Przejdź do komentarzyWiedza boli
Tekst 221 z 255 ze zbioru: Czarcie kopyto
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2018-05-02
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń466


Wiedza boli


Mój, świętej pamięci profesor od chemii, ksywa Dziadek, mawiał, że wiedza nie boli. To był jeden z najlepszych chemików w Polsce. Kiedyś zdarzyło się, że w pociągu wsiadł do mojego przedziału. Ukłoniłem się pierwszy, a on się zapytał, czy studentowi nie będzie przeszkadzała podróż z grzybem. Zatkało mnie, w dodatku byłem spięty. No, respekt czułem przede wszystkim, ale pewnego rodzaju barierę wiekową również. Po kilku minut profesor zagadał, dokąd jadę i tym podobne pierdoły, lecz to co wydarzyło się później, przyćmiło wszystko i głęboko wyryło się w mojej pamięci. Otóż Dziadek zaczął opowiadać o historii Polski, ale inaczej, niż pamiętałem ze szkoły, z telewizji, z książek. Cisnęły mi się pytania, a kiedy on pozwolił mi je zadawać, stawałem się coraz bardziej bezczelny. To, co słyszałem, wywracało moje myślenie do góry nogami i to nie tylko w kwestii historii. W tym, co mówił była logika. Prosta i nieodparta logika. Inne spojrzenie na polskich królów, na pewne procesy polityczne z najnowszej historii, na faszyzm. Pan profesor chemik, a historyk hobbysta, wlepił mi to gówno na całe życie. Podzielił się nim ze mną. Fakty i prosta logika. Długo potem przetwarzałem pozyskane od niego dane. Wiele razy szukałem go jeszcze w pociągu, żeby się przysiąść i go posłuchać, ale na próżno. Na wykładach lubił powtarzać, że wiedza nie boli. Śmieszne. Bardzo. Do rozpuku można się śmiać.


Wiedza boli. Potwornie boli. Prawda i nieprawda. Wiedza ma różne oblicza. Jedno bawi, inne orze, poniewiera, rani, zabija. Jeszcze inne jest fałszywe.


Majówkę spędzam z siekierą i widłami. Jak prawdziwy diabeł. Sąsiadom się podoba. Mam ksywę Śkolony. Nie wiem, czy jest używana nagminnie, ale wiem, że tak mówią. Nie wiedzą, że mam jeszcze inne, na przykład Legion. Nie daj Bóg, żeby się dowiedzieli, bo bardzo im się podoba widok Śkolonego z widłami i siekierą. Widać, że nauka się przydaje. Działka jest kilkuhektarowa i graniczy z kilkoma posesjami sąsiadów, więc czasem zachodzą pogadać. Ja, tam nigdy nikomu dupy nie zawracałem, bo wiem, że wszyscy ciężko pracują i nie mają czasu się po dupie podrapać, ale ja mam. Dlatego gadam, jeśli sąsiad zajdzie. Wszyscy się zdziwią, ale ja nie schodzę na politykę. Moi rozmówcy to robią. Nie do wiary, prawda? Cóż… Jestem w całości nie do wiary. Najczęściej to im przytakuję. Kiwam głową ze zrozumieniem. Ostatnio chwalą rząd i ogólnie dobrą zmianę. Bo się za łobuzów biorą, aferzystów, nygusów i krawaciarzy. Ciężko idzie, bo naród całkiem zbaraniał. Ludziom się w dupach poprzewalało i sami nie wiedzą, czego by chcieli. Dobry rząd jest, pracowity, dba o ludzi, a naród nie może pojąć. Narobiło się cwaniaków, oszukańców, kombinatorów, spekulantów i drani zwykłych. Zboczenia na ulice wychodzą, a lać to! Do czego to podobne? Najgorsze to lewactwo. Jeszcze jak stary komunista skurwysyn, który za komuny dobrze miał, to można zrozumieć, ale młodych? Zgłupiał naród…


Muszę poczekać, aż sąsiad wyrzuci z siebie żółć, a potem próbować zejść na inny temat, bo jeśli się tak rozstaniemy, to go będzie przełyk palił. A tak, wrzucę pogodę, albo że łupanie w plecach mi się zaczyna oraz inne dolegliwości i będzie happy and. Sąsiad mi udzieli rady jaka maść jest najlepsza. Ja mu podziękuję i on będzie szczęśliwy, że mi pomógł.


Ileż fałszu w Legionie, prawda? Ileż we mnie obłudy i hipokryzji. Ale mam racjonalne powody. Otóż hałdy drzewa mam, suchego jak pieprz na posesji. Kwiatuszki lubię, więc nasadzone mam cebulowych, kłączowych i innych rzadkich okazów, które właśnie obficie kwitną. Niektóre ściągam zza granicy, a to bardzo łatwo wyrwać, podeptać, prysnąć glyfosatem, itd.. Sadzonki iglaków w inspektach, z importowanych nasion. Gęsto, bo to siewki. Grad jak czereśnie wystarczy, żeby zlikwidować moje plantacje, ale Bóg odpuszcza. Sąsiedzi też. Jest cacy. Jeszcze nie wiedzą, co się święci.


Ale jest jeden sąsiad, awanturnik. On do mnie zachodzi z butelką. Po kilku kieliszkach idą bluzgi, takie jakich na Publixo jeszcze nikt nie widział i nie słyszał. Nie odważę się. Ja też się staję awanturnikiem i daję upust mojej nienawiści. Przekrzykujemy się, a bluzgi wychodzą na dwór. Coś nieprawdopodobnego. Przy drugiej butelce zaczyna się obmowa sąsiadów. Mój rozmówca jest starszy i wywleka brudy sprzed trzydziestu i więcej lat, kiedy komuna była. Opowiada jakieś historie dziwne o komunistach i ormowcach. Sąsiadach ormowcach. O donosach za rów niewykoszony, spekulacje, za handel, za samogon i inne brednie. Niby, że ci byli ormowcy są tymi serdecznymi ludźmi, którzy dziś zachodzą do mnie, kiedy rąbię, lub trzęsę, pogadać, pochwalić rząd i pomóc mi. Podobno za komuny też pomagali sąsiadom. Mojemu świętej pamięci dziadkowi podobno pomogli. Podobno dziadek miał sklep przez kilka miesięcy, ale przyznali mu domiar. To taki podatek, kiedy sąsiedzi uznali, że ktoś miał za dużo. Powszechny w całej Polsce Ludowej. Domiar. I zdziadział. Do końca życia pluł na komunę. Orał, siał i zbierał.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Bardzo ciekawe i mądre wspomnienia, rozważania, reminiscencje. Samo życie.
Piszesz "Po kilku minut". Albo brakuje końcówki "ach", albo też słowa "upływie". Ale na pewno brakuje przecinków przed: co wydarzyło, była logika, jakich; zbędne natomiast przecinki przed: tam nigdy, jaka maść, itd. (zbędna jest druga kropka, wystarczy ta po skrócie), z importowanych, że (Niby, że - już dziesiątki razy o tym pisałem), lub trzęsę.
avatar
Tylko głupi porywa się z motyką na Słońce. A przecież na własnych hektarach (i za ich opłotkami!) musi panować choć jakaś harmonia
avatar
Ot, kawałek żywej historii i... teraźniejszości. Na duzy plus.
© 2010-2016 by Creative Media
×