Przejdź do komentarzyPoetycka biografia jak szkatułkowy romans. Wokół opowieści Krystyny Szayny-Dec
Tekst 13 z 13 ze zbioru: Moja etażerka
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaartykuł / esej
Data dodania2019-07-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń141

Jedno warte drugiego: Krysia Decowa i Jej Bohater - Harro Harring (1798-1870) z jednoczesnym zaczepieniem o germanistyczne wątki z Uniwersytetu Jagiellońskiego i odniesieniami do podkarpackiej małej ojczyzny Autorki w jej na poły szalonej biografii o wspomnianym Twórcy.


Harro Harring patrzy: oczywiście z okładki poświęconej mu publikacji pt.: „Najgroźniejszy agitator sprawy polskiej - Awanturniczy żywot H... H... Kazimirowicza, poety, bojownika o wolność, Polaka z wyboru” (Wydawnictwo „Biały Kruk”, Kraków 2018), gdzie upozowany na rewolucjonistę, bowiem uzbrojony w sztylety i pistolet, w kapeluszu kalabryjskim na (symbolicznie) dymiącej głowie oraz okutany kraciastą peleryną nader groźnie i majestatycznie prezentuje się na dagerotypie wykonanym w Hamburgu, zaraz po swoim - jak zawsze - spektakularnym powrocie (tym razem z Ameryki) na elektryzującą go wieść o wybuchu Wiosny Ludów.


Urodził się Harring w 1798 roku w należącym wtedy do Danii Szlezwiku-Holsztynie jako jeden z siedmiu synów Harro Wilhelma Martensa i Margarethe Dorothei z domu Sievers, w rodzinie protestanckiej. Studiował malarstwo, ale studiów nie ukończył, bo szybko wciągnęła go działalność rewolucyjna. Mocno zaangażowany w popularne w owym czasie w Niemczech demokratyczne organizacje studenckie, w 1821 r. wyjechał do Grecji, by tam w charakterze ochotnika uczestniczyć w niepodległościowym antytureckim zrywie.


Równocześnie w jego artystycznej twórczości malarstwo podmieniła literatura, zaś jego utwory zaczęły zyskiwać coraz większą popularność nie tylko w Niemczech.


Pod wpływem uczucia do młodej polskiej arystokratki, Harring nader sprytnie udając hrabiego, w 1828 roku przyjechał do Warszawy, by zaciągnąć się do pułku lansjerów gwardii Wielkiego Księcia Konstantego.

Jednak podczas żołnierskiej służby poznał aż nadto dobrze realia panujące w podległym Rosji Królestwie Polskim. Miłość do Ludmiły oraz graniczące z przeczuleniem wyczulenie na wszelkiego rodzaju opresje sprawiły, iż Harring szybko zbliżył się do polskich wojskowych, stając się niezłomnym orędownikiem ich zniewolonej Ojczyzny. Mimo tego, że był on cudzoziemcem, to został wtajemniczony w plany wybuchu przyszłego powstania (Listopadowego). Oczywiście służby carskie (jak zawsze wszechwiedzące) nie omieszkały wykorzystać zaangażowania młodego oficera po to, aby go namówić do działalności szpiegowskiej. Harring oczywiście tę propozycję odrzucił, po czym tak szybko, jak było to możliwe, z Warszawy uciekł i od tego momentu już przez całe życie wręcz obsesyjnie propagował ideę niepodległości Polski przybrawszy nawet polskie nazwisko „Kazimirowicz”. Te własne polskie przeżycia opisał w książkach: „Pamiętnik o Polsce pod rosyjskim panowaniem, Wspomnienia z Warszawy” i trzytomowej powieści „Polak”.

.

Książki te zyskały wprawdzie rozgłos, lecz równocześnie ściągnęły na ich autora nienawiść rosyjskich władz, które wydały za nim obowiązujący do końca życia Harringa gończy list.

Po ucieczce z Warszawy, Harring poświęcił się też walce z tłumiącym wszelkie wolnościowe i liberalne ruchy systemem metternichowskim, biorąc udział w rozmaitych demokratycznych wystąpieniach w Niemczech. Razem z polskimi emigrantami przygotowywał wybuch antyrojalistycznego powstania we Frankfurcie; ponadto uczestniczył w nieudanej niemiecko-włosko-polskiej rewolucyjnej wyprawie do Sabaudii oraz związał z Młodą Europą Giuseppe Mazziniego.


