Przejdź do komentarzyBoskie zwierzę Hołownia
Tekst 47 z 46 ze zbioru: poważne historie
Autor
Gatunekpublicystyka i reportaż
Formaartykuł / esej
Data dodania2019-09-08
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń83

OSKIE ZWIERZĘ HOŁOWNIA

Kościół nie jest i nigdy nie był monolitem, ale mając pośród swych orędowników takich jak Hołownia wiele zyskuje. To nie zmurszała konstrukcja, co obserwuję od lat, to elastycznie reagująca na zmiany w otoczeniu ( i tu brakuje mi słowa na nazwanie tego koncernu łączącego kościół z działalnością gospodarczo inwestycyjną)  i są w kościele ludzie rozglądający się wokół, a nie tylko patrzący wstecz.  Kiedyś takich nazywano „okejowcami”, od otwarty katolik, co niekoniecznie było miłe. Ale ci inteligentni pozyskują już od buddystów różne technologie  i z dobrym skutkiem je wykorzystują.

Książka jest o naszym współistnieniu z tym co dookoła,  Ze szczególnym uwzględnieniem  naszych nawyków żywieniowych i relacji ze zwierzętami. „Boskie zwierzęta” Szymona Hołowni  ( wydawnictwo Znak, 2018) to wstrząsająca relacja o tym jak mięso utożsamiane z dostatkiem przemieliło nasze myślenie. Ale są we współczesnym kościele osoby, które zauważają i analizują całe to zjawisko. I dojrzały do konstatacji, że jedzenie mięsa jest źródłem cierpienia, które człowiek niesie zwierzętom, a powszechność tego pokarmu na naszych stołach bierze się z przemysłowego, bezwzględnego uśmiercania różnych stworzeń. Oto Hołownia pisze, że” (zwierzęta) chwalą swego Stwórcę organicznie, samym swoim istnieniem, każdą sekundą życia”. Cytuje także wielu chrześcijańskich myślicieli, którzy doszli do podobnych wniosków. Wielokrotnie przywoływana jest tu pierwsza ekologiczna encyklika papieska, autorstwa Franciszka ( który splamił się cierpieniem nie tylko zwierzęcym, ale przeciw ludziom dość okrutnie występował – ale że dziś mówi takie rzeczy, każe sądzić, iż zmądrzał, dojrzał) „Laudato si”. Franciszek głosi, że: „Ponieważ wszystkie stworzenia są ze sobą powiązane, każde z nich musi być doceniane z miłością, podziwem, a my wszyscy, istoty stworzone, potrzebujemy siebie wzajem”.

Badania, wyliczenia, liczne prace naukowe cytowane i przytaczane przez autora  - taki był tego cel – nawet świadomym mroczności zjawiska stawiają włos na głowie. Oto prawie wszyscy z nas są budowniczymi piekła tu, teraz, obok nas. Krew spływa z naszych rąk. Hołownia pokazuje, że o ile jedni z nas usiłują tą krew zmyć i wymiksować się z tego zbrodniczego układu, to wciąż wielu mówi: to nic, to prawie nie brudzi, a sumienie mam czyste. I bardzo wyraźnie dystansuje się od istotnych w kościele postaci, które przyjmują taką optykę. Pokazuje ich palcem, choć unika wymieniania nazwisk, wskazań personalnych. Ale kto chce ten znajdzie informacje o tym,  który to biskup święci rzeźnie przemysłowe, który ksiądz jest myśliwym, kto mówiąc o miłości pochwala zabijanie. I kto z ambony kojarzy ( dość karkołomne to konstrukcje) odrzucenie jedzenia mięsa i cierpienia zwierząt z LGBT, aborcją, eutanazją, itp., stawiając znak równości pomiędzy.

Jest tu i miejsce na bicie się w piersi, skruchę i obietnicę poprawy. Ta ostatnia jednak – wiem to po sobie – to rzecz niebagatelnie trudna i bardzo skomplikowana. To spora część tej książki: co w zamian? I co jest produktem kontrowersyjnym moralnie, a co już nie? Co, autor to zauważa, nie odbywa się na poziomie atrakcyjności kulinarnej, nie przede wszystkim, ale wartości moralnej, brukania swych sumień taką a nie inną potrawą. Bo granica wyboru nie przebiega pomiędzy wołowiną a „wiejskim kurczakiem” ( i przy okazji negliżuje tu to określenie jako oksymoron, bo nie ma miejskich – wręcz nawet w wielu miastach, jak w Kielcach, obowiązuje zakaz hodowania takich zwierząt), czy też rybą ( bo jeszcze nie ma bezmięsnych ryb), a tego rodzaju wybory powinny być skojarzone ze świadomością, że każde mięso ma swe źródło w czyjejś śmierci. Hołownia ( a ja mam to samo) uczciwie przyznaje, że współczesna cywilizacja tak nas omotała, iż rezygnacja z produktów mięsnych jest trudna logistycznie. Żelatyna w jogurtach? Ale po co? To proste; bo tak jest taniej w produkcji. To przerażające, że nabiał jedzony przez nas też jest głównie efektem horrorów produkcyjnych. Tak, wspominałem już kiedyś, że w czasie podróży przez Ukrainę widziałem z okien samochodów krowy i kozy – w Polsce to nader rzadki widok – tam łatwiej przychodzi domyśleć się tego skąd bierze się mleko i sery, a u nas staje się coraz bardziej sferą spekulacji i domysłów.

