Przejdź do komentarzyBez planu cz.13
Tekst 13 z 16 ze zbioru: Powiastka Nr 10
Autor
Gatunekromans
Formaartykuł / esej
Data dodania2019-12-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń402

Claudia Ambler ubrana w czerwoną bluzkę, która uwydatniała wyzywająco biust, właśnie parzyła kawę w sekretariacie dla pana doktora Richarda Marlona. Opowiadała pacjentce czekającej w kolejce do doktora o lekcjach cukiernictwa na które zaczęła uczęszczać.

Mówię pani, te lekcje to najlepsze co mogło mi się wymarzyć. Nawet przez myśl mi by nie przeszło, że czegoś tam sie nauczę, ale zaryzykowałam i nauczyłam się robić ciasto `3 Bit`.

Kobieta była tak zaaferowana rozmową z pacjentką, że nawet nie zauważyła, gdy przy ladzie recepcyjnej stanęło dwóch policjantów. Jeden z nich nacisnął dzwonek na brązowym blacie. Sekretarka odwróciła się do mężczyzn. Wesołym głosem zażartowała:

Panowie pilicjanci również do ginekologa?

Na poczekalni rozległy się chichoty. Policjanci spojrzeli na siebie, potem na sekretarkę. Jeden z nich zapytał z powagą:

Czy pani to Claudia Ambler?

Kobietę natychmiast opuścił humor.

Tak. - odrzekła zaniepokojona. - O co chodzi?

Niższy policjant zakuwał ją w kajdany, drugi recytował formułkę.

Jest pani zatrzymana w zwiazku o podejrzenie zabójstwa Rebeci Marley. Proszę zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, typu torebkę, dokumenty. Zabieramy panią na komisariat.

Kobieta była tak zszokowana, że nie odezwała się ani slowem. Policjanci wyprowadzili ją, a na poczekalni zrobił się gwar.

Richard Marlon zainteresował się hałasem. Wyszedł na zewnątrz gabinetu.

Dzień dobry. - przywitał swoje pacjentki. - Co tu tak głośno?

Jedna przejęta kobieta odpowiedziała natychmiast:

Panie doktorze, policjanci zabrali pania Claudię. Twierdzili, że ma ona coś wspólnego z zabójstwem Rebeci Marley. Nawet nie wiedziałam, że ta młoda dziewczyna nie żyje. Wiedziałaś o tym? - zapytała koleżankę.

W żadnym wypadku. Nie dalej jak przed wczoraj obsługiwała mnie osobiście w sklepie....

Przerwał gadulstwo.

Za dziesięć minut znowu zacznę przyjmować, tylko wykonam telefon na komisariat. Dowiem się co z Claudią.

Richard Marlon wszedł do gabinetu pozostawiając paplające kobiety. W prawdzie nie zamierzał nigdzie dzwonić. Musiał skłamać, gdyż doskonale wiedział dlaczego zabrano Claudię. Była to jego sprawka. Domyślał się, że szeryf powoli zbliża się do niego. Znajduje jego ofiary i tropi. Szuka drogi, by do niego trafić, ale on jest sprytniejszy. Ukradł z Claudii torebki szminkę i podrzucił na miejsce zbrodni. Dzięki temu trop się urwie. Zmylił policjantów. Trudno będzie się jej wywinąć. Za jednym razem pozbędzie się kochanki. Znudziła go; momentami stawała się uciążliwa. A on teraz jest czysty jak łza. Uśmiechnął się i poprosił następna pacjentkę. Była nią stara plotkara z poczekalni.


`SALA PRZESŁUCHAŃ ` - przeczytała szeptem Claudia. Wprowadzono ją tam i posadzono przed stołem, za którym siedział już szeryf Mathew Window. Przerażona kobieta wpatrywała się w groźnie zaciśnięte usta mężczyzny.

Czy pani Claudia Ambler? - Szeryf nie dostał odpowiedzi więc zapytał ponownie. - Nazywa się pani Claudia Ambler? Proszę odpowiedzieć, bo tracę cierpliwość!

Kobieta nachmurzyła się.

Tak. Nazywam się Claudia Ambler. - odparła rozzłoszczona.

Nie takim tonem mi tu. To nie przedszkole. Jeżeli o coś pytam, to proszę odpowiadać. - Mężczyzna włączył dyktafon i kontynuował dalej. - Nazywam się Mathew Window. Będę teraz przesłuchiwał Claudię Ambler podejrzaną o seryjne zabójstwa takie jak: Amanda Chesse i wczorajszej denatki Rebeci Marley.

Claudia wtrąciła się.

