Przejdź do komentarzyALPEJSKIE ZNIEWOLENIE
Tekst 255 z 255 ze zbioru: A kiedy mi życie dopiecze
Autor
Gatunekpoezja
Formawiersz / poemat
Data dodania2016-10-09
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1093



ALPEJSKIE ZNIEWOLENIE


tyle jesieni wokół rozpinam źrenice

czas na brodzenie w barwach lądują kasztany

wilgoć się w kłębkach toczy figlarny zwierzyniec

warto się bliżej przyjrzeć czy nie z morskiej piany


chlupie zmielony wrzątek zgrabnej filiżanki

uśmiech wybiega z duszy dopijam wygodę

jeszcze aromat kuchni opukuje szyby

a już trzewiki baczność - odmówić nie mogę


niedzielnym cwałem wieszcza stękają skarpety

rechot oskrzeli pudrem na bladych policzkach

grzyb nie przerasta dłoni mistrzowska konstrukcja

w górę! z prędkością żółwia a może winniczka



  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Ten grzyb to ogromny deszczowiec-parasol :)
avatar
Piękną jesień tutaj namalowałeś. Miło przypomnieć sobie jej dobre strony, których ostatnio niestety nie mam okazji oglądać (cóż - ostatnie dni we Wrocławiu trudno nazwać pięknymi). Pozdrawiam. ;)
avatar
Dzięki adk :)

Miałem dużo szczęścia trafiając w Alpy. Tutaj nawet zapłakana jesień jest niezwykła.

Wrocław ostatni raz widziałem jako saper-pontonier podchorąży z Obornickiej. Dobrze dała nam wówczas w d... siarczysta zima. Stawianie mostów pontonowych na Odrze śniło mi się jeszcze długo potem :)
avatar
Uroki alpinizmu zawsze pod górkę wszędzie jednakie tam czy tutaj jesień czy maj :)
avatar
Spiętrzenie rozbudowanych obrazowych metafor koresponduje z majestatem wielbionych tutaj Alp.

W tej perspektywie zniewolenie (patrz nagłówek wiersza) nieuchronne
© 2010-2016 by Creative Media
×