Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. VII Bilans - i wypłata/5
Tekst 219 z 240 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-12
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń75

I rzeczywiście, przyjechawszy do Samowarnowa, Aniusia zastała siostrę pośród stosunkowo wystawnego zbytku - i, niestety, lekkomyślnie zdecydowaną, by porzucić sceniczne deski. W chwili przyjazdu był akurat w jej mieszkaniu także jej *przyjaciel*, działacz ziemski, Gawryła Stiepanycz Lilulkin. Był to dymisjonowany huzar, sztabs-rotmistrz, jeszcze niedawno bel homme i bon vivant*), dzisiaj jednak już nieco tęgawy. Twarz miał szlachetną, szlachetne maniery, nawet sposób myślenia szlachetny, jednak, wszystko to razem wziąwszy, wzbudzało dziwną pewność, że taki ktoś wcale nie będzie przed kasą ziemską uciekał.


Liubusia przyjęła siostrę z otwartymi ramionami, uściskała ją i powiadomiła, że w jej gniazdku już przygotowano także dla niej pokój. Pod wpływem wszak niedawnej wizyty *u siebie* w Pogoriełce, Aniusia rozgniewała się. Między dziewczętami wynikł gorący spór, potem zaś nastąpiło rozstanie. *Piękna Helena* przy tym mimowiednie przypomniała sobie, jak wopliński batiuszka mówił, że w zawodzie aktorki trudno zachować *skarb* dziewiczy.


Zamieszkała w hotelu i zerwała wszelkie kontakty z Liubusią. Minął jakiś czas; spektakle wznowiono na świętego Fomę, i Aniusia dowiedziała się wówczas, że za siostrę grać będzie wypisana z Kazania panna Nalimowa, aktorka może kiepska, lecz za to zupełnie bez zahamowań co do prowokacyjnego na scenie poruszania się. Jak zawsze w *Pericoli* Aniusia wyszła przed widownię i obywateli samowarnowskich wprawiła w zachwyt. Wróciwszy po spektaklu do hotelu, znalazła w swym numerze pakiecik, w którym, jak się okazało, był 100-rublowy banknot i króciutki liścik: *A w razie czego jeszcze tyle samo. Kupiec, handlujoncy modnym towarem, Kukiszew*. Aniusia rozzłościła się i poszła do gospodarza hotelu na skargę, lecz ten powiadomił ją, że pan ten ma już taki *obyczaj*, iż pozdrawia wszystkie przyjezdne aktorki, a zresztą jest to człowiek spokojny, i nie trzeba się obrażać. Postępując w zgodzie z tą ostatnią radą, zapieczętowała w kopercie i ten dziwaczny list, i pieniądze i, zwróciwszy nadawcy następnego dnia wszystko jak należy, uspokoiła się.


Kukiszew wszakże okazał się bardziej uparty, niżby to wynikało ze słów właściciela hotelu. Uważał się za jednego z przyjaciół Liulkina i był w koleżeńskich stosunkach z Liubusią - i, jako człek majętny, miał najdogodniejsze warunki dostępu do kasy miejskiej. A przy tym, podobnie jak Liulkin, był nieustraszony.


Z punktu widzenia hotelowo-noclegowego powierzchowność miał czarującą, to znaczy przypominał tego żuka, jakiego w polu - wedle słów znanej pieśni - zamiast jagódek znalazła Masza:


Żuka czarnego z wąsikami,

Z rozczochraną główką,

Z czarnoburymi brewkami -

Będzie cudną mą połówką!


Uzbroiwszy się w taką aparycję, miał chyba prawo odważyć się na podobne zakusy tym bardziej, że Liubusia wyraźnie obiecała mu swoje poparcie.


Ta ostatnia w ogóle jak widać definitywnie spaliła za sobą wszelkie mosty, i zaczęły chodzić po mieście o niej słuchy, dla siostrzanej miłości własnej bardzo nieprzyjemne. Rozpowiadano, że każdego wieczoru zbiera się u niej hulaszcza wataha, która biesiaduje do białego rana, że Liubusia w tej kompanii wiedzie prym i przebrana *za Cygankę*, na wpół naga (przy czym Liulkin, zwracając się do pijanych przyjaciół, wołał: patrzcie! co za pierś!), z rozpuszczonymi włosami i gitarą śpiewa:


Ach, jakżeż było wtedy rozkosznie

Z miłym mym wąsaczem przy sośnie!


Aniusia słuchała wszystkich tych plotek i rewelacji i irytowała się okropnie. I co ją przede wszystkim bulwersowało - to to, że Liubusia śpiewa ten romans o żuku na cygańską manierę ponoć kapka w kapkę jak sama moskiewska Matriosza! Zawsze oddawała siostrze pełną sprawiedliwość, i gdyby, na ten przykład, powiedziano, że ta w sposób *niepowtarzalny* śpiewa swawolne kuplety z *Pułkownika starej daty*, to, rozumie się, przyjęłaby to całkiem naturalnie i chętnie by temu dała wiarę. Zresztą nie można było nie wierzyć, bo tak kurska, jak tambowska i penzneńska publiczność do dzisiaj pamięta, z jaką naiwnością nie do podrobienia Liubusia swoim maluteńkim głosikiem obwieszczała swe pragnienie *być pod-pułkownikiem*... Lecz żeby miała śpiewać jak Cyganka tak, jak to robiła Matriosza - o, nie! wybaczcie! Toż to wierutne łgarstwo! Co innego ona, Aniusia! ona MOŻE tak śpiewać - bez cienia wątpliwości. To jej gatunek sceniczny, jej emploi, i cały Kursk, który ją widział w montażu *Rosyjskie romanse w osobach* chętnie to poświadczy, że ona - MOŻE.


.......................................................

*) bel homme i bon vivant - z franc. przystojniak, pięknoduch, szaławiła i zabawowicz

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×