Przejdź do komentarzyO pewnej książce, która się 'wyda'
Tekst 12 z 13 ze zbioru: Moja etażerka
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2019-07-06
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń301

O pewnej książce, która się „wyda”: „NIEZAPOMNIANI, czyli historia pokoleń jednej rodziny” pióra Anny Gallas-Dropińskiej spisana w latach 2009-2018


Czy koncepcja dzieła oryginalna? I tak, i nie. Rodzinna saga dwóch rodów: Gallasów oraz Bularskich opowiedziana przez Ich potomkinię Annę: artystę malarza, byłego samorządowca, społeczną działaczkę nie jest pierwszą tego gatunku publikacją, niemniej: jest ona ze wszech miar inna, a nawet w wielu sekwencjach – odkrywcza!


Autorka, nieodrodne dziecko swoich Przodków włożyła w tę pracę całą siebie. Rozumiem, ponieważ oglądając Jej obrazy, nietrudno – przynajmniej dla mnie – patrzyć na (nie)rzeczywistość oczami Twórczyni, pokiwać głową nad cyklicznością ludzkich losów, wreszcie prawdą o nas samych, o ile rzeczywiście zechcemy stanąć przed sobą w tej prawdzie bezlitosnej.


I tak na przykład, zdaniem dr. Tadeusza Filara, Dyrektora Muzeum Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie:


„Historyk pochylając się nad monografią Anny Gallas-Dropińskiej ma poczucie wielowymiarowego kontaktu z Przeszłością, która poprzez narrację łączącą słowo i wizualność – fotografie, ryciny, różnorodne dokumenty, staje się bardzo obecna – niemal na wyciągnięcie dłoni.(…) W moim głębokim przekonaniu liczące kilkaset stron dzieło wpisuje się w tradycję polskiej narracji historycznej, którą profesor Henryk Barycz określił kiedyś mianem tzw. szkoły angielskiej. Ta dawniejsza szkoła pisarstwa historycznego – powracająca do łask współczesnych historyków oraz serc i umysłów czytelników łączy naukowy tok przekazu wiedzy o przeszłości z literaturą piękną.(…) Język, jakim posługuje się autorka jest niezwykle żywy, bogaty, pełen barw i odcieni. Autorka kreuje przy jego pomocy opowieść niezwykle sugestywną o swoich przodkach na przestrzeni kilku stuleci, którzy wpisali się nie tylko w dzieje Krakowa i Polski, mając niekiedy udział w ważnych wydarzeniach tzw. „wielkiej historii”, ale i w dziejach Europy.(…) Dzieło (…) ukończone (…) w roku stulecia odzyskania przez Polskę Niepodległości – łączy w swej istocie „historię wielką” z historią rodzinną, ukazując – jak wielkie możliwości taki splot niezwykły z sobą niesie. Ta monografia – to w moim odczuciu dzieło potencjalnie filmowe – jestem sobie w stanie wyobrazić, że utalentowany reżyser, korzystając z niego, miałby znakomity punkt wyjścia do stworzenia pasjonującego serialu historycznego.(…)”


Prawda, sami przecież kształtujemy panoramę zdarzeń, tak jak dawno, dawno temu wielce elegijnie skonstatował Kazimierz Brodziński:


„Na piasku piszem rachuby z nadzieją,

Przyszłego domku rysy oznaczamy,

A wiatry losów wiedzione koleją,

Wpadają na nas, nie znające tamy

I mogiłami wszystko nam zawieją”,


Oj, zawieją, zawieją, bo i Autorka monografii w swoim przedsłowiu również odwołała się do owego sypkiego tworzywa, kiedy konkludowała na modłę mędrca Koheleta:


„W dalekim Tybecie buddyjscy lamowie nabierają w dłoń kolorowy piasek i usypują na ziemi subtelne linie kolistych mandali. Powstaje pełen symboli obraz.

Lecz jego żywot skazany jest na ulotność. Nim ludzkie oko nacieszy się i rozsmakuje w wyszukanej estetyce wzoru, w harmonii barw, nim umysł zidentyfikuje sens figur - lama maleńką miotełką unicestwia efekt wielogodzinnej pracy.”


Wszak wszystkie – jakże wyraziste - konterfekty pokoleń, genialnie wychwycone przez Marka Rostworowskiego w jego „Polaków portrecie własnym” (1979) już wcześniej pozwoliły stworzyć możliwość przypatrzenia się w perspektywie długich wieków sobie samym. Albowiem o ile przez ówczesny ustrój byliśmy traktowani niby ci „znikąd”, tak dzięki temu – „muzealnemu i narodowemu” świadectwu – staliśmy się kimś oraz skądś; na dodatek o niepodziurawionej proweniencji.


Analogiczną przeszłość, niczym z ekspozycji dr. Marka Rostworowskiego, ludzie, mają aktualnie opisane rody: istna, sięgająca korzeniami w cudzoziemskość, kapsułka polskości we wszelkiego rodzaju pokrewieństwach, powinowactwach oraz ideowej służby – poprzez Honor – Bogu i Ojczyźnie aż po dziś.


I w tym konkretnym przypadku akurat antenaci Ojca Autorki – śp. Pana Henryka Ryszarda Kazimierza Gallasa – bardziej byli mobilni niż rodzina Matki, dzięki czemu stworzyli misterną plecionkę wielu nacji w swoich wcześniejszych parantelach. Z kolei familia Mamy – Zofii Józefy z Bularskich Gallasowej jest typowo polską rodziną o charakterystycznych dla naszej narodowości zastępowalności pokoleń, które teraz dzięki zachowanym archiwaliom świadczą o Ich wrodzonym umiłowaniu Ojczyzny.


Pani Anna, w przeciwieństwie do jednej ze swych krewnych skrzętnie gromadzi wszystko, co jest konieczne do odtworzenia rodzinnej genealogii. Nie zdziwiłabym się więc, gdyby dodatkowo były nimi scukrzone i skamieniałe pomadki, pogięte bombonierki, nadszczerbione flakoniki po wszelkich płynnych zawartościach, puzderka, kasetki, srebrne widelce z powyłamywanymi zębami, dziurawe koronki od damskich dessusów lub insze bilety, karnety bądź nie do końca zidentyfikowane gadżety.


A czyni tak dlatego, ponieważ wierna słowom Marszałka Józefa Piłsudskiego, stale oraz wciąż akcentuje, iż:


„Kto nie szanuje i nie ceni swojej przeszłości, ten nie jest godzien szacunku i teraźniejszości, ani nie ma prawa do przyszłości...”


Pani Anna zatem bardzo szanuje, w związku z czym jeszcze długa – po łamiących resory, wertepach – przed Nią droga zanim ta Jej benedyktyńska praca przybierze formę drukowanej książki.

Pięknej zresztą książki: zaopatrzonej we wszelkie najbardziej fantastyczne ikonograficzne przyczynki, czego teraz ja – czytelniczka nadesłanego mi pliku PDF - z całego serca życzę.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×