołają odpowiednie zespoły robocze.

Stosownie do podjętych uzgodnień, ale również przy uwzględnieniu zaleceń rządu, powołaliśmy sztab polityczny ze mną na czele. Utworzyliśmy również komitet organizacyjny w składzie 75 osób, któremu przewodniczył wicewojewoda Mikołaj Hankiewicz. W jego skład weszli m.in.: dyrektor Wydziału ds. Wyznań Mieczysław Preisner, dyrektor Wojewódzkiego Zakładu Gospodarki Komunalnej Stefan Młynarowicz, zastępca komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej Zbigniew Winkowski, rzecznik prasowy Komitetu Wojewódzkiego PZPR Wiesław Sowała, zaś stronę kościelną reprezentowali ks. dr Edward Górecki oraz ks. mgr Adam Drwięga. W ramach komitetu wyłoniono sześć zespołów roboczych, w tym m.in. do spraw zakwaterowania i zaopatrzenia, do spraw zapewnienia porządku, do spraw sanitarnych oraz do spraw komunikacji.

Na bieżąco kontaktowaliśmy się z metropolitą bezpośrednio lub też poprzez dyrektora Preisnera i księdza dra Góreckiego. Prace przygotowawcze przebiegały bez zakłóceń, więc arcybiskup Gulbinowicz był zadowolony z efektywności współdziałania. W czasie jednej z rozmów poinformował mnie, że podczas budowy ołtarza na Partynicach pomagali milicjanci, rozładowując i przenosząc materiały budowlane.

Bardzo przeżywałem tę wizytę, gdyż jako przedstawiciel władz administracyjnych byłem zobligowany protokołem dyplomatycznym do powitania papieża. Przygotowałem odpowiedni tekst powitania i nauczyłem się go na pamięć. Niestety, względy formalne wymagały, bym je odczytał. W odpowiedzi papież Jan Paweł II powiedział do mnie: Panie wojewodo, dziękuję, przemówienie było ad rem. Bóg zapłać. Na zakończenie uroczystego spotkania z wiernymi, w którym uczestniczyło około 600 000 osób, papież wręczył mi okolicznościowy Medal Watykański.

Chciałbym ponownie podkreślić, że priorytetowym zadaniem władz administracyjnych i porządkowych miasta oraz województwa było zapewnienie bezpieczeństwa. Dlatego w tym potężnym zbiorowisku osób znajdowali się również przedstawiciele Milicji Obywatelskiej oraz Służby Bezpieczeństwa, którzy niekoniecznie występowali w swoim służbowym umundurowaniu. Już po wizycie krążyły opowieści, że czasami do osób występujących w ubiorze kapłańskim padały pytania: Przepraszam, a ksiądz sierżant to z którego komisariatu?

Chyba dwa lub trzy dni po spotkaniu z papieżem zostałem zaproszony do złożenia wizyty arcybiskupowi Gulbinowiczowi. Podczas długiej i niemal przyjacielskiej rozmowy metropolita wyraził mi wdzięczność oraz przekazał wyrazy uznania i podziękowania za pomoc w zorganizowaniu tej trudnej oraz absorbującej, ale bardzo ważnej dla rodaków wizyty. Jestem przekonany, że zaproszenie mnie na tygodniowy pobyt w Rzymie w lutym 1990 roku, w programie którego było również spotkanie z papieżem Janem Pawłem II, było oddalonym w czasie pokłosiem mojego zaangażowania w organizację papieskiej wizyty we Wrocławiu, a sprawcą tego zaproszenia był z pewnością metropolita wrocławski.


W 1985 roku papież Jan Paweł II wyniósł arcybiskupa Gulbinowicza do godności kardynała. Metropolita znany był z tego, że lubił uczestniczyć w uroczystościach związanych z objęciem ważnych urzędów, z mianowaniami i odznaczeniami, ale sam też je organizował. Czy zorganizował wówczas spotkanie z tej ważnej okazji i czy Pan został na nie zaproszony?


