Przejdź do komentarzyKto się boi i kto straszy
Tekst 20 z 51 ze zbioru: poważne historie
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaproza
Data dodania2016-11-15
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń1538

KTO SIĘ BOI I KTO STRASZY

Zbliża się kolejna rocznica wprowadzenia stanu wojennego i akurat zdarzyło mi się wysłuchać relacji o tym, jak się to odbywało. Wszystkie relacje, jakie napotykałem są opowiadane z perspektywy internowanych, tych, którym się tego uniknąć udało. I  w mediach funkcjonują co roku te same martyrologiczne opowieści . „Solidarność” i i z drugiego bieguna uzasadnienia konieczności.

To nawet nie jest pół prawdy. To gówno prawda. W środku tego wszystkiego było masę ludzi, którzy nie opowiadali się po żadnej ze stron, chcieli po prostu żyć spokojnie, rodzinnie.  A jak się dowiedziałem w rozmowach z kolegami z pracy, że ten i ów wówczas siedział w syfie ( oficjalnie nazywało się to: odbywał zasadniczą służbę wojskową), to oczywiście byłem ciekaw tego, co im mówiono. I co zrobiono tym, którzy wyjść mieli w październiku, ale nie wyszli. Co im z mózgami zrobiono.

Piotrek słabo pamiętał i konfabulował. Nie chciał, albo nie potrafił mi powiedzieć, co kierowca czołgu, który miał wyjść w październiku, robił w syfie jeszcze w grudniu i jeszcze kilka miesięcy potem. Ale Rysiek, który jak się okazało był w jednostce tuż obok tej, w której ja byłem – tylko kilka lat przede mną- opowiedział mi taką historię, że aż mnie przerażenie brało, gdy jej słuchałem.

Rysiek był w batalionie saperów w Krośnie Odrzańskim. Ja dekadę potem byłem w batalionie zaopatrzenia – kiedy tam trafiłem oba bataliony siedziały w tych samych koszarach. I Rysiek opowiadał co im robili z mózgami w listopadzie, październiku i na początku grudnia 1981. O atmosferze oblężonej twierdzy, wokół której krąży ekstrema „Solidarności”.

Jeżeli spotkacie takiego brodatego z dłuższymi włosami, to właśnie tak wygląda typowy przedstawiciel ekstremy. Nie rozmawiać, odejść, nie rozmawiać. Przekabaci, otruje, oczadzi, odradzamy próbowanie.

Na wszelki wypadek jedna kompania zamontowała w koszarach siatki na okna, gdyby ekstrema chciała obrzucać koszary granatami. Druga kompania zrobiła worki z piaskiem na kulochwyty, gdyby ktoś chciał ostrzelać koszary z broni ręcznej, A trzecia postawiła wieżyczki strażnicze na miejsce budek. Nikt nie mówił, o co chodzi, ale wszyscy wiedzieli , że są to wyraźne przygotowania do obrony. I jeszcze milicja, która tu, na środek placu, sprowadziła cały swój park maszynowy.

I jeszcze  to, że na drzwiach mieszkań oficerów malowano w listopadzie i grudniu czarne krzyże – w sensie zaznaczono w ten sposób te lokale. Tych oficerów zbyt wielu, ludności cywilnej relatywnie mało,  by ich tak straszyć – no chyba, że konflikty w tym wojskowo cywilnym świecie nabrzmiewały już od dawna. A w Krośnie Odrzańskim w tych czasach było chyba więcej wojskowych niż cywili, samych jednostek chyba z dziesięć, no i sztab 4 Dywizji…

I samolot, który przeleciał nad jednostką i zrzucił ulotki: nie strzelajcie, nie słuchajcie oficerów, chodzi nam o Polskę. Tego już sobie nie można wymyśleć. A jak to jest prawda, to to wcześniej to…  No dobra, to może  akurat jakieś kółka rolnicze, z samolotami do opryskiwania pól – czy była taka akcja?

