Przejdź do komentarzyMichaił Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych. Rozdział 2 - Jak to w rodzinie/15
Tekst 134 z 226 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-04-15
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń153

- Idź, na boga... odejdź! - w końcu zaczął go błagać.

- No-no-no! uspokój się! wyjdę! Wiem, że mnie nie lubisz... wstydziłbyś się, serdeńko! rodzonego brata nie lubić! A ja tak ciebie kocham! I zawsze synom swym powtarzam: chociaż brat Paweł Władimirycz i zawinił wobec mnie, ja jednak wciąż go kocham! A więc, znaczy się, testamentu żeś nie sporządził - to doskonale, mój drogi! Czasami zdarza się, nawiasem, że kapitał rozkradną jeszcze za życia, zwłaszcza, jak kto sam, bez rodziny... ale już ja przypilnuję... A? co? sprzykrzyłem się tobie? No, no, już dobrze, idę! Daj tylko pomodlić się!


Wstał, złożył dłonie i śpiesznie wyszeptał:


- Żegnaj, przyjacielu! bądź spokojny! Leż sobie wygodniutko - może bóg da! My tymczasem z mamunią pogadamy - a nuż co wymyślimy! Ja, bracie, na obiad prosiłem dla siebie coś postnego... rybki solonej, grzybków, kapustki - to się nie gniewaj! Co? Czyżbym znowu ci dokuczył? Ach, bracie, bracie... no, no, już idę, idę! Najważniejsze nie trwożyć się, nie denerwować! - śpij sobie i wypoczywaj! Chrrr... chrrr... - żartobliwie zachrapał na zakończenie, postanowiwszy wreszcie wyjść.

- Krwiopijca! - rozległ się w ślad za nim krzyk tak przenikliwy, że wychodząc, poczuł, jakby go warem oblało.



Podczas gdy Porfiry tak sobie na antresoli mile gawędził, w tym samym czasie na dole babcia Arina Pietrowna zebrała wokół siebie młodzież (nie bez tego, oczywiście, żeby się o tym i o owym czegoś od paniczów nie wywiedzieć) - i właśnie rozmawiają.


- No, i co tam u ciebie? - zwraca się do starszego swego wnuczka, Pietieńki.

- Tak sobie, babciu; w przyszłym roku będę już oficerem.

- Oj, czy to aby pewne? który to już raz obiecujesz? Takie trudne u was te egzaminy czy co?

- On, babciu, ostatnio oblał z *Podstaw*. Pyta go pop: co to jest bóg? A ten: bóg jest duchem... i jest duchem... i świętemu duchowi...

- Ach, biednyś ty, biedny! jakżeż to tak? Ot, moje sierotki - nawet te, myślę, dawno już to umieją!

- Pewnie! *Bóg jest duchem, niewidzialnym...* - śpieszy zabłysnąć Aniusia.

- *Jegoż nikt nie widzi nigdzie*, - przerywa jej Liubusia.

- *Wszechwiedzący, miłosierny, wszechmogący, wszechobecny*, - ciągnie dalej Aniusia. - *Kędy pójdę od ducha twego i od lica twego, kędy pobiegnę, aż wzejdę na niebiosa - tam żeś; aż znijdę do piekieł - tam żeś...*

- Jakbyś tak odpowiadał, już dziś w epoletach byś chodził. No, a ty, Wołodieńka, co myślisz w przyszłości robić?


Młody panicz pąsowieje i milczy.


- Też pewnie *i duchowi świętemu*! Ach, dziatki, dziateczki! Na oko tacyście sprytni, a nijak  nauk swoich zakończyć nie potraficie! I żeby to ojciec was zbytnik był jaki czy ladaco... Co? jaki jest dla was teraz?

- Ciągle taki sam, babciu.

- Dalej was leje? A słyszałam, że przestał!

- Mniej, ale zawsze... A najważniejsze, że czepia się i bardzo dokucza.

- A tego to już nie rozumiem. Jakżeż to ojciec może dokuczać?

- Bardzo, babciu, naprzykrzony. Ni wyjść bez pytania nie możesz, ni co wziąć... całkiem podłość!

- No, to byście pytali! Język od tego chyba nie odleci!

