Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/5
Tekst 146 z 245 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-05-01
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń211

A zaczęło się od próśb. Z Pogoriełki początkowo dość rzadko, potem coraz częściej zjawiali się kolejni posłańcy z wciąż rosnącą matczyną listą skarg i życzeń. To rydzyków nie było w pobliskich lasach, to ogóreczki po deszczach jakichś plam dostały, to znowu indyczki *w dzisiejszych wolnych czasach powyzdychały, i przykazałbyś, Przyjacielu serdeczny, karasków w Dubrowinie nałowić, w czym nawet nieboszczyk Paweł matce staruszce nigdy nie odmawiał*. Judaszek robił grymasy, lecz otwarcie nie odważał się wyrażać swego niezadowolenia. Żal mu było karasi, jednak bardziej jeszcze lękał się matczynej klątwy. Dobrze przecież pamiętał, jak kiedyś zagroziła mu: przyjadę do Gołowliowa, każę otworzyć cerkiew, wezwę popa i przy ludziach krzyknę: *Przeklinam!* - i wspomnienie to powstrzymywało go przed popełnieniem wielu świństw, do których miał wielką smykałkę. Spełniając wszak prośby *dobrego przyjaciela mamuni*, mimo wszystko półsłówkami dawał swemu otoczeniu do zrozumienia, że każdy winien dźwigać swój krzyż od Boga dany, i że czyni się tak nie bez celu, albowiem bez onego krzyża ludzie łatwo tracą głowę i popadają we wszelakie rozprzężenie i rozpustę. I matce pisał tak:


*Ogóreczki, dobry Przyjacielu Mamuniu, posyłam wedle swych możliwości; co się tyczy indyczek, to prócz tych, co siedzą na jajach, pozostały już tylko trzy koguty, które dla Was, z uwagi na ich wielkość i szczupłość Waszego stołu, będą nieprzydatne. Ale może Wy zechcielibyście wpaść do Gołowliowa i podzielić ze mną ubogą moją strawę? Wtedy jednego z tych darmozjadów (ano, tak! właśnie darmozjadów, bowiem mój kucharz Matwiej doskonale je zawsze kapłoni) - jednego z nich przykażemy upiec i do syta z Wami, najdroższy Przyjacielu, sobie pojemy*.


Od tej pory Arina Pietrowna często gościła w Gołowliowie. Wraz z Pijawką objadała się i tymi indyczkami, i kaczkami; spała do samego rana, i nocą, i po obiedzie w niekończących się pogaduszkach rozwodziła się na temat każdej bzdury; głupstwa te uwielbiał Judaszek od samego urodzenia, ona zaś stała się ich chodzącą skarbnicą wskutek starości.


Nie zerwała swych odwiedzin nawet, gdy doszły ją słuchy, że syn, znudziwszy sobie długie wdowieństwo, wziął sobie w ekonomki dużo młodszą od siebie pannę z duchowieństwa*) o imieniu Jewpraksieja. Przeciwnie, dowiedziawszy się o tym, natychmiast pojechała do Gołowliowa i, nie zdążywszy jeszcze wysiąść z powozu, z jakąś dziecinną niecierpliwością wołała do Porfirego: *Ano, stary grzeszniku, pokaż mi tę swoją Lolę!*


Cały ten dzień spędziła w pełni zadowolenia, gdyż Jewraksiejuszka sama usługiwała jej podczas obiadu, potem zaś pościeliła osobiście jej łóżko, by staruszka mogła się zdrzemnąć, a wieczorem grała z Judaszkiem i nią w *duraka*. Pijawka również był kontent z takiego rozwiązania i, na znak synowskiej wdzięczności, kazał przy odjeździe matki położyć do jej tarantasu m.in. funt kawioru, co było już przejawem najwyższego szacunku, bowiem kawior był nie swój - a kupiony. Uczynek ten tak wzruszył starowinkę, że nie wytrzymała i rzekła:


- O, i za to ci dziękuję! i Bóg będzie ciebie za to miłował, mój drogi, że matce na stare lata łaskujesz i wygadzasz. Teraz przynajmniej, jak wrócę do siebie - nie będzie już nudno. Zawsze kawior lubiłam - ot, i dzisiaj, dzięki tobie, połasuję sobie do syta!


Minęło pięć lat od przeprowadzki Ariny Pietrowny z sierotami do Pogoriełki. Judaszek, jak zasiadł w swoim rodowym Gołowliowie, tak stamtąd nigdzie się nie rusza. Znacznie już postarzał, wyleniał i przygasł, ale puszy się, łże jak pies i sypie słówkami bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ obecnie prawie codziennie ma pod ręką swojego dobrego przyjaciela mamunię, która na starość dla słodkiego kęsa stała się obowiązkową słuchaczką czczej jego gadaniny.


Nie należy mniemać, iż Judaszek był zakłamany w takim sensie jak np. Tartuffe**) czy jakikolwiek inny współczesny francuski bourgeois***), co to tak słowikiem zawsze kląska o normach społecznych. Nie, jeżeli był nawet fałszywy, to na czysto rosyjską modłę, t.j. był po prostu człowiekiem pozbawionym wszelkich mierników moralnych oraz nie znającym innej prawdy prócz tej, jaka jest zapisana w elementarzu. Ciemny był bezgranicznie; pieniacz, kłamca notoryczny, hipokryta - i na domiar złego bał się diabła. Wszystkie te tak negatywne cechy żadną miara nie mogły dać solidnego materiału dla prawdziwej świadomej obłudy.


We Francji mizantropia jest rezultatem kształcenia i wychowania, stanowi, że tak powiem, część składową *szkoły* i *bon tonu* (*dobrych manier*) - i prawie zawsze ma wyraźną polityczną czy socjalną wymowę.


...............................................................


*) panna z duchowieństwa - ojcem Jewpraksiejuszki był pop;

**) Tartuffe - świętoszek, tytułowa postać słynnej komedii Moliera;

***) bourgeois - tutaj: dorobkiewicz, parweniusz

  Spis treści zbioru
Komentarze (4)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Muszę ci wierzyć, że tłumaczenie oddaje powagę oryginałowi.
U mnie język kołkowaty i ucho głuche. ( igielne )

Szybuję w przestworzach i wyszukuję,
bóg wie czego.

Nie komentuję, to nie znaczy, nie czytam.

Pozdrawiam majowo.
avatar
Nie lekceważymy Czytelnika. Nigdy! Czasy, gdy Go pomijaliśmy i Nim pomiatali, są już dawno passe
avatar
miałem że ja kiedy takiego okresa, że ja by chciał coś zjeść, ale nie wiedziałęch o tym. I o jesiotrze wtedy napisałem i o innych przysmakach. Aż mie się odechciało jeść.
avatar
Dziękuję Emilio za kolejne tłumaczenia. Do niektórych muszę jeszcze wrócić.
© 2010-2016 by Creative Media
×