Przejdź do komentarzyPodsłuchane w lesie
Tekst 18 z 19 ze zbioru: Opowieści z gór i lasów
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaproza
Data dodania2018-05-15
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń563

Szlak turystyczny piął się łagodnie zboczem góry. Dawno już zostawiłem w dole ostatnie domy wsi i dochodziłem do okrągłej kotliny otoczonej lasem.

W pewnej chwili usłyszałem szczekanie kozła sarny, a zaraz potem fukniecie dzika ruszonego z legowiska. Te dwa odgłosy – chociaż w lesie normalne – usłyszane jeden po drugim w tym samym miejscu, wydały mi się nienaturalne. Zaraz potem dołączyło do nich krakanie kruka i skrzek sójki.

W miarę zbliżania się do środka kotliny, słyszałem coraz więcej głosów naraz i coraz wyraźniej. Gdy przeszedłem dalej, głosy ucichły. Zaintrygowany tym, zawróciłem i głosy znów się pojawiły. Chodząc tam i z powrotem, znalazłem miejsce, gdzie były najlepiej słyszalne. Wyglądało na to, że byłem w ognisku jakiegoś dziwnego zwierciadła akustycznego skupiającego i wzmacniającego wszystkie odgłosy z całej doliny.

Mój inżynierski rozum przeciw temu zaprotestował, bo przecież kawałek porośniętej lasem kotliny nie mógł wzmacniać dźwięku. Echo w tamtym miejscu byłoby zrozumiałe, ale nie jakieś wzmocnienie. Zjawisko było irracjonalne, ale tak fascynujące, że stanąłem i zasłuchałem się w ten leśny koncert.

Niestety, po chwili zakłócił go dźwięk ludzkiej rozmowy, wzmocnionej na tyle, że mogłem rozumieć jej treść. Dwoje ludzi obgadywało... moją żonę i mnie. Właściwie to mówiła kobieta, a mężczyzna tylko od czasu do czasu kwitował jej wywody krótkimi: „aha” lub „no”.

Z bezinteresowną babską złośliwością krytykowała figurę mojej małżonki, jej sposób ubierania się i mówienia. Nie podobało jej się też to, jak – mimo naszego wieku – spędzamy wolny czas i bardzo interesowało ją, skąd mamy na to pieniądze.

Byłem zaskoczony, bo nie przypuszczałem, że kogoś aż tak interesujemy i tyle o nas wie. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, gdy kobieta powiedziała:

– A teraz ten stary osioł zaczął pisać jakieś durne opowiadania i publikuje je w Internecie.

– Skąd wiesz, że są durne? Przeczytałaś choć jedno? – zapytał mężczyzna i chyba zaraz tego pożałował.

– Wiem, bo Maryśka czytała – odfuknęła kobieta. – Czytała, bo myślała, że to będzie o miłości jak u Grocholi albo tej od rozlewiska.

– A to jest o czym?

– O niczym, głupoty jakieś. Jakby napisał coś dla dzieci, to może bym to Oskarkowi poczytała.

– Ciekawe gdzie on to publikuje? – zapytał mężczyzna. – Może bym coś z tego przeczytał?

– Nie wiem. Maryśka wie. Ją zapytaj – odburknęła kobieta. – A ty nie masz masz co robić, że chcesz to czytać? Okna byś lepiej pomył.

Na tym rozmowa urwała się, a chwilę później zobaczyłem właścicieli usłyszanych głosów.

Nie chcąc ich spotkać, odszedłem nieco w las i poczekałem, aż przeszli. Gdy mnie mijali, ze zdziwieniem rozpoznałem sąsiadów, którzy zawsze byli dla nas bardzo mili.

Po jakimś czasie doszedłem do schroniska, położonego na rozległej hali. Pogoda była piękna, więc siedziało przed nim sporo osób, a wśród nich i moi znajomi.

– O! Witamy panie sąsiedzie! – ucieszyli się na mój widok. – Którym szlakiem pan przyszedł?

– Zielonym – skłamałem. – A państwo którym?

– Niebieskim, ale schodzić będziemy zielonym.

– Szkoda – odpowiedziałem. – Moglibyśmy pójść razem, ale ja nie lubię wracać tą samą drogą.

Choć najchętniej skopałbym im tyłki, to jednak porozmawiałem uprzejmie jeszcze przez chwilę, a potem oni poszli.

Posiedziałem przy schronisku jeszcze trochę i zacząłem schodzić. Z początku byłem zły na sąsiadów, ale z czasem zaczęło mi to przechodzić. W końcu nic się nie stało. Pogadali sobie o nas, a że ja to usłyszałem, to i dobrze. Będziemy z żoną wiedzieć, jacy ludzie mieszkają po sąsiedzku.

W połowie zejścia zaczęło mnie to zdarzenie nawet bawić, a pod koniec drogi wpadłem na pomysł napisania o nim opowiadania.

Może Maryśka je przeczyta?


  Spis treści zbioru
Komentarze (13)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Super, Marianie :) Jak ja lubię Twoje opowiadania!

Ale najpierw ukłon za "kozła sarny". Bardzo często myli się i łączy w parę sarnę z jeleniem :)

Taaa... plotki mają krótkie nóżki, tak samo jak kłamstwa, ale dalej idąca hipokryzja to prymityw. I jeśli Maryśka czyta, to zdrowia życzę.


Marianie, pozdrawiam z uśmiechem :)
avatar
Dzięki Piórko za odwiedziny i komentarz.
No, zobaczymy czy Maryśka przeczyta.
Pozdrawiam.
avatar
Mój tato mawiał, ` nie ma kija na Maryśkę ` Może ty go znajdziesz. Tekst, inplus.
avatar
Dzięki Mikesz za przeczytanie mojego opowiadanka.
Warto słuchać rodziców.
Pozdrawiam.
avatar
Ciekawa i pouczająca przygoda, a przy tym barwnie opisana.
Nie jest to formalny błąd, ale zwrotu "małżonka" używamy wobec żon dostojników wysokiej rangi. Zwykli ludzie mają żony. Przez nieuwagę napisałeś "masz masz".
Przykro mi, ale dostrzegłem kilka potknięć interpunkcyjnych. Zbędne przecinki przed: słyszałem, zawróciłem, wzmocnionej, położonego; brakuje przecinków przed: skupiającego, gdzie on.
avatar
Życie wciąż nas zaskakuje!
avatar
Dziękuję Janko za odwiedziny i komemtarz.
Serdeczne dzięki za korektę. Pracuję i pracuję nad interpunkcją, ale słabo mi to wychodzi.
Pozdrawiam.
avatar
Optymisto, co to by było za życie, gdyby nie zaskakiwało.
Pozdrawiam.
avatar
No i samo życie...
avatar
Tak Befano, samo życie.
Dziękuję za wizytę.
Pozdrawiam.
avatar
Dzięki Tadeusz za wizytę i limeryk na temat.
Jak widać, nad jeziorem też można wiele usłyszeć.
avatar
Ach, ci nasi sąsiedzi,
Najmilsze sąsiadki!
Wiedzą, z kim kto siedzi,
Jakie w szafach szmatki,
Czyj był syn Agatki,
Skąd przyjechał dziadek,
Jaki po nim spadek,
Ile Jaś miał dzieci,
Kto podrzucił śmieci...
Sąsiad i sąsiadka -
Co za losu gratka! -
Mają nas na oku
Z prawa, z lewa
I z boku.
avatar
Dziekuję Emilio za odwiedziny i wierszowany komentarz. Bardzo mi miło, że zaglądasz do moich starszych kawałków.
© 2010-2016 by Creative Media
×