Ścigany, aresztowany i wyrzucany z kolejnych krajów, przemieszczał się po kontynencie, wszędzie szukając miejsca i możliwości do zaplanowanego działania. Prócz Niemiec odwiedził Szwajcarię, Włochy, Francję, Belgię, Wielką Brytanię, Danię i Norwegię. Wyjechał do Ameryki Południowej, aby się przyjrzeć warunkom życia tamtejszych niewolników. Na wieść o Wiośnie Ludów, wrócił natychmiast do Europy. Właśnie wtedy m. in. wygłosił słynną wiecową mowę w północnofryzyjskim mieście Bredstedt oraz aktywnie protestował przeciw włączeniu Szlezwika-Holsztynu do Prus.


Jednocześnie stale oraz wciąż przypominał o niezabliźnionej sprawie polskiej niepodległości, tak iż na jego rewolucyjną aktywność zwrócił swą uwagę Karol Marks poświęciwszy mu obszerny krytyczno-paszkwilancki tekst. Harring bowiem z wielką niechęcią odnosił się do komunizmu, uważając go i za utopijny, i wyjątkowo destrukcyjny wobec ludzkiej jednostki.


Harring opublikował około stu tomów różnogatunkowych dzieł, w rym: wierszy, dramatów, opowiadań, powieści, esejów, artykułów, polemicznych tekstów, przy czym z jednej strony twórczość ta zyskała mu duże uznanie, z drugiej finansowe perturbacje, ponieważ musiał on nieustannie zabiegać o możliwość publikacji, tym bardziej, że przez dłuższą część życia znosił uporczywą biedę. Ostatnie lata życia spędził w zapomnieniu na dobrowolnym wygnaniu na angielskiej wyspie Jersey, cały czas zmagając się z nieodstępującym go wielkim ubóstwem i manią prześladowczą.


15 maja 1870 r. popełnił samobójstwo, wbijając sobie sztylet w serce. W jego pogrzebie na cmentarzu w Sion na Jersey wzięli udział liczni polscy emigranci, towarzysze rewolucyjnych zmagań z dawnych lat. Mowa pogrzebowa została wygłoszona w języku polskim oraz francuskim.


I na tym w zasadzie powinno się zakończyć niniejsze dywagacje pt. „biogram zasłużonego dla sprawy polskiej cudzoziemca”, w tym jednak przypadku owa - w przeciwieństwie do innych podobnego rodzaju publikacji - (prze)analizowana pozycja przypomina swoją strukturą najprawdziwszy szkatułkowy - może nie tyle w dosłownym znaczeniu - romans, co pasjansowy wątek.


Autorka pracy wykonała wręcz misternie-mrówczą robótkę tylko po to, żeby móc wzbudzić dla swojego Bohatera sympatię czytelnika czy nawet go przekonać, iż honor posiada większą niż oportunizm, cenę a romantyka szpady umaczanej w krwi utoczonej z serdecznego palca lewej ręki potrafi upiększyć tę zgrzebno-przaśną codzienność nawet wtedy, gdy emfatyczne wersy niemieckojęzycznego Fryzyjczyka brzmią w chwili obecnej pretensjonalnie.


Dlatego teraz zastanawiam się, czy aby tamta bezkompromisowość pana Harro Harringa Kazimirowicza zaakceptowałaby w roku jego tragicznej śmierci (1870) „naszą słodką Galicję” w pięknie rozkwitającej autonomii, kiedy u samych jej podstaw legła złowieszcza postać „policjanta Europy” księcia Klemensa von Metternicha? Galicja, dodaję, nie tylko pradziadków Autorki biografii, lecz również moja.


Piszę o tym także dlatego, gdyż nie kto inny, ale właśnie owa „Felix Austria” wydała niejako milczącą zgodę na profetyczny wymarsz z krakowskich Oleandrów Pierwszej Kadrowej i równocześnie ta sama „habsburska Atlantyda” była chrzestną matką rodzenia się ukraińskiego nacjonalizmu na terenach dawnej Małopolski Wschodniej.


