Przejdź do komentarzyA. Sołżenicyn - Rosja na dnie /Porażona Rosja - i Zachód /2
Tekst 17 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaproza
Data dodania2017-06-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń1000

W tym antyrosyjskim duchu całymi latami funkcjonowała również radiostacja *Wolność* - bardzo miękka wobec samego komunizmu, całym ostrzem skierowana przeciwko rosyjskim tradycjom, rosyjskiej religii a nawet kulturze. (Wielokrotnie na ten temat zmuszony byłem osobiście rozmawiać i pisać nawet z Reganem i Bushem.) Z usług tej stacji, stworzonej, wydawałoby się, wyłącznie dla potrzeb Zimnej Wojny, administracja amerykańska nie zrezygnowała nawet w okresie tych amerykańsko-rosyjskich objęć i pocałunków, nadal nie żałując na jej działalność swoich grubych milionów - a więc już rozumiemy, że jest to komuś i po coś niezbędne. Jak żadna rosyjska radiostacja, głosi wciąż swe prawdy na okrągło przez 24 h/dobę zgodnie z obcymi instrukcjami *na wszystkich falach i w każdych zakresach*. Non-stop ostatnio także nie tylko obwieszcza codzienne newsy, lecz również na ostro je interpretuje, ukrasza ideologicznie i politycznie - pod dyktat Rady d/s Mediów przy Kongresie USA. Po upadku ZSRR *Wolność* wtrącała się w nasze kampanie wyborcze, wprost sugerując, na kogo mamy głosować, udzielała zbawiennych rad wybranym frakcjom poselskim jeszcze wtedy *Rady Najwyższej*, jaką taktykę powinny przyjąć: kiedy głosować, a kiedy zrywać QUORUM. Był np. taki okres, że miała nakaz występowania przeciwko Jelcynowi - więc naśmiewała się z niego i obrzucała go błotem; później zakazali w ogóle go popierać, i *Wolność* rączo i ten bagaż za sobą potaszczyła. Kronika tej radiostacji po brzegi pełna jest tym podobnych przykładów. W trakcie wojny czeczeńskiej całkiem zmieniła się jakby w czeczeńską, otwarcie wrogą stronie rosyjskiej: połowa czasu antenowego składała się z czeczeńskiej argumentacji i czeczeńskiej propagandy (i wałkowano to po kilka razy na dobę).


Czy jest ktoś, kto w ciągu ostatnich lat nie widział i nie słyszał otwartego mieszania się Stanów Zjednoczonych w cokolwiek? Jakżeż nie pamiętać wystąpienia prezydenta Busha tuż PRZED ukraińskim referendum (1991r.) - czyżby nie wprost sugerującego separację Ukrainy? Jak nie zauważyć, że wśród pierwszych namiętnych żądań *Sewastopol należy do Ukrainy!* był głos właśnie amerykańskiego kongresmena w Kijowie, także potem - powielany po wielokroć coraz mniej taktownie i wręcz nachalnie. Na całym świecie Ameryka wspiera każdy antyrosyjski impuls, płynący z Ukrainy. Jakżeż tego nie porównywać: co w ogromnej mierze wybacza się Kijowowi (a już najbardziej azjatyckim byłym naszym republikom) - każde takie np. tłumienie innego, *nieprawomyślnego* myślenia i każdą dowolną przetasowkę głosów wyborców - tego w najmniejszym nawet stopniu nie toleruje się w przypadku Białorusi i zwala stutonowym ciężarem na najmniejsze tam nieśmiałe próby połączenia jej z Rosją.  Że Mińsk psuje ten ogólny zachodni zamysł i w proch obraca ideę *Sojuszu Bałtycko-Czarnomorskiego* od Estonii po Krym, stąd się bierze też cały ten *kordon sanitarny* przeciwko Rosji. Najpełniej otwarcie swoje działania *okrążające* USA zademonstrowały w czasie gorączki szczytu rozmów w sprawie NATO - ciepłe wojskowe zbliżenie z Ukrainą, w sierpniu manewry amerykańskiej floty wojennej na Morzu Czarnym u wybrzeży Krymu (z udziałem tureckich marynarzy: nie tyle krok praktyczny, co historyczna symboliczna demonstracja skrajnego poniżenia Rosji - a czemuż to nie na Morzu Azowskim? tam też są te *ukraińskie* brzegi). Podróże dyplomatyczne generalnego sekretarza NATO a to na Zakaukazie, to znów do Azji Środkowej na rzecz ustanowienia militarnej współpracy Sojuszu Północnoatlantyckiego - z Azją ŚRODKOWĄ! - czyż to mało wyraziste, mało symptomatyczne?


