Przejdź do komentarzyMichaił Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych. Rozdział 2 - Jak to w rodzinie/6
Tekst 125 z 245 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-04-09
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń197

W efekcie stanęło na tym, że po dłuższej burzliwej korespondencji Arina Pietrowna, obrażona i pomstująca, wyniosła się z sierotkami do Dubrowina, w ślad za czym również Porfiry podał się do dymisji i zjechał z rodziną do Gołowliowa.


Od tej pory rozpoczął się dla starszej pani szereg dni przymusowego zastoju. Paweł Władimirycz jako człowiek pozbawiony wszelkiej zdolności do czynu wobec matki był jakoś szczególnie podejrzliwy. Przyjął ją nawet dosyć znośnie, to jest zobowiązał się utrzymywać ją wraz z dziewczynkami, jednak pod warunkiem: po pierwsze - nie zaglądać do niego na antresolę, i po drugie - nie mieszać się do jego rozporządzeń. Zwłaszcza to ostatnie irytowało Arinę Pietrowną. W domu Pawła Władimirycza o wszystkim decydowali, primo, klucznica Ulituszka, kobieta złośliwa i przyłapana na sekretnej korespondencji z Krwiopijcą, i secundo, były kamerdyner śp. tatunia, Kiriuszka, codzienny konsultant nowego dziedzica, kompletny cep, jeśli chodzi o gospodarzenie. Jego instrukcje były wręcz kuriozalne. Kradli oboje z Ulitą jak te sępy. Ileż to razy bolało serce matki na widok panującego we dworze chaosu! ile razy porywała się uprzedzić syna, oczy mu otworzyć co do faktycznego wykorzystania cukru, masła czy herbaty! Góry tego wszystkiego znikały, i często Ulituszka, zupełnie nie krępując się obecności starszej pani, przy niej do kieszeni chowała istne garście wszelakiego dobra! Widziała to wszystko Arina Pietrowna, jednak musiała pozostać niemym świadkiem tych kradzieży, ilekroć bowiem tylko usta otwierała, by uczynić jakąś uwagę, syn natychmiast osadzał ją na miejscu.


- Mateczko! - mówił. - Trzebaż, by ktoś jeden w domu rządził! Nie ja to wymyśliłem, tak robią wszyscy! Wiem, że decyzje moje są głupie, no, i niech sobie będą. Wasze są mądre - i na zdrowie! Tacyście mądrzy, nawet bardzo, a jednak Judaszek i tak bez dachu nad głową was zostawił!


Na domiar złego matka dokonała przerażającego odkrycia: Paweł Władimirycz pił! Nałóg ten zjadał go potajemnie dzięki wiejskiemu odosobnieniu, by w finale nabrać tego straszliwego rozkwitu, jaki musiał doprowadzić do nieuchronnego końca. Początkowo, gdy tylko sprowadziła się z bliźniaczkami, miał jeszcze jakieś skrupuły; dosyć często schodził ze swej antresoli na dół i rozmawiał ze swoimi nowymi domownikami. Zauważywszy, jak plącze mu się język, matka długo sądziła, że bierze się to z jego tępoty. Nie znosiła, jak przychodził *gawędzić* i przyjmowała to jako wielkie utrapienie. I w istocie, ciągle i tak jakoś bez sensu utyskiwał i marudził. A to, że całymi tygodniami nie ma deszczu, to znów taka ulewa, jak z pompy; raz korniki jak ta szarańcza wszystkie drzewa w sadzie objadły, to znów krety się pchają, łąki całe poryły. W zasadzie wszystko stanowiło niewyczerpane źródło niezadowolenia. Zejdzie, bywało, z antresoli, usiądzie naprzeciw i zacznie:


- Kołem chmury chodzą - daleko to do Gołowliowa? u Krwiopijcy wczoraj rzęsiście lało - a u nas nie i nie! lecą obłoki, polatują dookoła - i choćby jedna kropelka na naszą stronę spadła!


Albo:


- Patrzcie tylko, jak leje, jak polewa! tylko co żyto zakwitło, a tu ciągle leje! Połowa siana zgniła, a deszcz pryska, popryskuje! Daleko to do Gołowliowa? Pijawka dawno z łąki zjechał, a my siedzimy jak dzik w jamie! Zimą bydło przyjdzie karmić zgnilizną!


Z trudem milczy Arina Pietrowna, wysłuchując tych głupich gadek, lecz czasem nie ścierpi i palnie:


- A ty siedź jeszcze więcej i w nosie dłub!


Nie zdąży skończyć, a ten już kipi:


- A po waszemu to co mam zrobić? Deszczyk przenieść do Gołowliowa?

- Nie deszczyk, a w ogóle...

- No, nie, proszę, powiedzcie, co według was powinienem zrobić? Nie *w ogóle*, a wprost... Klimat mam dla was czy co zmienić? Proszę - w Gołowliowie: potrzebny był deszczyk - i padało; nie trzeba deszczyku - i patrzcie tylko: już go nie ma! To i rośnie tam wszystko pięknie... a u nas zawsze na odwrót! Zobaczymy, co powiecie, jak nie będzie co na talerz wyłożyć!

- Ano, cóż, taka widać wola boża...

- Więc też tak i mówcie, że wola boża! a nie *w ogóle* - też mi wyjaśnienie!

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×