Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. IV - Siostrzeniczka/19
Tekst 181 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-03
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń104

Nie wiadomo, czy ten argument przekonał Porfirego Władimirycza, czy też cała ta scena była wyłącznie na pokaz, i sam Pijawka dobrze nie wiedział, czy naprawdę to potrzebne, by siostrzeniczka została w Gołowliowie, a może to jednak wcale niekonieczne, tylko ot, tak coś strzeliło mu do głowy - w każdym razie obiad potoczył się żwawiej. Aniusia we wszystkim się zgadzała, dając odpowiedzi, które wykluczały jakikolwiek pretekst do pustosłowia. Mimo to zegar wskazywał już pół do trzeciej, kiedy obiad zakończono. Aniusia zerwała się zza stołu, jakby cały ten czas przesiedziała na rozżarzonych węglach, i podbiegła do wujka, żeby się z nim pożegnać.


Po 10 minutach Judaszek, w szubie i niedźwiedzich wysokich butach, odprowadził ją na ganek i osobiście pilnował sadowienia się panienki w kibitce.


- Z górki już łatwiej będzie - słyszysz! A i w Sieńkinie na pochyłościach - uważajcie, żeby się nie wywrócić! - przykazywał woźnicy.


Nareszcie Aniusię usadzono i opatulono, a plandekę zapięto.


- Lepiej zostałabyś! - jeszcze raz krzyknął Pijawka, pragnąc, by również przy czeladzi wszystko wypadło jak należy i jak w rodzinie. - Przynajmniej choć kiedyś zajrzyj. Co? powiedz!


Ale Aniusia czuła się już wolna jak ten ptak, i nagle naszła ją chętka spłatać mu szkolnego psikusa. Wysunęła się z powozu i, skandując każde słowo, zawołała:


- Nie, wuj-ku! nie przy-ja-dę! Strasz-nie z wa mi!


Oswobodzenie z niewoli w Gołowliowie tak ją ucieszyło, iż nawet ani razu nie zastanowiła się nad tym, że za sobą w dożywotnim więzieniu pozostawia człowieka, dla którego wraz z jej odjazdem zerwała się wszelka więź ze światem żywych.


Myślała wyłącznie o sobie: że się cudem wyrwała i że teraz nareszcie jest jej dobrze. Wpływ owego wrażenia wolności był tak potężny, że kiedy znowu odwiedziła cmentarz wopliński, śladu nawet nie było po tamtej histerycznej płaczliwości, jaką okazała w czasie swej pierwszej wizyty u babcinej ubogiej mogiłki. Spokojnie wysłuchała nabożeństwa żałobnego w cerkwi, bez łez pokłoniła się grobowi i nawet dosyć chętnie przyjęła zaproszenie popa na filiżankę herbaty.


Warunki, w jakich żył wopliński batiuszka, były nader skromne. W jedynej czystej izbie, która służyła za pokój przyjęć, panowała jakaś niewesoła pustka; wzdłuż ścian rozstawiono dobry tuzin malowanych krzeseł, obitych włochatym i miejscami znacznie już przetartym materiałem, oraz stała taka sama kanapa z oparciem wydętym do przodu jak pierś generała sprzed czasów reformy; między oknami widniał zwyczajny stół, pokryty brudnym wysmarowanym suknem, na którym leżały księgi parafialne, a zza nich sterczał kałamarz z wetkniętym gęsim piórem; we wschodnim kącie wisiał ikonostas ze świętymi obrazami z rodzicielskim błogosławieństwem i zapalonym kagankiem; pod nim stały dwa kufry z matczyną wyprawą, pokryte szarym spłowiałym płótnem. Na ścianach nie było tapet; pośrodku jednej z nich wisiało kilka wyleniałych, w dagerotypach, portretów świętych. W izbie czuć było czymś dziwnym, jakby od dawna służył za cmentarz dla much i karaluchów.


