Przejdź do komentarzyNiewidoczny - i całkiem pomijany - czytelnik, wpisany w utwór literacki
Tekst 12 z 23 ze zbioru: Obcy - czyli nie mój... ergo gorszy
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-02-07
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń687

E. Balcerzan pisze: *Kategoria @czytelnika@ istniejącego wewnątrz /podkreślenie autorki/ dzieła, to jedno z późnych odkryć nauki o literaturze.* To ważna myśl. Przez całe stulecia badacze skupiali się na konkretnej książce, rozkładając ją na wszelkie sposoby na części pierwsze i prześwietlając każde nieledwie słowo, przy okazji też bez żenady zajmując się drobiazgowo i niedyskretnie życiem prywatnym jej twórcy, w płonnej nadziei, że to choć jakoś *naświetli* całość obrazu i pomoże w rozszyfrowaniu znaczeń, ukrytych w podtekstach - i kompletnie pomijając fakt, że poza tym autorem (i np. tymi jego łóżkowymi perypetiami), poza jego namacalną książką... jest też trzeci element tej trudnej układanki - pozornie nieobecny tej książki odbiorca, równie konkretny i *namacalny*, jak to słonko na niebie, czytelnik. I to w ogromnej mierze właśnie od jego oczytania, wrażliwości estetycznej, pryzmatu pojęć zależy to, JAK będzie schwytany, pojęty i odebrany świat przedstawiony czytanego utworu. Kiedy w końcu uzmysłowiono sobie, że każda twórczość artystyczna - w tym także literacka - jest twórczością *nie dla szuflady* a ku swemu immanentnemu adresatowi zwrócona, nastąpił ostry zwrot w technikach badania i wartościowania dzieł sztuki. Szczególnie wyraziście ów zwrot zaznaczył się we wspólczesnym literaturoznawstwie, choć przecież już Arystoteles w swych refleksjach o strukturze utworów literackich do niego jakoś nas wstępnie przygotowywał.


*Problematyka odbioru dzieła literackiego pojawiła się także w pracach formalistów rosyjskich /W. Szkłowskiego, J. Tynianowa, B. Eichenbauma i in./ i strukturalistów praskich (studia F. Vodićki) oraz w teorii dzieła literackiego R. Ingardena. W wielu pracach historycznoliterackich, a także w wypowiedziach samych pisarzy kwestia odbioru i odbiorcy była podejmowana, interesowała ona jednak wyłącznie jako element praktyki pisarskiej (...) Przyznanie problemowi adresata centralnej pozycji tak w teorii dzieła literackiego, jak w teorii procesu historycznoliterackiego przebudowuje problematykę badań literackich, pozwalając je ująć w nowej perspektywie, przekształca ich tradycyjne ujęcia*  (M. Głowiński - *Style odbioru*)


W 2. połowie XX wieku zatem zdecydowanie więcej uwagi poświęca się właśnie poetyce odbioru. To, KTO czyta, ma kolosalne znaczenie. Sami pisarze zgodnie twierdzą na ogół, że myśl o czytelniku jest nieodłączną częścią składową aktu pisania. Jak powiedział. J.-P. Sartre, *Wszelki twór umysłu zawiera w sobie obraz tego, dla którego jest przeznaczony*, a dodaje Michel Butor: *Pisze się zawsze po to, by być czytanym (...) W samym procesie pisania zawarta jest publiczność* (Manfred Mann - *Problemy produkcji literackiej a podstawy recepcji*). I ostatnia już na ten temat wypowiedź Bertolda Brechta: *Prawdy nie można po prostu pisać - trzeba ją koniecznie pisać dla kogoś, kto może coś z tym zrobić. Poznawanie prawdy jest procesem wspólnym dla pisarzy i czytelników*.


W praktyce bibliotekarskiej ten *wewnętrzny*, wpisany w dzieło odbiorca jest posegregowany wg takich kryteriów np. jak wiek (i stąd dział np. *literatura dla dzieci*), jak gatunek literacki (np. dział *autobiografie*) czy jak rodzaj literacki (np. dział *dramaty*). Rozumiemy już: J. Brzechwa pisał dla milusińskich, Bunsch dla fanów Polski Piastów, a Leśmian - dla zakochanych w liryce.


cdn.

  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Emilio, świetny tekst. Jest w nim coś, co przyciąga - mądrość i wiedza. Gratuluję. :)) Bajka.

Czekam z niecierpliwością na ciąg dalszy.
© 2010-2016 by Creative Media
×