Przejdź do komentarzyZłodzieje i PKP
Tekst 7 z 24 ze zbioru: Zapiski z pogranicza
Autor
Gatunekhorror / thriller
Formaproza
Data dodania2017-03-17
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń669

Którejś zimy jechałam z plecakiem pełnym moich książek nocnym pośpiesznym relacji Szczecin-Przemyśl. Właśnie wracałam do Tarnowa, gdzie miałam wysiadać dopiero nad ranem, i nasz pociąg, minąwszy kolejne Koluszki i Berdyczów, cały złożony z kilkunastu wagonów pulmanowskich, sennie kolebał się na rozjazdach, a noc była śnieżna, ciemna i głucha, choć oko wykol.


Pociąg leciał przez Polskę po przekatnej, jak zaciemniony duch, bo wygaszono wszystkie w nim światła; wagony za Częstochową były już prawie całkiem bezludne, i w przedziałach panował arktyczny ziąb. Jeśli ktoś ze mną jeszcze jechał, jak ja, przez całą podróż siedział ubrany w płaszcz, w czapkach i szalikach. Moi nieliczni współpasażerowie z przedziału na kolejnych stacjach-miastach po kolei szybko wykruszali się - i zostałam sama...


Plecak swój z książkami postawiłam przezornie z dala od drzwi tuż pod oknem, rozciągliwe dwie gumy z haczykami na każdym końcu - takie od ekspandora - zaczepiłam o klamkę i po skosie o bagażnik nad moją głową i poczułam się prawie jak u siebie w domu. Wiozłam ze sobą gorącą herbatę w termosie i jakieś kanapki; pojadłam kapkę i popiłam... I co tu robić dalej??


Ciemności sakramenckie... Człowiek by może sobie i co poczytał, ale elektrykę w pociągu szlag jakiś trafił... Żywej duszy nie widać; nie ma kogo o co zapytać. Przecież nie będę z tym plecakiem ciężkim jak cholera Bóg wie dokąd łazić i szukać obsługi. Jakiejś. Jakiejkolwiek. I za co ci ludzie - ten kierownik pociągu, taki konduktor czy inny jeszcze jeden z drugim kolejarz - dostają te swoje comiesięczne marne wypłaty, skoro nigdzie ich nie uświadczysz, choćbyś pękł! Co tu robić? Do Tarnowa jeszcze 5-6 godzin... Z torebką pod głową, okutana w kurtkę, w szaliku, w grubej czapce na głowie i w kapturze, skuliłam się na pustych siedzeniach i spróbowałam się zdrzemnąć... Pociąg leciał przez noc jak ciemny duch, koła stukały na rozjazdach - i w końcu i ja odleciałam.


Obudził mnie... Nie wiem, co mnie obudziło. Może jakiś... powiew? Jakiś INNY odgłos? Co mnie obudziło??


W tym podskakującym na szynach mroku, sama na krawędzi niedośpionego snu, ujrzałam, nic nie widząc, z tego skulenia siadając *na wznak* i zbierając w głowie resztki jakiegoś rozumu... *ujrzałam*... jakiś cień?? Co ja w tej ćmie *ujrzałam*? Jakiś cień ciemniejszy od nocy podnosi spod okna... w moim przedziale?? mój plecak?? z moimi książkami?! i niesie go w stronę drzwi!


Siedząc `na wznak` z tego skulenia wymamrotałam, cała jeszcze jedną nogą zanurzona w śnie:


- Hola-hola! O co chodzi?


A ten cień czarniejszy nocy zwrócił się do mnie zamaskowaną *twarzą*  -  widziałam, nic nie widząc, tylko... kominiarkę?? co ja widziałam?! - jak w zwolnionym filmie położył na moich *na wznak* nogach ten z książkami mój plecak i, jak duch, bezszelestnie opuścił przedział, tylko się za nim zabimbały te cudowne rozciągliwe z haczykami dwie moje gumy...


