Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/7
Tekst 148 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-05-03
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń142

My, Rosjanie, nie mamy tak precyzyjnych systemów kształcenia i wychowania. Nas nie musztrują, nie modelują według wzorca na przyszłych zwolenników i propagatorów takich czy innych programów socjalnych, a po prostu pozwalają nam rosnąć ot, tak, jak rośnie u płotu pokrzywa. Dlatego między nami niewielu jest obłudników, a bardzo dużo kłamców, fałszywych świętych i tych, co mają gęby pełne pustosłowia. Nie musimy być obłudni dla jakichś  wyższych celów społecznych, bo niczego takiego nie znamy, i żaden z tych celów nas nie osłania. Istniejemy sobie całkiem swobodnie, tj. marnujemy czas, łżemy i ględzimy sami z siebie, bez jakichkolwiek przyczyn czy powodów.


Czy należałoby z tego się cieszyć, czy nad tym ubolewać - nie moją rzeczą sądzić. Myślę jednak, że jeśli fałsz może być źródłem czyjegoś oburzenia i strachu, to bezprzedmiotowe łgarstwa mogą wzbudzać wstręt i reakcje podobne do tych, jakie czujemy, gdy nieustannie boli nas ząb, a wyrwać go nie sposób. I dlatego najlepiej by było, pozostawiając na boku kwestię wyższości świadomej obłudy nad nieświadomą lub też odwrotnie, zamknąć się na siedem spustów i przed hipokrytami, i przed blagierami.


A zatem nasz Judaszek to nie tyle obłudnik, co świntuch, łgarz i wypchana komunałami gęba. Zabarykadowawszy się na wsi, natychmiast poczuł wolność, ponieważ nigdzie indziej, w żadnej innej sferze jego skłonności nie mogłyby znaleźć sobie takiej przestrzeni, jak tutaj. W Gołowliowie nie napotykał nie tylko zwykłego sprzeciwu, lecz nawet najmniejszego ubocznego ograniczenia, które zmuszałoby go do refleksji: no, napaskudziłbym, ale wstyd ludzi! Nie niepokoił go żaden osąd, niczyje dociekliwe oko nie wzbudzało obaw - a więc nie było też powodu do jakiejkolwiek autokontroli.


Bezgraniczne niedbalstwo stało się główną cechą jego stosunku do samego siebie. Od zawsze pociągała go ta pełnia swobód od wszelkich moralnych ram, i jeśli wcześniej jeszcze nie przeniósł się na wieś, to jedynie dlatego, że bał się bezczynności. Spędziwszy ponad 30 lat w mrocznej atmosferze petersburskiego departamentu, nabrał wszelkich nawyków i żądz zatwardziałego biurokraty, nie dopuszczającego, by choć jedna chwila w życiu była wolna od przelewania z pustego w próżne. Przyjrzawszy się uważniej, już w pierwszych miesiącach pracy szybko dostrzegł, że świat aktywnego nicnierobienia jest na tyle mobilny, że bez najmniejszego wysiłku można go przenosić na każdą dowolną płaszczyznę.


I istotnie, jak tylko zamieszkał w Gołowliowie, natychmiast stworzył dla siebie całą masę błahostek i drobiazgów, którą można było nieustannie przewracać, wertować i tasować bez obaw, że trud ten kiedykolwiek może się wyczerpać.


Już z samego rana zasiadał za biurkiem i brał się do zajęć; po pierwsze, rozliczał oborowego Fiszkę, klucznicę i ekonoma najpierw jednym, potem drugim sposobem; po drugie, zaprowadził bardzo złożony system kontroli finansowej i materialnej: każdy grosz, każde źdźbło wciągał do 20 ksiąg, przeprowadzał bilanse, raz gubił pół kopiejki, raz znalazł dwie superaty. W końcu chwytał za pióro i pisał skargi do sędziego pokoju i do rozjemcy. Cała ta skrzętna mrówcza robota nie pozostawiała mu ani jednej chwili wolnej, a nawet miała wszelkie zewnętrzne formy gorliwej mozolnej orki. Nie na bezczynność uskarżał się Krwiopijca, a na to, że z niczym nie nadąża, chociaż dzień cały boży ślęczał w gabinecie, nie wychodząc z szlafroka. Góry całe starannie podszytych (i nie zarejestrowanych w żadnej rewizji carskiej) sprawozdań nieustannie walały się na jego biurku, w tej liczbie, naturalnie, całe roczne rozliczenie oborowego Fiszki, działalność którego już na pierwszy rzut oka budziła podejrzenia, i której jednakowoż nijak nie mógł sprawdzić z braku czasu.


Wszelkie związki ze światem zewnętrznym były ostatecznie zerwane. Nie otrzymywał ni książek, ni gazet, ni listów. Jeden z synów, najmłodszy Wołodieńka, popełnił samobójstwo, z drugim, Pietieńką, pisywał rzadko i jedynie wtedy, gdy posyłał mu pieniądze. Gęsta atmosfera zacofania, przesądów i skrzętnego jałowego przelewania z pustego w puste panowała wszechwładnie, i Judaszek nie czuł najmniejszej chęci, by się z niej wyzwolić.


Że Napoleon III*) już nie rządzi, dowiedział się dopiero w rok po jego śmierci od komisarza policji, lecz nawet wówczas nie wyraził żadnego szczególnego przejęcia, jedynie przeżegnał się, poszeptał: *królestwo niebieskie racz mu dać, Panie!* - i rzekł:


- I jakiż był dumny! No-no-no! I tak niedobrze, i tak źle! Monarchowie z pokłonem do niego jeździli, w przedpokoju łaski wyczekiwali! Ale bóg go powołał i w jednej chwili wszystkie jego plany-zamysły strącił w dół!


............................................................

*) Napoleon III (1808 - 1873) - bratanek Napoleona Bonapartego, cesarz Francuzów



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×