- Oj, nie! tylko nie to! Spróbuj i z nim zagadaj, nie odczepi się potem wcale. *Stój, poczekaj, pomalutku, spokojniutko...* już taki nudny, babciu, jak te flaki!

- On nas, babciu, pod drzwiami podsłuchuje. Całkiem niedawno Pietieńka go nakrył...

- Ach, wy, łobuziaki! I co on na to?

- A nic. Mówię do niego: fe! tatulu! ładnie to tak podsłuchiwać! fe! mógłby kto wam nosa rozkwasić niechcący! A on: no-no! nic, nic! ja, bratku, *jak ten cieć nocą!*

- Babciu, on niedawno jabłko podniósł z ziemi w sadzie i do szafki schował - a ja żem wziął je i zjadł. To potem szukał go i szukał, wszystkich w domu przesłuchiwał...

- Taki skąpy się zrobił?

- Nie, nawet nie skąpy... a jakoś tak... głupstwami wciąż zajęty. Papierki jakieś chowa, spadów w sadzie szuka...

- Co rano modły w swoim gabinecie odprawia, a później nam po kawałku daje prosfory*)... czerstwej jak gnat! Kiedyś kawał mu zrobiliśmy: wypatrzyliśmy, gdzie je kładzie, nacięliśmy w nich jeden bok, wyjęliśmy miękisz i w to miejsce rycyny nalali!...

- Ale z was... zbóje!

- Przedstawi jednak sobie babcia jego zdziwienie następnego dnia! Prosfora - i to z rycyną!


............................................

*) prosfora - w prawosłanej cerkwi odpowiednik naszej komunii świętej


  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Co by nie mówić i czytać czuć wschodni zachód słońca.
Czyli rosyjski.
Mam tez ogromną tęsknotę za tymi klimatami .
Jednak po Smoleńsku sporo się zmieniło
Napisałem wówczas piosenkę ,,Plomba ołowiana "
Dopiero teraz wraca mi pomału akceptacja ROSJI - BRRRR.
avatar
Rosja - to największe terytorialnie państwo świata. Jej wielka literatura, sztuka, filmografia, potencjał naukowy, intelektualny etc. etc. stanowią ogólnoświatowy dorobek, którym na całym globie ziemskim chętnie się dzieli - i którego DZISIAJ nie da się już ignorować. Cogito - ergo sum.
avatar
Ale można i krytykować
Rosyjską uległość i akceptację zła jak i niemiecka dyscypline pozbawiona moralnej refleksji.
Albo i fracuski ,,płomienny" laicyzm.
avatar
Naturalnie, że tak. Żyjemy w nowoczesnym wykształconym WIELOGŁOSOWYM społeczeństwie, i to, że się różnimy - także w swych zapatrywaniach, gustach, stylach życia i w światopoglądach - jest nie godne potępienia, załamywania rąk czy politowania, a huraganowego poklasku! Zróżnicowany świat to, Bogu dzięki, nie powszechna uniformizacja, formatowanie ludzi wg szablonu i totalna urawniłowka... co wszak jeszcze tak niedawno z jakże opłakanym skutkiem trenowaliśmy i czego chyba mamy... już po uszy dość??
avatar
Sum - ergo cogito
avatar
A mi się to nie podoba. Nawet nie trącha melancholią. Takie blagi, urozmaicam`
Bo że tam był taki świat, to co z tego
Gnuśne
A o Polakach nic nie ma, ale to akurat na plus
avatar
Uniwersalizm tej powieści m.in. polega na tym, że wystarczy tylko zamiast imion, nazwisk czy nazw własnych rosyjskich wstawić jakiekolwiek inne oraz użyć jakiejkolwiek innej nie rosyjskiej Czasoprzestrzeni - a i tak wykreowana przez Sałtykowa-Ssiedrina rzeczywistość nic nie straci ni na swym artystycznym wyrazie, ni na wiarygodności, ni na sile filozoficznego przekazu; jednym słowem, lapidarnie rzecz ujmując, wszędzie na Ziemi istnieje jakiś kaleczny "ród Gołowliowych", typ rodziny, bezapelacyjnie skazanej na wymarcie.

Przypominam: On to pisał sto z kawałem lat temu! Z polskich pisarzy tamtego czasu mocą pióra dorównywali mu może tylko w kraju B. Prus i na obczyźnie Conrad Korzeniowski
© 2010-2016 by Creative Media
×