Kardynał Gulbinowicz był i pozostaje do dzisiaj osobą niezwykle towarzyską, uwielbiającą kontakty z ludźmi, gdyż podczas tych spotkań po prostu się spełniał. Na pewno nie przepuściłby tak ważnej okazji do kontaktu z przedstawicielami różnych środowisk miasta. Dlatego już kilka dni po ingresie, który odbywał się w Watykanie, otrzymałem zaproszenie na okolicznościową uroczystość. W jej programie była msza święta w katedrze, a następnie spotkanie w Wyższym Seminarium Duchownym. Po oficjalnych gratulacjach i wystąpieniach był skromny poczęstunek oraz swobodna rozmowa. Kardynał tryskał humorem, opowiadał różne anegdotki i dowcipy, w tym również dotyczące reprezentantów stanu duchownego. Był w swoim żywiole. Nigdy jednak nie przekroczył granic dobrego smaku, ani nawet się do nich nie zbliżył.


Na przełomie roku 1989 i 1990 we Wrocławiu odbyły się Europejskie Dni Młodzieży. Główne zadania organizacyjne spadły oczywiście na Kurię Metropolitalną. Czy Pan jako wojewoda wrocławski w jakiś sposób uczestniczył w tych działaniach oraz czy współdziałał w tej dziedzinie z kardynałem Gulbinowiczem?


Oczywiście, uczestniczyłem. Żadne większe przedsięwzięcie nie mogło przecież odbyć się we Wrocławiu czy województwie bez współudziału i wsparcia przez wojewódzkie władze administracyjne. A w spotkaniu tym uczestniczyło przecież wiele tysięcy młodzieży nie tylko z Polski, ale z całej Europy. Zależało mi, by uczestnicząca w spotkaniu młodzież wyniosła z Wrocławia dobre wrażenia, bo przecież ona w przyszłości miała kształtować opinie nie tylko o Polsce, ale również o Wrocławiu.

Już zwyczajowo doszło do konsultacji z kardynałem Gulbinowiczem, następnie powołaliśmy zespół roboczy, w skład którego weszli przedstawiciele władz województwa i miasta, przedsiębiorstw gospodarki komunalnej, Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej oraz reprezentantów duchowieństwa. Zespół ten wypracował sposoby wsparcia przedsięwzięcia głównie w zakresie logistyki, szczególnie zakwaterowania, zaopatrzenia i komunikacji, a także zapewnienia porządku i bezpieczeństwa. Kardynał w czasie rozmowy zażartował, że skoro podczas organizowania wizyty papieża władze administracyjne i porządkowe miasta oraz województwa spisały się wzorowo, to teraz z pewnością zrobią to podobnie, a jeśli będzie to nawet minimalnie gorzej, to i tak będzie wzorcowo.

Kardynał zaprosił mnie na uroczyste rozpoczęcie spotkania oraz na jego zakończenie, podczas którego publicznie podziękował za wsparcie i pomoc, a także powiedział, że będzie się modlił, bym jeszcze przez wiele lat był wojewodą wrocławskim, bowiem w przyszłości będą organizowane kolejne wielkie przedsięwzięcia o charakterze duszpasterskim, które też będą wymagały wsparcia ze strony władz wojewódzkich, a on liczy na moją pomoc.


W 1990 roku na fali przemian ustrojowych w naszym kraju zakończyła się Pana misja jako wojewody wrocławskiego. Czy w związku z tym spotkał się Pan z kardynałem Gulbinowiczem, a jeżeli tak, to jaki charakter miało to spotkanie?


Oczywiście, że się spotkałem. Takich pożegnalnych spotkań było kilka, ale jedno z nich odbyło się w siedzibie Kurii Metropolitarnej. Kardynał Gulbinowicz dziękował mi za jedenastoletnie, bardzo efektywne współdziałanie. Zażartował, pamiętając o spotkaniu sprzed kilku miesięcy, że chyba niezbyt intensywnie się modlił za moje wojewodowanie, skoro teraz w przyśpieszonym trybie muszę zdać swoje obowiązki. Równocześnie wyraził nadzieję, że nasze współdziałanie, a przynajmniej prywatne kontakty, nie ustaną. Zapewnił też, że zawsze będzie do mojej dyspozycji. Wierzyłem, że mówił szczerze, a następne lata potwierdziły moje przypuszczenia.


Proszę mi powiedzieć, czy po przejściu ma emeryturę Pana kontakty z kardynałem Gulbinowiczem były kontynuowane?


