Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - Ród Gołowliowych, rozdz. IV - Siostrzeniczka/21
Tekst 183 z 245 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-06-05
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń144

- Co to ja miałam powiedzieć... - rzekła tymczasem popadia, - jest w naszej parafii taka jedna dziewczyna, córka służącego z Łyszczewa, co była w Petersburgu pokojówką u jednej aktorki. *Dobre jest życie aktorek, powiada, tylko co miesiąc trzeba bilet*) swój przedłużać*... to prawda?


Aniusia patrzyła na nią okrągłymi oczami i nic nie rozumiała.


- To pewno dla lepszej swobody, - wyjaśnił batiuszka, - a zresztą myślę, że to jakieś bzdury. Przeciwnie, słyszałem, że wiele aktorek nawet pensje dostaje za swoją służbę.


Panienka przekonała się, że im dalej w las, tym więcej pogmatwania, więc zaczęła zdecydowanie się żegnać.


- A my myśleli, że teraz po śmierci Ariny Pietrowny z aktorek wyjdziecie? - kontynuowała swoje dociekania popadia.

- A to czemu?

- No, jednak, jesteście przecież szlachciankami. Swoje lata już macie, swój też majątek - czegóż chcieć więcej!

- No, i po wujaszku to wy Gołowliowo dziedziczycie, - dorzucił pop.

- Nie, nie będę tu mieszkać.

- A my na to tak liczyli! Ciągle pomiędzy sobą o tym żeśmy tylko gadali, że panienki nasze zamieszkają u siebie! A latem to u nas nawet pięknie: na grzyby, jagody, maliny do lasu tak miło chodzić! - kusiła popadia.

- Grzybów u nas bardzo dużo nawet w suche lata! - wtórował żonie batiuszka.


Wreszcie Aniusia odjechała. Po przybyciu do Pogoriełki pierwsze, co powiedziała, było:


- Zakładajcie nasze konie, tylko szybko!


Ale staruszek Fiedułycz w odpowiedzi na to tylko ramionami wzruszył.


- Jużci, *konie*! Nawet żreć jeszcze nie dostały! - burczał.

- A to dlaczegóż nareszcie! Ach, bożeż ty mój! czyście się dzisiaj wszyscy zmówili!

- A właśnie, że się zmówili. Jak tu się nie zmówić, kiedy każdy widzi, że po odwilży nocą jechać nie da rady. I tak w szczerym polu w lodach utkniecie - to już wedle naszego rozumu lepiej zostać w domu!


W dwóch pokojach babuni porządnie napalono. W sypialni przygotowano świeżą pościel, a na biurku sapał już samowar; sędziwa Afimiuszka ze starego babcinego puzdereczka wyskrobała resztki herbaty, jakie zostały po Arinie Pietrownej. Póki napój się zaparzał, Fiedułycz, skrzyżowawszy na suchej piersi ramiona, twarzą do panienki, trzymał się drzwi, a po jego obu stronach stały dojarka i jednooka Markowna w takich pozach, jakby miały na pierwszy tylko sygnał zwiać, dokąd oczy poniosą.


- Ta herbata to jeszcze babuni, - rozpoczął rozmowę stary rządca, - po nieboszczce jeszcze trochę zostało. Porfiry Władimirycz chcieli i pojemniczek po niej wywieźć, alem się nie zgodził. *Może panienki, mówię, przyjadą, herbatkę pić zechcą, zanim swoją własną kupią.* Ano, nic! jeszcze sobie pożartował: *Ty, gada do mnie, stary oszuście, sam wypijesz! pilnuj, powiada, żebyś to pudełeczko zaraz potem odwiózł do Gołowliowa!* Ino patrzeć, jak po nie jutro przyśle!

- Trzeba je było mu oddać.

- A po co oddawać, jak u niego i swojego dostatek. A tak na ostatku, to i my po was resztę sobie chętnie popijemy. A ot, co chciałem zapytać, panienko: wy nas wszystkich Porfiremu Władimiryczowi przekażecie czy jak?

- Nawet nie myślałam.

- A, to tak... Bo my to już chcieli się buntować. No, jeżeli nas oddadzą pod naczalstwo dziedzicowi Gołowliowa, to my wszyscy podamy papier o zwolnienie.

- Dlaczego to? czy wujek taki straszny?

- Nie bardzo straszny, ale morduje, słów nie żałujęcy. Słowami człeka zgnoić potrafi.


Aniusia nieznacznie uśmiechnęła się. Właśnie! gnój jakiś podsiąkał przez tyrady Judaszka! To nie było zwykłe ględzenie, a smrodliwe jakieś wybroczyny, które toczyły z siebie nieustanną zgniliznę.


- No, a wy co ze sobą, panienko, postanowiłyście robić? - ciągnął dalej swoje indagacje Fiedułycz.

- To znaczy jak? co takiego powinnam ze sobą *postanowić*? - nieco się zmieszała Aniusia, przeczuwając, że również i tutaj przyjdzie jej znosić przemowy o *dziewiczym skarbie*.


- A to, czy byście nie chcieli wyjść z aktorek?

- Nie... to jest, jeszcze o tym nie myślałam... A co w tym złego, że ja, tak jak umiem, sama na chleb swój zarabiam?

- Co w tym dobrego! po jarmarkach z bębnem się włóczyć! pijaków weselić! Toż wy - panienki!


Aniusia nic nie odrzekła, tylko brwi ściągnęła. W głowie stukało męczące pytanie: *Chryste wielki! kiedyż ja wreszcie stąd wyjadę!*


................................................

*) bilet swój przedłużać - prostytutki w tamtych czasach musiały się rejestrować na policji; każdego miesiąca były badane przez lekarza i w ten sposób *przedłużały swój bilet*; Aniusia z siostrą były prowincjonalnymi aktorkami, lecz prosty lud wiedział swoje

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×