I co powiedziałby na to sam Harro Harring? Zapewne obciążyłby - nie bez powodu - Rosję i wcale by to nie było zdanie odosobnione, gdyż o tym samym zjawisku wyjątkowo dobitnie pisał w swoich Pamiętnikach (druk: 1951, 1957) pochodzący z okolic rodzimego Jasła K. Szayny-Dec - Kazimierz Chłędowski (1843-1920): literat, badacz i historyk, popularyzator kultury włoskiej, działacz państwowy, powołany do ministerstwa dla spraw Galicji w Wiedniu, gdzie pełnił funkcję sekretarza, następnie szefa biura, a od 1899 ministra monarchii w gabinecie Clary’ego i Witteka w c. k. Austrii.


Znając wszak Harro Harringa, to on by od razu nam przypomniał wspomnianego Metternicha Niezdartego, niszczycielskiego demona dążącego do samostanowienia narodu polskiego płacącego cenę nowego europejskiego porządku. Albowiem ani w Polsce, ani w opinii Harringa polityka Metternicha nie kojarzy się ze szczęśliwą Austrią, ani z czasem pokoju, jaki mimo różnych incydentów, na kilkadziesiąt lat zapanował w Europie. Jest przede wszystkim synonimem bezwzględnego traktowania narodowych aspiracji i historycznych tradycji. Z makiawelizmem rzezi galicyjskiej na czele, wobec czego umierający na wyspie Jersey Harring, przypuszczalnie tego galicyjsko-małopolskiego Podkarpacia, skąd pochodzi Autorka jego biografii, raczej by nie widział jako swojego (spokojnego) miejsca na ziemi. Mimo spoglądającego nań życzliwie ze swojego portretu miłościwie panującego cesarza Franciszka Józefa.


Dr Krystyna Szayna-Dec nie bez powodu zabrała się za przybliżanie polskim odbiorcom tej mało komu znanej postaci, z której nazwiskiem zetknęła się po raz pierwszy w niewielkiej publikacji Karla Dedeciusa: „Polacy i Niemcy. Posłannictwo książek” (Kraków 1973), gdzie Harring wymieniony jest wśród szeregu niemieckich polonofilów z okresu Powstania Listopadowego. Dla osób interesujących się wspomnianą tematyką wielce intrygujące mogą się wydać jego pełne emocji oraz emfazy pieśni o Polsce i Polakach wydane w zbiorze Stanisława Leonharda „Polskie pieśni niemieckich poetów” (Polenlieder, Lwów 1911).


Niemniej: już więcej informacji na temat samego Harringa się nie uświadczyło. Dziwne?


Dopiero wielokrotne pobyty K. Szayny-Dec w rodzinnych stronach jej „badawczego podmiotu” wraz z pogłębieniem znajomości całej jego, niebłahej, twórczości, spowodowały a jednocześnie umożliwiły projekcję osoby Harringa: nader płodnego artysty słowa, obrazu oraz czynu. Buntownika i bojownika o ludzką godność, przede wszystkim w osobach uciśnionych lub nawet zniewolonych, a których szczególnie dramatycznym uosobieniem byli wówczas Polacy.

Polacy natomiast? Zwłaszcza ci, z roku 1870 i później, cóż by temu panu powiedzieli, jeżeli przyjmiemy za aksjomat słowa Stanisława Wyspiańskiego:


„Niech na całym świecie wojna,

byle polska wieś zaciszna,

byle polska wieś spokojna.”


to samobójcza śmierć stukniętego (i to dobrze) Poety nazywanego najgroźniejszym agitatorem sprawy polskiej mało kogo by wzruszyła (o ile w ogóle by wzruszyła) kiedy na horyzoncie malowniczej Galicji spokojnie sobie leżały krajobrazy mniejszej oraz większej stabilizacji, której opisać raczej nie sposób, ale wyłącznie w owym błogostanie można by trwać... i trwać...


Wystarczy przecież poczytać rękopiśmienne oraz drukowane wspomnienia, odtworzyć opowieści (Pra)dziadków, nawet Rodziców, krewnych bądź innych pociotków, obejrzeć zachowane i dochowane bibeloty, fotografie, resztki biżuterii, wówczas usprawiedliwionym stanie się tzw. desinteressement analizowanym Harro Harringiem, znaczy „kim, czym”?


