Przejdź do komentarzyM. Sałtykow-Ssiedrin - rozdz. VII Bilans - i wypłata/4
Tekst 218 z 230 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2019-07-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń32

Tak minęło to pierwsze po długim czasie rodzinne spotkanie. Z jego końcem Aniusia weszła na nową ścieżkę w tym samym wstrętnym Gołowliowie, z którego już dwakroć w swym krótkim życiu panienki tak bardzo w ten świat szeroki się wyrywała.



....................................................................................................................................................................



Aniusia zaczęła staczać się szybko. Świadomość obudzona przez przyjazd do Gołowliowa po śmierci Ariny Pietrowny, poczucie, że jest `dworzanką`, że ma swoje rodowe gniazdo i swoje mogiły, że nie wszystko w jej życiu kończy się na smrodzie i gwałcie w hotelach i noclegowniach, wreszcie że ma przecież swój własny dach, gdzie nie dopadną jej podłe oddechy, zarażone oparami wina i koniuszni, dokąd nigdy nie wedrze się *ten wąsaty* z zachrypłym z przepicia głosem i zaognionymi od tytoniu oczyma (ach! co on jej mówił! jakie gesty w jej obecności okazywał!) - świadomość ta ulotniła się prawie natychmiast, jak tylko z jej horyzontu zniknęło Gołowliowo.


Wyjechała wtedy prosto do Moskwy i rozpoczęła starania, by razem z siostrą przyjęto je na państwowe sceny. W tym celu zwracała się również do swojej maman, dyrektorki pensji dla szlachetnie urodzonych dziewcząt, w której obie z Liubusią się wychowywały, oraz do niektórych ustosunkowanych koleżanek z tamtych czasów. Wszędzie jednak przyjmowano ją jakoś dziwacznie. Maman, która z początku odniosła się do niej dość przychylnie, gdy tylko usłyszała, że gra wraz z siostrą w teatrze objazdowym, raptem zmieniła wyraz twarzy na ważny i surowy, a przyjaciółki, w większości już mężatki, spojrzały na nią z tak otwartym zdumieniem, że najzwyczajniej w świecie stchórzyła. Jedna tylko z nich, bardziej od reszty poczciwa, chcąc wykazać się swym przejęciem, zapytała:


- A powiedz, no, duszko, czy to prawda, że jak wy tam przebieracie się w tych waszych garderobach, to oficerowie sznurują wam gorsety?


Słowem, jej próby zaczepienia się na stałe w Moskwie pozostały jedynie próbami. Koniecznie zresztą powiedzieć tutaj trzeba, że tak po prawdzie to nie miała żadnych porządnych zadatków na to, by liczyć na sukces na scenach stołecznych. I ona, i jej siostra należały do tych przebojowych, lecz niezbyt utalentowanych aktorek, które przez cały czas grają jedną i tę samą rolę: Aniusi udała się *Pericola*, Liubusi - *Oczęta Aniutki* i *Pułkownik starej daty*. I w rezultacie, za co by się nie brały - wszędzie wychodziły same Pericole i Aniutki, a w większości przypadków i całkiem nic nie wychodziło. Aniusia kiedyś musiała grać nawet *Piękną Helenę* (w związku z rodzajem pracy nawet często). Nakładała wtedy na swe popielate włosy ognistorudą perukę, robiła w tunice głębokie wycięcie do samego pępka, przy tym wszystkim jednak na deskach wypadało to szaro, bez życia, nawet nie cynicznie. Od *Heleny* przeszła więc do *Urywków z hercogini Herolstein*, i ponieważ do bezbarwnej jej gry doszła jeszcze zupełnie bezsensowna reżyseria, to efekt okazał się całkiem głupi. W końcu zabrała się za rolę Cleretty w *Córze rynku*, lecz tutaj, starając się zelektryzować męską widownię, tak przedobrzyła, że nawet niewymagającej publiczności prowincjonalnej wydawało się, że po deskach miota się nie aktorka, pragnąca *przypodobać się*, a wręcz jakaś dziewka. Tak w ogóle o Aniusi ugruntowała się reputacja, że jest to dziewczyna zręczna, posiadająca wcale niezły głos, a że miała piękną powierzchowność, to w jakiejś tam Głuchej Dolnej mogła nawet zbierać laury. I to wszystko. Nie mogła sprawić, by o niej głośno mówiono, nie miała również żadnego emploi. Nawet pośród niewyrobionej widowni na jej fanów składali się wyłącznie przedstawiciele wszelkiego rodzaju wojsk, których głównym dążeniem i pretensją było posiadać swobodę wejścia za kulisy. W stolicy od biedy byłaby do przyjęcia nie inaczej, jak tylko na zasadzie *na siłę upchniętej* dzięki bardzo wielkiej protekcji, lecz przy tym wszystkim u moskiewskiej publiczności z pewnością zasłużyłaby co najwyżej na wątpliwej sławy przezwisko *arfistki*.


Przyszło jej zatem wracać na prowincję. W Moskwie otrzymała od Liubusi list, z którego dowiedziała się, że ich trupa wędrowna opuściła Kriecietow i udała się na nowe koczowisko do miasta gubernialnego Samowarnowa, z czego ona, Liubusia, jest bardzo rada, gdyż zaprzyjaźniła się tam z pewnym samowarnowskim działaczem ziemskim, który tak zapałał do niej afektem, że *gotów nawet pieniądze z kasy kraść*, byleby spełnić wszystko, czego tylko ta zapragnie.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×