Kontakty były i są kontynuowane, ale jedynie na niwie prywatnej. Wielokrotnie uczestniczyłem w spotkaniach z przedstawicielami różnych grup środowiskowych, a najczęściej były to spotkania wigilijno-opłatkowe. Podczas jednego z takich spotkań kardynał uhonorował mnie Pierścieniem Kardynalskim za wieloletnie współdziałanie oraz wspomaganie Kościoła katolickiego w jego potrzebach. Zaprosił mnie również na uroczystości związane z jubileuszem dziewięćdziesięciolecia swoich urodzin. Wziąłem w nich udział, mimo że mój stan zdrowia niezbyt na to pozwalał, ale nie wyobrażałem sobie, by w nich nie uczestniczyć.

Wielokrotnie spotykaliśmy się również bez żadnej okazji, by po prostu sobie pogawędzić jak Polak z Polakiem. Były to niezwykle sympatyczne rozmowy. W tym roku byłem też przez kardynała zaproszony na uroczyste spotkanie w Henrykowie, ale, niestety, stan mojego zdrowia, a przede wszystkim kondycja fizyczna, nie pozwolił na wyjazd, czego bardzo żałuję.

Nadal jednak utrzymujemy kontakty telefoniczne. Dzwonimy do siebie, by po prostu sobie pogadać lub też złożyć życzenia z okazji świąt państwowych, kościelnych, imienin albo urodzin. I nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej, bowiem w mojej ocenie kardynał Gulbinowicz to osoba niezwykła, prawdziwy kapłan i autentyczny patriota oraz wielki Polak. Jako metropolita robił wszystko, by Wrocław był miastem pojednania, by łączył tradycje, które część rodaków przeniosła ze Wschodu, z nowoczesnością i szerokim otwarciem na dialog.


Czy chciałby Pan coś jeszcze dodać, o co nie zapytałem podczas naszej rozmowy?


Tak, chciałbym naszą rozmowę uzupełnić o jeszcze jeden drobny, ale jakże znaczący fakt. Kiedy w 2008 roku prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Lech Kaczyński odznaczył kardynała Gulbinowicza Orderem Orła Białego, kardynał, przyjmując order, powiedział: Przyjmuję order w imieniu całego Dolnego Śląska, gdyż jego mieszkańcy są tego warci.


Panie Wojewodo, bardzo dziękuję za rozmowę oraz życzę Panu dużo zdrowia.


Rozmawiał J.S.J


  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Wywiad ten zamieszczony jest w zbiorowej książce pt. "Spotkania z kardynałem". Jestem autorem wywiadu, współredaktorem oraz korektorem publikacji, która ukazała się przed kilkunastoma dniami we Wrocławiu w wydawnictwie Jakopol. Oprócz byłego wojewody autorami są: profesor nauk medycznych, aktualny senator, była senator, właściciel restauracji, emerytowany generał Wojska Polskiego. Do planowanego drugiego wydania prawdopodobnie dołączą jeszcze: emerytowany pracownik naukowy, kombatant. działacz społeczny i prof. Jan Miodek.
avatar
Porządny "kawał" historii.
Gratulacje.
avatar
PS. Przeczytałem po raz drugi, już uważnie. Czy były wojewoda Janusz Owczarek ma tak fenomenalną pamięć do nazwisk i funkcji, czy też miał notatki?

A ten fragment: "Przepraszam, a ksiądz sierżant to z którego komisariatu?" rozbawił mnie do łez :)
avatar
Hardy, bardzo dziękuję. Z wywiadami bywa różnie, czasami trzeba indagowanemu pomóc w odpowiedzi, a szczególnie wtedy, gdy jest w bardzo zaawansowanym wieku i mieszają mu się fakty. Do rozmowy byłem merytorycznie przygotowany, więc trwała ona tylko dwie godziny, a potem około czterech godzin pisanie. W poprzedni poniedziałek autorzy mieli spotkanie z kardynałem Gulbinowicze. Ma 93 lata, ale był w dobrej formie. I to właśnie kardynał był inicjatorem drugiego, rozszerzonego wydania i nawet obiecał jego sfinansowanie.
Więcej na priv.
avatar
Janko, dziękuję za wyjaśnienia i jeszcze raz gratuluję :)
avatar
Przyczynek do zrozumienia fenomenu, jakim był za komuny WZROST religijności narodu polskiego.
© 2010-2016 by Creative Media
×