Przejdź do komentarzyPokolenie 56 - współczesnościowcy/6
Tekst 20 z 23 ze zbioru: Obcy - czyli nie mój... ergo gorszy
Autor
Gatunekpopularnonaukowe
Formaartykuł / esej
Data dodania2018-02-18
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń616

Przekonanie o własnej wyjatkowości, mit niezawinionego nieszczęścia - wszyscy przecież przychodzimy na świat z piętnem grzechu między myślącymi oczyma - mity erotyczne, mit lumpenproletariusza...


*To, co było dotychczas w poezji, wydało się /im/ złe. Była to zaledwie poetyzacja, owijanie świata w kolorowy papierek. A tymczasem świat się z tego kolorowego papierka w czasie II wojny światowej wyłuskał. Wojna więc stanęła od razu przed poetą jako zimna prawda, świadcząca PRZECIW /podkreślenie autorki/ poezji z jej *poetycznością* maleńką i nieważną (...) Świat jest taki - jaki jest. Nic więcej. Takim, jaki jest, należy go poznawać. Poetycka fizyka zastąpiła poetycką metafizykę. Poetycka fizyka w wymiarach, jakie potrafimy zakonotować pięcioma naszymi zmysłami.* (J. Łukaszewicz, op. cit.)


To bardzo trafne spostrzeżenie: dla tego pokolenia postawa badacza, wolnego od własnych obciążeń, schedy i dotychczasowych iluzji, co pętały wszystkim nogi - taka postawa jest bodaj najpowszechniejsza. Liczy się *mędrca szkiełko*. Ten czytelnik wewnętrzny, wpisany w ich wczesną powojenną twórczość - to taki właśnie typ odbiorcy: najczęściej Polak ze wsi, bez żadnego balastu, wolny od uprzedzeń, jak domorosły chirurg szukający przyczyn raka i tnący guza, aż krew bryzga na ściany. Koniec ze złudzeniami! Wszystko, coście mi do tej pory łopatami kładli - o kant d... potłuc! Teraz JA wam pokażę.


Podstawowym gatunkiem literackim, uprawianym przez *współczesnościowców* w tamtym okresie, jest mała forma: wiersz, opowiadanie. Większe gabarytowo utwory przeżywają wyraźny kryzys - są nieudolne, brak im szerszego oddechu. W tematyce dominują reminiscencje z bezpowrotnie minionego dzieciństwa i pragnienie ocalenia *świętej* przeszłości, naturalnie, tej bliskiej jeszcze, bo klasyczna powieść historyczna jest dla nich raczej poza zasięgiem.


Spośród zarzutów, jakie prześladowały ich młodą twórczość, jak mantra powtarza się zarzut odejścia literatury od aktualnych wydarzeń, zarzut omijania bieżącej rzeczywistści na rzecz autobiografii i powrotów do raju utraconego.


Sztandarowy krytyk swojej generacji, J. Błoński pisze: *... nowość formacji polegała po prostu na tym, że pierwsza dojrzała po wojnie w warunkach tak krzycząco odmiennych, że prawie wszystko, co mówiła, choćby bardzo nieudolnie, brzmiało -  inaczej. Odrzucała (...) szlachecką karabelę i obyczajowe interdykty, Józefa Stalina /nie socjalizm - wodzostwo!/ i *jelenie na rykowisku*, (...) wspomnienie Somosierry, skamandryckie sentymenty i zakaz regulacji urodzin /sic!/* (J. Błoński - *Odmarsz*).


Kilka stron wcześniej ten sam Błoński jak Kassandra proroczy: *Bliska już przyszłość wrzuci do wspólnego pokoleniowego (ale tylko pokoleniowego!) worka Kijowskiego i Mrożka, Hłaskę i Białoszewskiego, Brylla czy Nowaka... Ani oni jednak, ani rówieśna krytyka nie potrafili znaleźć - choćby bardzo ogólnego - wspólnego mianownika, który by mógł im wszystkim (czy prawie wszystkim) wyznaczyć pokoleniowe przeżycie (...) Właściwe naszej XX-wiecznej kulturze rozsypanie i synkretyzm postąpiły już tak dalece, że twórcy bytują na wyspach samotnych, nie widując się wcale albo z rzadka, i to tylko oko w oko.*


Czyżby? Nie w konfrontacji z całością swego literackiego pokolenia?? mimo tylu coraz bardziej do- i przy- stępnych nowych, nośnych mediów??


Generacja 56 działała przecież nie tylko na tych swoich mitycznych *wyspach bezludnych*, ale przede wszystkim - w wielkich grupach; w Warszawie skupionych wokół *Współczesności* i *Fedymentu*, w Krakowie wokół *Muszyny*, w Poznaniu wokół *Wierzbaka* i *Swantewita*, w Toruniu wokół *Helikonu*, we Wrocławiu w *Dlaczego nie?* Możliwości wzajemnej wte i we wte transmisji literacko ważnych *danych* w obrębie nie tylko własnej formacji, jak na tamte parciane czasy - istne multum. Sam cud prasy upowszechniał - z obowiązkową cenzurą czy bez - i każdemu, kto tylko był ciekaw, udostępniał wszelkie - zakamuflowane czy wprost, bez owijki - nowe idee - a pisma lokalne i ogólnopolskie mnożyły się, jak te króliki. Nowe mass-media: radio i telewizja - z cenzurą czy bez - przenosiły te nowe idee w megaprzestrzeń od Bałtyku aż po samiućkie Tatry! Trzeba było być nieźle od świata odciętym, by działać w próżni wyłącznie na tych z palca wyssanych *wyspach samotnych*, na własną tylko rękę i po omacku, kiedy dookoła cała Polska aż kipi dookoła od powszechnej twórczej aktywności.


cdn.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×