Matko z Gwadelupy! Cała roztrzęsiona, jak *na wznak* siedziałam, tak się migiem podniosłam, torebkę na ramię, plecak na plecy - i chodu! na korytarz i do najbliższego wyjścia! Byle dalej stąd!


Na końcu wagonu, w okolicy zderzaków i jak zawsze cuchnącego, PRL czy nie PRL, wychodka - wszędzie leżał gruby śnieg i padało wątłe światełko znad *przejścia* do sąsiedniego wagonu, co sprawiło, że poczułam się dużo bardziej *bezpieczna*...


A pociąg gnał dalej, aż wszystko wokół mnie świszczało...


Jak długo tam stałam? Kto w podobnej sytuacji patrzy na zegarek? Zakochani czasu nie liczą.


W pewnym momencie w tym sąsiednim wagonie, jako tako oświetlonym przez to ocalałe światełko, przez szyby tego *przejścia* zobaczyłam jakąś ciemną sylwetkę kobiety, która chciała widocznie skorzystać z WC czy co... i nawet weszła do kabiny... po czym zaczęła się miotać i wrzeszczeć:


- O, mój Boże! O, Boże! Matko święta!


I tak krzyczała nieludzko, że myślałam, że pęknie mi serce... chociaż stałam przecież w innym wagonie! gdzie koła stukały ogłuszająco i wicher świszczał w tym *przejściu* przeraźliwy!


Przybiegł na te wrzaski jakiś facet z latarką, i z ich bieganiny i krzyków oraz z faktu, że razem trzęśli jakąś torebką... i próbowali z niej coś wytrząsnąć... zrozumiałam, że w tym WC babka ta nieszczęsna znalazła ... swoją własną torebkę... że ten facet - to jej chłop, i że właśnie... zostali okradzeni...


Matko święta różańcowa!


17.03.2017

  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ciekawy i niezwykle obrazowy opis nieciekawej podróży. Bogaty i barwny język, ale wydaje mi się, że dostrzegłem kilka potknięć interpunkcyjnych. W niektórych zdaniach trudno je jednak wychwycić ze względu na długość tychże zdań wielokrotnie złożonych i chyba wielostopniowe wtrącenia. Na pewno zbędny jest przecinek przed: jak zaciemniony duch. Jest to bowiem porównanie.
Opis tej koszmarnej podróży przypomniał mi przejazd podobną trasą pociągiem osobowym relacji Szczecin - Przemyśl. Do tego pociągu, już po dwóch wcześniejszych przesiadkach, wsiadałem w Czerwieńsku k. Zielonej Góry, a wysiadałem w Brzesku. Musiała to być jednak inna trasa, bowiem nie jechaliśmy przez Częstochowę, lecz przez Wrocław, Brzeg, Opole. Mój Wrocław zobaczyłem wtedy po raz pierwszy przez brudne okna pociągu. Widok był koszmarny, a był to przełom lipca i sierpnia 1966 roku. Tłok niesamowity, upał jeszcze większy. Trafiłem nie tylko na czas wymiany turnusów wczasowych i kolonijnych, ale również na sezon jagodowy i wczesnogrzybowy. Oprócz wielkich tekturowych waliz dominowały olbrzymie kosze wiklinowe i wiadra z jagodami Tłok, upał i wszechobecny fetor nie tylko z nieumytego wagonowego klozetu, ale również z przepoconych ciał. Brak miejsc w przedziałach, brak także na korytarzach. Najbardziej komfortowym miejscem okazał się cuchnący kibel. Odetchnąłem z ulgą, kiedy po kilkunastu godzinach kolejowej przygody wysiadłem na malutkiej stacyjce kolejowej w Brzesku.
avatar
Wydaje mi się, że nawzajem pisaliśmy komentarze w tym samym czasie.
avatar
Przeczytałem Twój późniejszy tekst jako pierwszy. Dlatego tylko powtórzę: fajny tekst o "kolejowym" życiu.
avatar
Naśmiałam się, mimo że nie z czego :-)))

:)))
© 2010-2016 by Creative Media
×