Przejdź do komentarzyPiękno zaklęte w grzybach
Tekst 21 z 33 ze zbioru: Co w przyrodzie piszczy
Autor
Gatunekporadnik
Formaproza
Data dodania2019-07-21
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń250

Piękno zaklęte w grzybach


Grzyby nie należą do roślin. Niegdyś należały. Jednak w miarę rozwoju badań, zostały wyodrębnione w przyrodzie i mają swoje własne królestwo. Królestwo grzybów (fungi). Są organizmami żywymi, ale przez wiele lat były niesłusznie umieszczone w królestwie roślin. Po wieloletnich badaniach naukowcy doszli do wniosku, że grzyby, bardziej niż do roślin, podobne są do zwierząt, mimo że zdecydowanie się od nich różnią. Dziwna to teza, ale naukowcy rzeczywiście taką stawiają.

Królestwo grzybów, obok roślin i zwierząt, stanowią trzeci szlak w rozwoju organizmów eukariotycznych. Są organizmami cudzożywnymi. Nie potrafią, tak jak rośliny, same syntetyzować związków organicznych z substancji nieorganicznych. Dla swojego rozwoju potrzebują gotowych substancji odżywczych. Pobierają je z materii organicznej wytwarzanej przez rośliny albo zwierzęta.





Grzyby, jakie widzimy, są tylko częścią tego organizmu. Są jego owocem. Owocem, jaki się rodzi w niewidocznej dla naszego oka grzybni, która z kolei składa się z sieci maleńkich włókien zwanymi strzępkami. Grzybnie są przeważnie schowane w glebie, ale także w drewnie, albo w innych źródłach pożywienia. Zajmują różne powierzchnie. Od paru milimetrów po wiele hektarów. O tym, czy w danym miejscu rozwija się grzybnia, dowiadujemy się dopiero wtedy, kiedy wytworzy ona owocniki, czyli widoczną dla naszego oka część grzyba. Odżywiają się przez wchłanianie substancji uwalnianych z podłoża, w którym żyją. Czyli z gleby, z drewna, a także z innych źródeł pożywienia. Są użyteczne, albo i nie. Są jadalne, albo trujące. Ale wszystkie potrafią zachwycić swoją barwą, fakturą, kształtem… swoją niezwykłością, swoim pięknem. I to bez retuszu.


***


Nadchodzi czas na grzyby. I to w formie grzybobrania, jak i w formie podziwiania. Bo też ich piękno jest niezaprzeczalne. Tu, w Niemczech, na grzybobranie nigdy się nie wybieram. Nie, nie to, że chodzi mi o Czarnobyl, jak wielu Niemcom, nie, ale o to, że na grzybach za bardzo się nie znam. W Polsce to co innego, w Polsce to się znałam, że ho, ho! I często grzybobranie uskuteczniałam. Ale tylko z moją Mamą. Bo ona, jak mało kto, na grzybach się zna. A tu, bez niej, nijak pewności nie mam. No bo jak tu mieć pewność, skoro grzyby potrafią skutecznie i bardzo niebezpiecznie zmylić niepewnego grzybiarza. Przykład? O, chociażby borowik szlachetny i goryczak żółciowy. Bardzo są do siebie podobne, i kiedy ten pierwszy jest jadalny, drugi trujący. Taki właśnie grzybek trzymam w ręku na na zdjęciu. Długo się nad nim zastanawiałam... Można go śmiało zjeść, czy lepiej leśnym zwierzakom rzucić na pożarcie?



Nie chcę ryzykować, dlatego wolę w grzybach widzieć i podziwiać ich piękno, aniżeli wartość żywieniową. A jak już mnie najdzie na nie ochota, kupuję je na targu, od profesjonalnego grzybiarza.




”Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku

Dla szkodliwości albo niedobrego smaku;

Lecz nie są bez użytku, one zwierza pasą

I gniazdem są owadów i gajów okrasą…”


Grzybobranie w `Panu Tadeuszu` jest piękne, i tyle w nim prawdy.