Powiem to tak: dotąd miałem Hołownię za takiego katolickiego milusia. Jezus, Marysia, Wojtyłła – ale fajnie. Ale on naprawdę przetrawił i przemyślał to co ta religia mówi o nas, do nas i o tym co nas otacza. Podszedłem do lektury krytycznie, usiłując wychwycić jakieś fałsze i przerysowania, ale to moje wysilenie było zbędnym wydatkiem energetycznym. Powtarzam: dzięki takim orędownikom jak Hołownia współczesny kościół zyskuje potężną siłę i nieoczekiwaną, dla mnie, witalność.


Tak, przystępując do lej lektury miałem swoje oczekiwania. Wielka trójca, czyli kleszcz, leisz i soliter: ten inteligentny młody człowiek wreszcie mi wyjaśni do czego one bogu były? Bo leisz to boskie zwierzę? One wszystkie są przecież po coś? Przyznam jednak, że o tego rodzaju stworach nie była to opowieść. Bo i relacje z nimi są na innych poziomach niż z krówkami, świnkami i kurkami. Przyjmując tą narrację, one też są stworzone, też domagają się szacunku i miłości, tak? Ale to nie my je, ale one nas…

Jest jednak temat, o który Hołownia zahaczył, ale go nie pociągnął. A tu ludzie bywają tak samo okrutni, jak w postrzeganiu rzeźni, ferm drobiowych itp. Szymon ma w domu dwa psy. Ja mieszkam z dwoma psami i dwoma kotami. Co ma rzeźnia z tym wspólnego? Pokarmy. Znam wielu wegetarian, którzy mają psy, koty, a nawet jeże. Bo taki Szymon kiedy ma wybór ( ja też) zrezygnuje z mięsa. Ale czy dają taką możliwość swojej Żelce? I czy, potencjalnie, ona mając taką możliwość, podejmie takie jak on decyzje? Wiem, czepiam się. Ale wegetarianie, których przerażają rzeźnie i nie jedzą mięsa, dalej je wspierają, cały ten przemysł, żywiąc swoich pupili. Nawet bardziej wspierają tą gałąź przemysłu, bo to co dla zwierząt, to coś co nie da się zaoferować ludziom, więc potencjalny, kłopotliwy odpad. Na którym jednak da się jeszcze zarobić, bo jest grupa konsumentów, która owszem, owszem. I to dobrze wschodzące ziarno eugeniki, czyli myślenie, że to dla ich dobra się je sterylizuje, powstrzymuje rozmnażanie. Że to takie na wpół fajne stworzenia, bo jednak nie powinny płodzić potomstwa. Szanuj i kochaj moje dziecię, skoro mieszkamy razem, ale ja to tobie nigdy nie pozwolę na przeżycie takiego doświadczenia.

Hołownia pyta: czy zwierzęta mają duszę? I odpowiada: nie. Tą książkę naprawdę warto przeczytać, a on pisze tak, że nie jest to trudne wyzwanie. A ja pisząc ten tekst mam świadomość tego, że krzesło, na którym siedzę ma duszę, na razie taką małą, szczątkową, bo jest ze mną miesiąc. A za dwa lata będzie miało duszę już w pełni ukształtowaną. Mniej skomplikowaną niż moja, ale jednak. Przyjmując chrześcijańską narrację, jeśli zadamy pytanie: czy zwierzęta mają duszę? – odpowiedzieć należy: tak. Czy zostaną zbawione? W większości to one zostaną zbawione. Dla ludzi będzie to o wiele trudniejsze.

Kilkakrotnie podczas lektury tej książki spłakałem się konkretnie. Ogląd naszego świata jest godny zapoznania się z nim, ale Hołownia wyciąga wnioski – to ostatni rozdział, polecam gorąco: „ 10 proponowanych kroków w kierunku Bardzo Dobrej Zmiany”.  Choć to raczej rady dla inteligentów zamieszkujących duże polskie miasta, a nie ten peeselowski interior.

  Spis treści zbioru
Komentarze (3)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Uważam, że wszystkie takie kisiążki na temat Kościoła to para w gwizdek. Ktoś napisze, ktoś przeczyta, a sprawy to i tak nie zmieni. Szkoda czasu i atłasu.
avatar
Hołownia to żaden autorytet.Kościół dwa tysiące lat"naprawia" ludzi i jakoś marnie to wychodzi.Oprócz mnożenia majątków kościelnych.
avatar
Boskie zwierzę (patrz nagłówek eseju) - to jednak "tylko"... zwierzę?

"Czyńcie sobie ziemię poddaną!" /Ks. Rodzaju 1:26/

Dyktatura człowieka na Ziemi doprowadziła do tego, że jej święte zasoby odnawialne skurczyły się dramatycznie... a skąd inąd je czerpać NIE MA JUŻ SKĄD.

Pukniemy się w pustą naszą główkę-szpilki połówkę - jak zawsze - post factum, z rękoma w nocniku & too late
© 2010-2016 by Creative Media
×