Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. III - Bilans rodzinny/13
Tekst 154 z 238 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekfilozofia
Formaproza
Data dodania2019-05-07
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń113

Judaszek przyjmuje te słowa i całuje rączkę staruszki, mówiąc:


- Ach, mamuniu, mamuniu, szczerozłotą macie duszę - naprawdę! Gdyby nie wy - cóż bym w takiej chwili uczynił! No, po prostu bym przepadł! całkiem siebie zgubił!


Porfiry Władimirycz wydaje służbie polecenia co do jutrzejszych porannych ceremonii, i już po chwili wszyscy całą trójką zasiadają do gry. Pierwsze rozdanie, potem drugie, Arina Pietrowna gorączkuje się i pomstuje na Pijawkę, że do Jewpraksiejuszki zawsze wychodzi z tej samej karty. W przerwach między rozdaniami Judaszek oddaje się wspomnieniom o tragicznie zmarłym synu.


- A jaki był grzeczny! - mówi, - niczego, bywało, bez pozwolenia nie ruszy. Papierka potrzebował - czy można, tatuniu, wziąć? - A bierz, mój kochany, bierz! Albo: czy będziecie, tatku, tak dobrzy zamówić na śniadanko dzisiaj karasi w śmietanie? - Proszę bardzo, mój drogi! Ach, Wołodia! Wołodia! Oczko w głowie tatusia, tylko w jednym żeś zawinił, żeś tatuńka opuścił!


Kolejne rozdania; wspomnienia płyną dalej.


- I co takiego raptem się stało - i sam nie pojmuję! Żył sobie pięknie-ładnie, żył spokojniutko, ojca swego radował - czegóż chcieć więcej! A tu - trach! Przecie to grzech, przedstawcie sobie, jaki grzech! pomyślcie tylko, mamuniu, na co zamach uczynił ten człowiek! na życie swoje! na dar Ojca w niebiesiech! Z jakiej przyczyny? dlaczego? czegóż to mu brakowało? Pieniędzy może? Jego wypłat zda się nigdy nie przetrzymywałem; nawet wrogowie moi tego o mnie nie powiedzą. No, ale jak ci tego przymało - wybacz, przyjacielu! U tatunia twoje rubelki w kieszeni! Jak ci tego coś skąpo - bądź oszczędny, wydatki swoje ograniczaj! Nie tylko słodziusieńkie, nie tylko ze śmietanką, czasem i z kwaskiem popróbuj! Takie życie, bracie! Tatko twój, na przykład, pieniążki miał onegdaj dostać, a tu zarządca przychodzi: chłopi z Trepienkowa czynszu nie płacą. Trudno, napisałem do sędziego prośbę! Ach, Wołodia, Wołodia! Nie, niedobry synku, porzuciłeś tatunia! Osierociłeś go!


I im żywiej toczy się gra, tym obfitsze i coraz bardziej wzruszające stają się jego wspomnienia.


- A jaki był mądry! Pamiętam takie zdarzenie: leży w gorączce chory na odrę - miał nie więcej jak 7 latek - i podchodzi do niego nieboszczka Sasza, a on do niej: - Mamo! mamo! prawda, że tylko aniołki mają skrzydła? No, a ta na to: tak, tylko aniołki. - To czemu, mówi mały, tatunio miał skrzydełka, jak tutaj przed chwilą wchodził?


Wreszcie rozgrywa się jakaś homerycka scena: Judaszek zostaje durakiem ze wszystkimi ośmioma kartami w ręku, wśród których są atutowe as, król i dama. Podnosi się śmiech, pokpiwanie, i wszystkiemu życzliwie wtóruje sam Pijawka. Pośród ogólnej wesołości Arina Pietrowna raptem milknie i zaczyna nasłuchiwać.


- Ej! cicho! ktoś jedzie! - mówi.


Judaszek i Jewpraksiejuszka również nasłuchują, lecz bez skutku.


- Mówię wam: jadą! O!... cicho! wiatrem do nas niesie... Słuchajcie! jedzie! i to blisko!


Znowu zaczynają nasłuchiwać, i istotnie słyszą jakieś dalekie dzwoneczki raz przywiewane, to znów przygłuszane zawieją. Mija pięć minut, i słychać sanie już wyraźnie, a w ślad za tym również głosy czyjeś na dworze.


- Młody panicz Piotr Porfirycz przyjechał! - dobiega z przedpokoju.


Judaszek wstał i zastygł w miejscu blady jak płótno.


...........................................................................................................................................................................



Pietieńka wszedł jakimś niepewnym krokiem, pocałował ojca w rękę, potem spełnił ten sam ceremoniał wobec babci, ukłonił się Jewpraksiejuszce i usiadł. Był to młodzian w wieku około 25 lat, dosyć miłej aparycji, w podróżnym oficerskim mundurze. Ot, i wszystko, co można było o nim powiedzieć, a i sam Krwiopijca wątpliwe, czy wiedział o nim co więcej.


Wzajemne stosunki ojca i syna były takie, że nie można ich było nazwać naprężonymi: tak, jakby między nimi nic nie istniało. Judaszek wiedział, że jest na świecie ktoś, zapisany w jego dokumentach jako syn, któremu co miesiąc w określonym terminie zobowiązany jest przesyłać określoną, tj. przez siebie samego wyznaczoną pensję, i od którego w zamian za to ma prawo oczekiwać szacunku i posłuszeństwa. Pietieńka ze swej strony wiedział, że ma ojca, który w każdej chwili może go pognębić. Dosyć nawet chętnie jeździł do Gołowliowa, zwłaszcza odkąd został oficerem, lecz nie dlatego, że znajdował jakąś przyjemność w wysłuchiwaniu ojcowskich tyrad, a po prostu - ponieważ każdego człowieka, nie zastanawiającego się specjalnie nad sensem życia, jakoś instynktownie ciągnie *w swoje strony*. Dzisiaj jednak przyjechał wyraźnie z jakiejś palącej potrzeby, z musu, w rezultacie czego nie okazywał najmniejszych nawet oznak radosnego zdziwienia, jakie zwykle znamionują każdy inny powrót do domu.



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×