W tych okolicznościach najbardziej czułą i najbystrzej reagującą okazała się Turcja: swoim aktywnym przenikaniem na Kaukaz a także częściowo w Azji Środkowej uzyskująca całkiem niebywały nowy ton w sprawach Bosforu i Dardanele wbrew wszelkim wcześniej ustanowionym międzynarodowym umowom. Sens rozszerzania NATO na wschód (i sedno nie w Czechach-Węgrach-Polsce, w Czarnym Morzu czy w Bałtyku) można byłoby jakoś objaśniać, choć z wielkim trudem, samą inercją zachodniego myślenia - po tylu latach prowadzonej i jakby *niedokończonej* Zimnej Wojny. Ciężko jednak sobie przedstawić taki stopień matematycznej indolencji wobec gołym okiem stwierdzanej dzisiejszej zapaści Rosji na tle całej widzialnej świata przyszłości. A wówczas nie znajdziesz innego realnego wytłumaczenia, jak tylko to jedno: plan zdeterminowanego parcia - i za wszelką cenę - przeciwko Moskwie. Finansując rozszerzenie NATO tylko trzem pierwszym państwom Europy Środkowej kosztem subwencji 30-35 mln $, nie są w stanie jednak przyciągnąć tych swoich nowych sojuszników do przyszłych krwawych batalii *Północy* z *Południem*: w TEN konflikt ci nowi kooperanci najmniej skłonni będą się angażować i najmniej też tam będą przydatni. (Ale być może Stany Zjednoczone już wkrótce gorzko pożałują tego, że tak usilnie forsowały budowę solidnego muzułmańskiego placu boju w Bośni - w Europie).


A my? Z bezbrzeżną wielkodusznością nasz cudowny Prezydent, podejmując głowę USA, wzniósł (14.01.1994 r.) toast *za wspólną amerykańsko-rosyjską rewolucję*. Wspólną? - czyli wszyscy zostaliśmy zobowiązani nie rozróżniać naszych od amerykańskich interesów? Jeśli jednak nawet oba nasze kraje uznać za równie demokratyczne - wcale to nie oznacza, że powinny we wszystkich swoich stosunkach wzajemnych zlewać się w jednogłos. Tak na przykład de Gaulle, przywódca bardzo wszak demokratycznej Francji, będąc rzeczywistym sojusznikiem Ameryki, bynajmniej nie podporządkowywał się jej instrukcjom lidera, a bardzo surowo odgraniczał własne interesy Paryża od tych Waszyngtonu. Cele narodowe w każdym państwie są swoje własne, i obrona ich suwerenności wewnątrz każdego dowolnego bloku - nie jest żadnym szowinizmem.


I nasza Rosja przełknęła poniżenie trójkrotnej odmowy przyjęcia nas do Rady Europy, i na klęczkach poniosła tam swoją prośbę o akces po raz czwarty. Czy wynagradza nam to ów nasz olśniewający sukces przyjęcia Moskwy jakoby do *Wielkiej Siódemki*? Naiwnością byłoby sądzić, że ekonomicznie cała na kolanach Rosja mogłaby być jakimś wpływowym członkiem grupy atletów gospodarczych. My tam będziemy jedynie tym swoim podpisem zatwierdzać wszystkie ich decyzje nawet wbrew naszym własnym interesom.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×