A dzisiaj, niestety, czasami bywa i tak:


Trującymi grzybkami pospólstwo się pasie,

bo halucynogenne, po nich świat widzą w `pełniejszej` krasie.




  Spis treści zbioru
Komentarze (8)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Grzybobranie, leśne wycieczki na dzikie maliny, jeżyny czy jagody skutecznie wybiły mi z głowy... kleszcze.

Mój brat ogłuchł po boreliozie, której się nabawił w (dawniej tak nam przyjaznym) lesie.

A zdjęcia grzybów - jak zawsze - piękne. Przyroda urzeka i fascynuje
avatar
Emilio, to niedobrze. Las czeka, mimo kleszczy. Ja całe życie co rusz jestem w lesie. Nigdy mnie kleszcze nie dopadły. Aż pewnego dnia, 6 lat temu, taki jeden skurczybyk z naszego psa przelazł chyba na mnie (sama przez 2 dni wcześniej nie byłam w lesie) i mnie sieknął... i to "zdrowo", bo po 3 tygodniach pojawił się w tym miejscu rumień... i diagnoza: borelioza. Wylądowałam w klinice, 8 tygodni antybiotykoterapii i na szczęście pozbyłam się tego czortostwa. Trzeba też pić czystek (Cistus Inkanus). Bardzo pomaga w pozbyciu się tych bakterii. Także profilaktycznie. Kleszcze nie lubią jego zapachu. Od tamtej pory jeszcze 4 razy kleszcze mnie dopadły, ale na szczęście nie zaraziły. Naukowcy doszli do wniosku, że one najbardziej atakują ludzi z grupą krwi A. Ja akurat taką mam, ale nie wyobrażam sobie życia bez lasu. Przed wyjściem smarują buty i skrapiam nieco odzież olejkiem lawendowym... i jazda do lasu. :)
avatar
:) Starzy leśnicy bieszczadzcy radzili nam -siostrom (we wczesnych latach 70-tych ub. stulecia obie latem pracowałyśmy w nadleśnictwie Wetlina jako kompletne debiutantki) przed wyjściem do lasu czy na łąki lub na plażowanie nad zalewem w Myczkowcach czy na Solinie rano łykać multiwitaminę. To był niezawodny patent doświadczonych wędkarzy - również na uprzykrzone komary.

Mnie nic nigdy nie użarło...

...być może także dlatego, że nie mam grupy A
avatar
Emilio, była także zalecana witamina B-komplex, ponoć komary nie znoszą jej zapachu. Nie wiem czy to pomaga, bo tu w ogóle nie ma komarów. Niemcy zwalczyli je już 40 lat temu. Solidarnie. Od lat wszyscy tutaj płacą specjalny podatek na walkę z komarami. Najpierw była to jedna marka rocznie, dziś jest to jedno euro.
avatar
Niemcy wytłukli komary - i dlatego nie ma u nas (po polskiej stronie za Odrą) ni jaskółek, ni lelków, ni jerzyków ;(
avatar
No coś Ty, Emilio! A tu, mimo że nie ma komarów, jest pełno i jaskółek, i jerzyków, i lelków. Zrobiłam im wiele zdjęć, a jedną jaskółkę to nawet sama ratowałam po potrąceniu prze auto. Też mam jej zdjęcie.
avatar
Wszystkie te ptaki: jaskółki, jerzyki i lelki w Polsce są gatunkami ginącymi, podlegającymi surowej ochronie
avatar
Emilio, w Niemczech również. Podlegają ścisłej ochronie na mocy Europejskiej Dyrektywy Ptasiej.
To fakt, problemem dla tych ptaków jest dramatyczny spadek liczby owadów, w tym także poprzez stosowanie pestycydów... Ale tutaj, z myślą o ptakach — od jakiegoś czasu — już się biorą za odpowiednie zrównoważenie rolnictwa, które promuje i będzie promować różnorodność owadów.
Miłego dnia. :)
© 2010-2016 by Creative Media
×