Przejdź do komentarzyMichaił Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych. Rozdział 2 - Jak to w rodzinie/16
Tekst 135 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-04-16
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń158

- Pewnieście za to niezgorzej i po tyłku dostali!

- To nic... Cały dzień później popluwał i wciąż niby do siebie gadał: a to szelmy jedne! Aleśmy się, ma się rozumieć, wszystkiego wyparli. Przecież on się, was, babciu, boi!

- A to czegóż to... czy ja tygrys?

- Boi się - naprawdę! myśli, że go przeklniecie. Klątwy się boi, strach jak boi!


Arina Pietrowna zastanawia się. Przychodzi jej do głowy: a co, jak go rzeczywiście przeklnę... Przekliiiiinam!! Potem nasuwa się jej inny, bardziej naglący problem: jak tam Judaszek? co on tam tak knuje, tam na górze? tak się już wije, tak ślizga jak ta żmija! W końcu staruszka wpada na szczęśliwy koncept.


- Wołodieńka! - mówi. - Tyś lekki jak to piórko! zaszedłbyś na antresolę i podsłuchał, co się tam dzieje!

- Chętnie, babciu. - panicz śmieje się i na paluszkach kieruje się ku drzwiom, gdzie znika.

- I jak to tak wyszło, że właśne dzisiaj żeście zjechali do nas? - Arina Pietrowna z kolei zaczyna przepytywać Pietieńkę.

- Myśmy już dawno się wybierali, ale dzisiaj Ulituszka przysłała umyślnego, że był doktor, i jak nie dziś to jutro wujek musowo umrze.


- No, a co do spadku... mówił co z wami na ten temat?

- Babciu, my tylko o tym wkołomacieju gadamy! Ciągle nam opowiada, jak to było kiedyś jeszcze za czasów pradziadka... Nawet Goriuszkino, babciu, wspomina. *O, jakby tak cioteczka Warwara Michajłowna dzieci nie miała - powiada, - do nas by Goriuszkino należało! I czyje te bachory były, bóg wie z kim je miała - nie nam jednak innych sądzić! W cudzym oku słomkę, a u siebie belki nie widzimy... tak to już jest, bracie!*

- Patrzcie tylko! Cioteczka była przecież mężatką; nawet jakby co i było - toż wszystko mąż sobą przykrył i osłonił!

- Naprawdę, babciu. I za każdym razem, jak tylko tamtędy przejeżdżamy, zawsze te bachory wywleka! *I babcia, Natalia Władimirowna, gada, była wzięta z Goriuszkina - według wszelkich przepisów więc ono należy do nas: niestety, nieboszczyk tatunio siostrze je oddał we wianie! A jakie tam dynie rosły, mówi, po 20 pudów*) - o, takie dynie były!*

- Aż po 20 pudów! jakoś nie słyszałam! No, a co do Dubrowina - co o tym myśli?

- Też te same gadki. Arbuzy i dynie... same jakieś bzdury! Ostatnio zresztą wciąż nas pytał: *a jak, dzieciaki, myślicie, duży ma brat Paweł kapitał?* On, babciu, już dawno wszystko sobie już wyliczył: i ile było pożyczki na wykup, i kiedy majątek w radzie opiekuńczej założono, i ile już długu spłacono... Myśmy nawet ten papierek widzieli, gdzie robił wszystkie te rachunki, tylko że go wzięliśmy... Tym papierkiem tośmy go mało do szału nie dowiedli! Położył to do szuflady w stole, a my go stamtąd do szafy schowaliśmy; zamknął ją na klucz, a my ją wytrychem - i tam, gdzie jego prosfory, wsuniemy... Poszedł kiedyś raz do bani**) myć się, patrzy, a ten papierek na półce moknie!

- To dopiero u was wesoło!


Wraca Wołodieńka; wszystkie oczy wpatrzone w niego.


- Nic nie słychać, - powiadamia szeptem, - tyle tylko, co ojciec mówi: *niebolesny, chlubny, spokojny*, a wujek na to: *won, Krwiopijco!*

- A o testamencie... nic nie słyszałeś?

- Coś chyba gadali, alem nic nie zrozumiał... Ojciec, babciu, za mocno drzwi zatrzasnął. Głos tylko słychać. A potem wujek nagle jak nie zakrzyczy: *Wy-y-yjdź!* to ja zaraz chyłkiem do was!

- Choćby coś sierotom... - tęsknie w zadumie roi Arina Pietrowna.

- Jak ojcu raz co się dostanie, babciu, to nigdy już nikomu nic nie da, - zapewnia Pietieńka, - ja nawet myślę, że nas on też wydziedziczy.


..................................................

*) 20 pudów = 20 x 16 kg = 320 kg

**) bania - rosyjska łaźnia parowa

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×