Wszak Harro Harring do swojego umiłowanego kraju z wyboru powrócił; wrócił dzięki genom Autorki jego biografii, ponieważ podkarpacka Rodzina dr Krystyny Szayny-Dec była (oraz jest) podskórnie / podświadomie - nie tylko lokalnie - patriotyczna. Z piękną rodzinną kartą służby Ojczyźnie.


Germanistka, dr Krystyna Szayna-Dec jest absolwentką UJ - jak jej matka - absolwentka Wydziału Filozoficznego (filologia klasyczna). Uniwersytet Jagielloński i naukowe środowisko Krakowa dogłębnie ukształtowały obie panie; analogicznie ukształtował osobowość ojca twórczyni biografii Uniwersytet im. Jana Kazimierza we Lwowie, na którym pan profesor z jasielskiego Liceum im. Stanisława Leszczyńskiego ukończył studia matematyki, fizyki i chemii.


Autorka książki o H. Harringu pochodzi z Jasła, w którym mieszka; miasta w 98 % zniszczonego przez Niemców, miasta męczeńskiego, miasta niezwykle dla polskiej nauki i kultury zasłużonego, ponieważ duchowo oraz intelektualnie - niepodległego. Identycznie do innych galicyjskich miejscowości, stąd zatem owo retoryczne od autorki eseju pytanie do cieniów pana Harringa o jego w tej materii subiektywną opinię.


I tu mimo woli nasuwa się pewna dygresja: założone jasielskie Liceum jest rozszerzeniem oraz kontynuację działalności innych szkół w Małopolsce niczym słynne, założone przez O.O. Pijarów Collegium Ressoviae (1658) natomiast siedemdziesiąt lat wcześniej powołane uchwałą założycielską w 1588 roku przez senat Akademii Krakowskiej Collegium Nowodworskiego.

W związku z czym w momencie, kiedy nastał czas luzowania gorsetu duszącego polskość, to właśnie akurat w austriackim zaborze zelżała opresyjność okupanta, gdzie poza politycznym zmniejszeniem rygoru dodano autonomiczne przywileje, zaś wśród nich wprowadzenie języka polskiego do szkół. Ta - względnie - korzystna sytuacja trwała aż do czasu odzyskania przez Polskę niepodległości i umożliwiła jej odzyskanie właśnie najpierw w zaborze austriackim.

Lecz wcześniej powstało w Jaśle Gimnazjum - 150 lat temu! Na dwa lata przed tragiczną śmiercią Bohatera biografii K. Szayny-Dec - Harro Harringa Kazimirowicza.


Imię Króla Stanisława Leszczyńskiego nadano szkole już w wolnej Polsce, w roku 1919:


„Bogu na chwałę a Ojczyźnie na pożytek” - tymi słowami zainaugurował działanie nowo powstałej szkoły namiestnik cesarza Franciszka Józefa, hrabia Kazimierz Badeni (1846-1909) - z wielkim zaangażowaniem oddany sprawie polskiej.


A nasz (lecz przede wszystkim eksploratorki jego romantyczno-awanturniczego żywota?) nieprzejednany, spalający się wewnętrznym żarem niemieckojęzyczny Duńczyk - poeta, wielki polski patriota, który w 1836 roku w opublikowanym wówczas wierszu zatytułowanym „Dziesięć przykazań wolności” pisał:


„W każdym momencie masz być gotów umrzeć,

Gotów masz być, gdy całopalna ofiara cię wezwie,

I w czyste twe serce sam wbić stal,

Z krwawego grobu wolności kwiat wyrośnie.” [tłum. Krystyna Szayna-Dec]


jakby się do naszej zagmatwanej rzeczywistości ustosunkował? Zarówno w autonomicznej Galicji o bardzo wysokim poziomie nauczania we wszystkich - bez wyjątku - prowincjonalnych gimnazjach, w których uczono umiłowania utraconej Ojczyzny głównie poprzez nacisk na literaturę polskiego romantyzmu, jak obecnie, po „transformacji”? Polska w Europie ojczyzn, czy Polska w eurokołchozie? Z jaką - wyłącznie jej, Polsce - przypisaną melodią: „Odą do radości” z IX Symfonii Ludwiga van Beethovena czy „Marszem żałobnym” III części sonaty fortepianowej b-moll Fryderyka Chopina? Bo ja wybieram muzykę Wojciecha Kilara.


.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×