Przejdź do komentarzyEnamorada, truskawki i szampan- nowy fragment
Tekst 58 z 99 ze zbioru: Wydane przez Elę Walczak
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-02-18
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń875

FRAGMENT:

Chciałam wtedy przez chwilę być nią. Miałam nieodpartą chęć wiedzieć, co się czuje w takich momentach i jak działa mechanizm przemian wewnętrznych.

Poranki, kwiaty – świadomość, że jesteś. A gdyby cię nie było?

Płakała, kiedy o tym mówiła. I cała widownia razem z nią.

Ludzie kochają szczerość, choć boją się własnych wyznań.

Tego wieczoru oglądalność podskoczyła do siedmiu milionów. Kiedy się żegnały obie płakały. Ewa nie była typową Oprah Winfrey, ale była równie wpływową i prominentną kobietą w Hiszpanii, chociaż z pochodzenia była Polką. Poczułam do niej wielką sympatię. Chciałam się od niej uczyć bycia kobietą sukcesu, dlatego dwa dni później zaprojektowałam dla niej kolekcję sukienek.

Nie mam czasu na spieranie się ze sobą. Wymagam od siebie dużo. I to też jest miłość.

Narysowałam jej twarz, kontur ciała i nałożyłam na to tylko kolor niebieski. Patrzyłam i szukałam jakiegoś punktu odniesienia. Chciałam, żeby wszystko było spójne i pasowało do siebie. „Trzeba zrobić prawdziwe krzesło, żeby na nim usiąść. Trzeba zrobić realne ubranie, żeby się w nie ubrać”. Zadawałam sobie pytania o nią; w jakim rytmie żyje? Jakie ma wartości w sobie? Co kocha bardziej pieniądze, czy misję? Jak będzie wyglądać na ulicy w tłumie, jeśli się w to ubierze?

Zmniejszałam jej postać i zwiększałam. Nakładałam papierowe formy i kawałki materiałów w różnych niebieskich odcieniach. Dziś już wiem, że kolor to tylko akcent, dodatek. Trzeba znaleźć niepowtarzalną formę, własny collage. Multiplikowałam, kalkowałam, przetwarzałam potem w komputerze to, co stworzyłam. Nie miała rysów twarzy. Chciałam, żeby jej ciało wyrażało wszystkie znane mi uczucia. Wybrałam trzy : spełnienie, sukces, miłość.

Ktoś powiedział G R Z E C H. Odpowiedziałam N I E P R A W D A.

Była posągowa na tych rysunkach, musiałam ją jakoś ożywić. Sukces kojarzy mi się ze szczęściem. Podobnie jak m i ł o ś ć i s p e ł n i e n i e. Doszłam do lustra, przykładając do siebie materiał w kolorze niebieskim. Wymusiłam na sobie uśmiech i zaczęłam tańczyć. Istniałam. Po prostu istniałam. Byłam autentyczna i szczera. Tak powstała moja pierwsza kolekcja, która odniosła poważny sukces w telewizji hiszpańskiej. Zostałam zauważona.

Zadzwoniłam wtedy do Stasia i powiedziałam mu, że go kocham. Słowo miłość zaczęło nabierać dla mnie nowego znaczenia. Staś powiedział wtedy – Byłby to grzech, gdybyśmy przestali się kiedykolwiek kochać. – Roześmiałam się i pragnęłam, żeby mnie dotykał. Minął rok, a jeszcze się na to nie zdecydowaliśmy. W zasadzie chodziło o mnie. Wydawało mi się, że jest za wcześnie. Nie rozumiałam czym jest zbliżenie seksualne. Kochałam go za to, że nigdy na mnie tego nie wymuszał. Tego dnia postanowiłam to zmienić.

Miłość, którą czuję w tej chwili unosi ponad wszystko. Nie wnika w szczegóły, nie ponosi konsekwencji, nie boi się. Po prostu istnieje.

Ta dziewczyna, Milena Kozakiewicz, powiedziała w trakcie wywiadu, że po śmierci jej męża utraciła tożsamość. Czuła się całymi miesiącami, jakby była chora psychicznie. Wypierała  wszystkie możliwe wspomnienia z nim związane. Nie dlatego, że go nie kochała dalej ale dlatego, że te myśli ją paraliżowały. Nie widziała kim jest naprawdę. Przecież to tylko miłość. Co to ma wspólnego z utratą tożsamości? Mówiła, że w ciągu dnia zajmowała się pracą do utraty tchu. Nocą zżerał ją strach. Dlaczego? Dlaczego wtedy weszłam w jej skórę. Wyobrażałam sobie, co ja bym zrobiła, gdybym utraciła Stasia. Nie znalazłam sensownej  odpowiedzi.

Strach nie pozwala oddychać. Nie ma w nim niczego inspirującego.

Po czterech latach od tamtego zdarzenia pobraliśmy się ze Stasiem.

  Spis treści zbioru
Komentarze (6)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
dziewczyna rozstaje się z mężem i traci tożsamość. To już tak jest. Jak się wbecaluje za dużo uczuć w cóś, co ni ma przyszłości.
A jak sobie poukładasz tę tożsamość w samym sobie, to znowusz po co mi kobita?
Takie tam. Kardinalne błędy popełniam w orzeczeniach, ale w rzeczywistości znowusz nie tak dużo.
avatar
Acha. Poziom literacki, bo przecież o to chodzi. Ja bym dał cztery. Ale muszę się jeszcze zastanowić.
Dam pięć.
avatar
A ja oceniam to na 5 plus.
Uwazam,że takie przeżycia jak utrata tożsamości wiażą się z ogromem wspólnych wspomnień,kiedy jednio drugie jest związane z sobą i przeżywa wspólne rozterki ducha i ciała,w swoim małym świecie,który jest wielki,i połączeni są pięknym słowem,czy kością niezgody zazdrośników,albo schizofreników.Odnosząc się do natury kobiecej-to pewien rodzaj alienacji,kiedy nie możemy rzucić się na wodę z młyna,zachcianek seksualnych,kochane,,czy wariacji na temat przeżywania uniesień,w ramionach wielorakich.A to wszystko z powodu ściśle określonego-z powodu utraty czegoś lub kogoś,czego żałujemy,kogoś za kim tęsknimy jak za torebką od DG zamiast za torebką z targu,czy wygrzebaną wśród ciuchów markowych ale znoszonych,z ciucholadnii.To jakiś rodzaj uczucia,które na tyle mieszka z anmi w naszej głowie,że nie pozwala nam się odciać,chyba że piłą motorową.A to jest dopiero okrucieństwo.
pozdrawiam.
avatar
połączeni tak pięknym słowem, że aż musieli się rozstać
avatar
Staś wykazał się... nieludzką cierpliwością, oczekując na ucieleśnienie miłości, albo ucieleśniał ją w luźnych związkach, trenując swoją
seksualność, żeby przygotować formę na to wyjątkowe spotkanie z prawdziwą miłością.
Cóż, ucieleśnienia miłości się nie "nadrobi"... to nie bułka drobiona do mleka. Staś ma swoją Nel do celebrowania mszy w sypiałni, a inne kobiety... jako zajęcia stymulujące w nim pozycję niezastąpionego kochanka swojej wielkiej miłości.
Brawo Staś!
avatar
Podoba mi się.
Interesujaco, krótko i konkretnie.
© 2010-2016 by Creative Media
×