A potem przyszedł stan wojenny i batalion saperów ruszył w drogę z Krosna Odrzańskiego do… Nie wiadomo dokąd. Najpierw kierunek Poznań, potem nastąpiła zmiana planów, potem jeszcze jedna.

Kierowca ciężarówki napotkany w drodze zapytał Ryśka:

Co wy wyprawiacie? Jadę od Rzeszowa i wszystkie drogi mają pobocza pokryte popsutym sprzętem.

Z 13 SKOT –ów batalionu bez problemu na miejsce dotarł jeden. Ten prowadzony przez Ryśka psuł się po drodze – pod Warszawę, jak się okazało – kilkakrotnie. Ludzie po drodze gościnni, skorzy do udzielania pomocy. No i po drodze raz przy transporterze zatrzymał się samochód naprawczy kolei. Też chcieli pomóc, ale że byli długowłosi i brodaci strasznie wystraszyli Ryśka. Tym, że ekstrema idzie w jego stronę i pewnie zabiorą mu pistolet. Nic z tego – oni pomogli naprawić mu pojazd.

Kto wymyślał te wszystkie straszne historie? A robiono to nieźle, skoro tak trafiały do żołnierskich głów.


  Spis treści zbioru
Komentarze (5)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
"Divide et impera" czyli "dziel i rządź" - mawiali starożytni Rzymianie. Ta metoda zawsze była i jest wykorzystywana wtedy, gdy trzeba zrobić wodę z mózgu prostemu człowiekowi.
avatar
Byłem wtedy w tym syfie, co prawda nie przetrzymali mnie, tak trafiłem czasowo, ale to, co piszesz, to prawda. Jeszcze jedno, całe wojsko stanu wojennego opierało się na podoficerach z poboru. Był to w przytłaczającej większości pobór z czasów Gierka, sprzed sierpnia 1980. Ci ludzie nawet nie mieli szansy zarazić się bakcylem "Solidarności". Jadąc pociągiem na przepustkę, a pociągami jeździli wtedy żołnierze na przepustkach, nasłuchałem się o rannych ZOMO-wcach ze Szczecina i spod kopalni Wujek. Z drugiej strony mówiono nam, że ekstrema demoralizuje młodzież, jakby w ZOMO służyli emeryci.
avatar
Z tego, co się dowiedziałem, to ci, którzy mieli wyjść w październiku, ale zostali,zostali do tego skuszeni jako nadterminowi; już za prawdziwsze pieniądze i za lepsze warunki.
To bardzo trudne jednocześnie uczyć samodzielnego działania i jednocześnie skrupulatnego wykonywania rozkazów.
Nie wiem jak jest teraz, ale w 1990, kiedy tam byłem to wszystko redukowało się do wykonywania rozkazów. Plus - to nowość - polecenie zorganizowania pielgrzymki.
avatar
Ten kto straszy bois się,że mu kiedyś oddadzą.
avatar
Wiedza człowiecza na poziomie ćwiczonego rekruta - to efekt kumulacji i w głowach tej kumulacji przeróbki. Jedyne, co było WTEDY "wiadome" na bank - to to, że wszyscy odejdziemy stąd nogami tylko do przodu. Cała reszta była/jest/będzie czyjąś zawsze odgórnie "łopatami kładzioną", wciąż na nowo pracowicie na beton z cementu dla nas preparowaną konfabulacją. Mój brat-kapitan chemik w W-wie w grudniowych mrozach 1981 pilnował jak najbardziej starannie strzeżonego w zaspach anonimowego mostu. Gdyby tam się pojawili jak w Czechosłowacji i na Węgrzech...

Czy coś W TYM TEMACIE w naszym/waszym/ich woju się bodaj na włos gdziekolwiek zmieniło?? Znacie Szan. Państwo taką armię, w której uzbrojony po pachy żołdak uczony jest wyłącznie szarmancji?
© 2010-2016 by Creative Media
×