Przejdź do komentarzyMichaił Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych. Rozdział 2 - Jak to w rodzinie/7
Tekst 126 z 245 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-04-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń197

Czasem nawet męczył go własny majątek.


- I na co mi to Dubrowino? - użalał się nad sobą. - Co w nim takiego?

- A dlaczegoż to Dubrowino nie miałoby być pięknym kąskiem! ziemia dobra, wszystkiego do syta... Co też ci przyszło do głowy!

- A to przyszło, że w dzisiejszych czasach wcale nie trzeba żadnej własności! Pieniądze - owszem! Pieniądze wziął, do kieszeni wsadził i już! A majętność ta...

- A cóż to znowu za jakieś czasy, że nawet własności mieć nie trzeba?

- A takie, że wy gazet nie czytacie, a ja tak. Dzisiaj wszędzie adwokat na adwokacie - ot, i cała filozofia. Dowie się taki, żeś majętny - i nuże kręcić, nuże chachmęcić!

- Jakże to będzie taki komuś chachmęcić, jak ten ma swoje legalne papiery?

- A tak będzie motać, jak wszyscy. Taki Pijawka: najmie prawnika, a ten zaraz ci pozew za pozwem zacznie posyłać!

- Ależ co ty! chyba są jeszcze jakieś sądy na tym świecie!

- Po to będą właśnie posyłać, że ich nie ma. Jakby praworządność była, i bez pozwów by zabrali, co nie ich. Jednemu mojemu przyjacielowi Gorłopiatowowi zmarł kiedyś wujek, a ten z głupoty swej wziął i przejął po nim spadek! Majątku okazało się na grosz, za to długów na całe sto tysięcy: weksle wszystkie fałszywe. I sądzą go już trzeci rok z rzędu: najpierw obrali włości wujowe, a później i jego własne na licytacji sprzedali! No, i macie tę swoją własność!

- Jest takie prawo?

- Jakby go nie było - to by nie sprzedawali. Wszelakie paragrafy są. Kto sumienia nie ma - dla tego wszystkie przepisy otworem, a kto je ma, temu prawo zamknięte na wszystkie siedem pieczęci. Spróbuj czego w kodeksie poszukać!


Arina Pietrowna zawsze w tych sporach ustępowała. Nieraz miała wprost nieodpartą chęć krzyknąć: won mi z oczu, podlecu jeden! ale pomyśli-poduma... i zmilczy. Chyba tylko sama do siebie w duchu zawoła:


- Boże! i do kogo te potwory, przeze mnie zrodzone, podobne! Jeden krwiopijca, drugi jakiś przygłupi! Dla kogo wszystko to gromadziłam, nocy nie dosypiałam, chleba nie dojadałam! dla kogo?!


I im bardziej pogłębiało się pijaństwo Pawła Władimirycza, tym fantastyczniejsze i, rzec można, bardziej impulsywne stawały się te rozmowy. W końcu matka zaczęła zauważać, że coś jest nie tak. Rano wstawiają do szafki w jadalni pełną karafkę wódki, a przed obiadem już ani kropli w niej nie ma. Albo siedzi sobie w pokoju gościnnym i wtem jakieś dziwne skrzypnięcie słyszy, dochodzące ze stołowego przy znanej już szafce; krzyknie: - Kto tam? - i cisza, tylko czyjeś śpieszne kroki ostrożnie oddalają się w kierunku antresoli.


- O Jezu! toż on tu u was pije! - zagadnęła kiedyś Ulituszkę.

- Zajmują się-s, - odrzekła ta ze złośliwym grymasem.


Przekonawszy się, że matka wszystkiego już się domyśliła, Paweł Władimirycz całkiem przestał się certować. Pewnego dnia szafka w jadalni po prostu zniknęła, a na pytanie, gdzie się podziała, Ulita wycedziła:


- Na górę kazali do siebie przenieść; tam swobodniej będą się zajmować.


W rzeczy samej, na antresoli karafki odtąd następowały jedna po drugiej w zdumiewającym tempie. Pozostawszy sam na sam ze sobą, Paweł Władimirycz znienawidził towarzystwo żywych ludzi i stworzył dla siebie osobliwą, nierealną *rzeczywistość*. Była to cała idiotycznie-heroiczna powieść - z metamorfozami, zniknięciami, nieoczekiwanym wzbogaceniem, powieść, w której głównymi sprężynami byli on sam i Porfisza-pijawka. Nie do końca chyba zdawał sobie sprawę z tego, jak głęboko zaległa w nim nienawiść do brata. A nienawidził go wszystkimi zmysłami, całym sobą, nienawidził bez wytchnienia, w każdej sekundzie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×