Sam pop, choć człek jeszcze młody, w tym otoczeniu bardzo przygasł. Rzadkie białawe włosy zwisały prostymi pasmami, oczy, niegdyś błękitne, patrzyły bez życia; głos załamywał się, bródka zaostrzyła; czarna riaska, z przodu kuso zakładała się i wisiała jak na wieszaku. Popadia, kobieta jeszcze młoda, z przyczyny corocznych porodów i ciężkiej pracy przy dzieciach wyglądała na jeszcze bardziej umęczoną. Tym niemniej Aniusia nie mogła nie zauważyć, że nawet ci utrudzeni, znużeni i biedni ludzie do niej odnoszą się nie tyle jak do zwykłego gościa, ile już raczej jak do zbłąkanej owcy.


- Odwiedziła pani wujaszka? - rozpoczął ojczulek,ostrożnie podejmując z przyniesionej przez żonę tacy filiżankę herbaty.

- Tak. Prawie tydzień tam spędziłam.

- Dzisiaj Porfiry Władimirycz to największy pan w całym naszym okręgu - nie ma nikogo, kto by był od niego bogatszy. Tylko w życiu jakby mu się nie wiedzie. Najpierw zmarła mu żona, później jeden synek zginął, potem ten drugi, w końcu niedawno odeszła też jego rodzicielka. Zadziwiające, że nie uprosił pani, by zamieszkała w Gołowliowie.

- Wujek chciał, ale ja sama nie zostałam.

- A to czemu?

- Przecież zawsze lepiej, jak żyjesz na swobodzie.

- Swoboda, pani, naturalnie, dobra rzecz, ale i ona nie bez pułapek bywa. A jeśli wziąć pod uwagę to, że jest pani dla Porfirego Władimirycza jedyną najbliższą krewną - a więc także pośrednią spadkobierczynią jego majątku - można by, jak myślę, co do tej swobody nieco siebie powściągnąć.

- Nie, ojcze, swój chleb zawsze lepszy. Jakoś lżej żyjesz, kiedy wiesz, że nikomu nic nie jesteś winien.


Pop spojrzał na nią nieznacznie, jakby chciał spytać: tylko czy ty na pewno wiesz, co to takiego - *swój chleb*? - nie miał jednak sumienia jej dokuczać, więc jedynie bojaźliwie zasunął obie poły swojej riaski.


- A wiele też w tych aktorkach zarabiacie? - włączyła się do rozmowy popadia.


Batiuszka całkiem się przestraszył i aż zamrugał na żonę. Bał się, że Aniusia się obrazi. Lecz ta wcale nie poczuła się urażoną i spokojnie odparła:


- Teraz dostaję 150 rubli na miesiąc, siostra zaś - sto. No, i benefis. Obie zarobimy około 6 tysięcy rocznie.

- Czemu to siostrzyczce mniej płacą? nie zasługuje, bo jest gorsza? - ciągnęła zaciekawiona popadia.

- Nie, to po prostu inny rodzaj aktorstwa, inne emploi. Ja mam głos i śpiewam - to się bardziej podoba publiczności, siostra ma głos słabszy - i gra w wodewilach.

- To tam też tak: kto popem, kto diakonem, a kto zakrystianinem służy?

- Dzielimy się zresztą wszystkim po połowie; od samego początku uzgodniłyśmy, żeby pieniądze dzielić po równo.

- Jak siostra z siostrą? Cóż lepszego, jeśli tak?

- A ileż to będzie, batiuszka, 6 tysięcy rubli, jak to na miesiące rozłożyć, ile tego wyjdzie?

- Po 500 rubelków miesięcznie, a jak rozdzielić na dwie osoby - po 250.

- Jaka góra pieniędzy! Nawet przez rok byśmy z dziećmi tego nie przejedli. A co to ja jeszcze chciałam... A to prawda, że do aktorek odnoszą się, jakby nie były zwykłymi kobietami?

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×