Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. V - Niedozwolone uciechy rodzinnego życia
Tekst 184 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-06
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń103

- Oczywiste, wam lepiej wiedzieć, co ze sobą robić, jeno my tu myśleli, że do nas wrócicie. Dom tu ciepły, obszerny - choć w gonionego po nim biegać; bardzo wygodnie go nieboszczka babunia urządziła! A znudziło się na salonie siedzieć - sanie zaprzężemy, latem zaś - do lasów na jagody, maliny, grzyby chadzać można!

- Tu u nas wselakie gzybki so: i rydzyki, i surojadki, i piecarki, i podgzybki, i maślacki, i kozaki, - kusząco wysepleniła bezzębna Afimiuszka.


Aniusia położyła łokcie na stół i starała się tego nie słuchać.


- Powiadała tu dziewka jedna, - niemiłosiernie parł dalej Fiedułycz, - ta, co to na służbie była w Petersburgu, tak ona nam mówiła, jakoby wszystkie aktorki miały bilety. Co miesiąc musiały w urzędzie ten bilet okazać!


Aniusię jakby płomień ogarnął: od rana *te* słowa wciąż słyszy!


- Fiedułycz! - wyrwało się jej z krzykiem. - Co ja wam zrobiłam! Sprawia wam przyjemność obrażanie mnie?!


Miała tego dość. Czuła, że się dusi, że jeszcze jedno słowo - i tego nie zniesie.



ROZDZIAŁ  V  -  NIEDOZWOLONE UCIECHY RODZINNEGO ŻYCIA



Pewnego razu, niezadługo do katastrofy z Pietieńką, goszcząca akurat w Gołowliowie Arina Pietrowna zauważyła, że Jewpraksiejuszka jakby nieco przytyła. Wychowana na praktykach pańszczyźnianych, kiedy to ciąża dziewek służebnych była przedmiotem drobiazgowych dociekań i traktowana nieledwie jako kolejne źródło przychodu (nowa *dusza* do roboty za darmo), starsza pani w tej sprawie miała oko tak wyczulone i bezbłędne, że wystarczyło jej zatrzymać wzrok na brzuchu kobiety, by ta, bez słowa i w poczuciu swej winy odwracała zapłonioną twarz.


- Ano, kochaneczko! spójrz-no ty na mnie! Ty jesteś brzemienna? - przesłuchiwała teraz kolejną zbłąkaną owieczkę staruszka, lecz w głosie jej nie było wymówki, przeciwnie, brzmiał żartobliwie, prawie wesoło, jakby powiało na nią starymi dobrymi czasami.


Jewpraksiejuszka ni to wstydliwie, ni to z zadowoleniem milczała, i tylko pod badawczym okiem Ariny Pietrowny coraz bardziej purpurowiały jej rumieńce.


- To-to-to! jeszcze wczoraj patrzę i widzę, że ty się, dziewczyno, kulisz! Chodzi taka sobie, trenem sukni wierci - jak to niewiniątko! Mnie jednak, bratku, trenami-ogonami nie zwiedziesz! Ja na kilometr te wasze sztuczki dziewicze wyczuwam! To od wiatru czy od czego ciebie nadęło? od kiedy to wiesz? Przyznaj się! mów!


Tu nastąpiło szczegółowe przesłuchanie i posypały się równie szczegółowe wyjaśnienia. Kiedy zauważyła pierwsze oznaki? czy już myślała o jakiejś babce do porodu? czy pan już wie o czekającej go radości? czy Jewpraksiejuszka dba o siebie i czy, boże broń, czego ciężkiego nie podnosi? itd. Okazało się, że to już 5. miesiąc, że babki-akuszerki póki co jeszcze nie ma; że choć meldowano o tym Porfiremu Władimiryczowi, ten jednak niczego nie powiedział, a tylko złożył dłonie do pacierza, poszeptał i na święty obraz popatrzył na znak, że to wszystko od boga jest dane, i to on, pan w niebiesiech, sam o wszystkim niech teraz pomyśli; wreszcie że Jewpraksiejuszka nie ustrzegła się kiedyś i podniosła pełen samowar i w tej samej chwili poczuła, że w środku jakby coś się w niej przewróciło.

- Widzę jednak, żeście tu wszyscy całkiem pogłupieli! - zafrasowała się Arina Pietrowna, wysłuchawszy tych zwierzeń. - Sama będę musiała tym się zająć! Patrzcie tylko: 5. miesiąc, a ci nawet babki zawczasu sobie nie przyszykowali! Choćbyś Ulituszce się pokazała, durnieńka ty moja!

- Ja chciałam pójść do niej, ale pan nie bardzo Ulitę...

- To są bzdury, kochaneczko, czyste bzdury! To, czy wobec pana Ulitka zawiniła czy nie - to całkiem inna sprawa! Tutaj taki przypadek - a ten, widzicie go! Czyż to całować się z nią musimy? No, nie! ani chybi sama będę się za to musiała zabrać!


Arina Pietrowna chciała z tego powodu się nieco posmucić, że to niby nawet teraz, na te swoje stare lata, takie krzyże musi dźwigać, ale obiekt rozmowy tak był zajmujący, że tylko cmoknęła ustami i ciągnęła dalej:


- Ano, miła moja, zzuj teraz tylko szybko te powijaki! Miło było hulać-gulać - spróbuj też to piwo, coś je nawarzyła, wypić! Spróbuj! spróbuj! Ja na ten przykład trzech synów i jedną córkę wychowałam, a i pięcioro innych maluśkich dzieciaczków na cmentarzu pochowałam - to chyba wiem, co i jak! Ot, gdzie te nasze chłopy u nas siedzą! - dorzuciła, wyschniętą piąstką uderzając się po karku.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×