Zabójstwa? Jakie zabójstwa do cholery! Ja nic nie zrobiłam! Chcę stąd wyjść! To pomyłka!

Proszę natychmiast się uspokoić! - rzekł ostrzej – Ciąży na pani dowód w postaci różowej szminki. Denatka Marley trzymała ją w ręku. Są na niej pani odciski palców. Jak pani to wytłumaczy?

Moja szminka u Rebeci? Nie rozumiem. Oczywiście zgubiłam tę szminkę. - chwiciła do ręki dowód zamknięty w plastikowym woreczku. - Nie umiem tego wytłumaczyć.

Ahaaa. Zgubiła pani szminkę? To ciekawe... Jakim cudem znalazła się u denatki? Gdzie pani była wczoraj wieczorem o dziewiętnastej?

W domu. - odparła. - To znaczy w piwnicy.

Szeryf uchwycił trop.

W piwnicy powiada pani. A co pani tam robiła?

Zgadza się w piwnicy. Mam tam własną siłownię. Ćwiczyłam.

Uhmmm.. Ćwiczy pani regularnie?

Tak.

Wygląda mi pani na tyle wysportowaną i silną, by móc zamordować kobietę....

Ja nikogo nie zamordowałam!

To się okaże. Sprawdzamy pani dom i piwnicę.

Sprawdzajcie co sobie chcecie. Ja nie mam nic do ukrycia.

Doprawdy? A doktor Richard Marley?

A co z nim? Nie rozumiem,

Doszły mnie słuchy, że ma pani z nim romans...

Claudia spurpurowiała.

To znaczy... No dobra.. Przyznaje, byłam w bliskich relacjach z doktorem, ale to dawno zostało zakończone. Teraz jesteśmy przyjaciółmi z pracy.

Przyjaciółmi, to dosyć ciekawe. A może jesteście wspólnikami?

Nie! Ani ja, ani Richard nie zrobili byśmy czegoś tak okrótnego... To bardzo czuły, dobry człowiek. Nie mieszajcie jego w tą sprawę.

O proszę.. Broni pani swojego doktorka jak lwica... - Window próbował wytrącić ją z równowagi; to zwykle skutkuje i sprawca przyznaje się, ale ta kobieta szła w zaparte. Przez myśl przeszło mu, że może ktoś celowo podrzucił dowód. Kobieta albo jest taką dobra aktorką, albo faktycznie mówi prawdę. - Do sali przesłuchań wszedł policjant i przekazał mu coś na ucho. Window spojrzał na podejrzaną. - Pani Claudio. Pani dom został przeszukany. Z braku większych dowodów, wypuszczam panią do domu. Jest pani wolna, ale proszę pamiętać, że mam panią na oku. Aha.. Proszę nie wyjeżdżać z miasteczka do wyjaśnienia sprawy.

Claudia rzuciła w niego nachmurzone spojrzenie i wyszła bez słowa. Trzymali ją tam do późnego wieczora. Okryła się ramionami i skierowała do domu. Ulicą przmknęła stara furgonetka, zawróciła i stanęła obok niej. W środku na miejscu kierowcy siedział Richard Marlon.

Wsiadaj. - rzucił.

Kobieta bez zastanowienia posłuchała mężczyzny. Po zamknięciu drzwi od strony pasażera ruszył z piskiem opon. Zamierzał wywieźć ją do swojego sekretnego domu z `pięknym` ogrodzeniem. Zaśmiał się w myślach. Podejrzewał, że ją wypuszczą. Chciał dać sobie trochę czasu. Jego celem było zmylenie tropu Windowa i na pewno udało mu się to. Ta idiotka na sto procent broniła jego. Była w nim zakchana po uszy.

Dokąd mnie wieziesz? - zapytała.

Mężczyzna zmusił się do uśmiechu, po czym odparł:

Niespodzianka. - skupił wzrok na dordze. - Powiedz lepiej jak przebiegło przesłuchanie? O co pytali? Czepiali się mnie?

Ten Window to kawał chama. No pytał się co robiłam wczoraj wieczorem. Podejrzewał, że ja zabiłam Rebece Marley. Głupota, toż ja nie skrzywdziłabym muchy.

Zgadzam się. Jesteś łągodną kobietą. - Pogładził ją po dłoni. - To ta dziewczyna z marketu nie żyje? - udał zdziwionego.

Tak. Niestety. Wyobraź sobie, że próbowali ciebie w to wplątać. Nie wiem skąd, ale Window dowiedział się, że my jesteśmy ze soba. Skłamałam, że to już dawno skończone i jesteśmy tylko przyjaciółmi z pracy.

No i prawidłowo. Co jeszcze gadał?

W sumie to już o nic więcej nie dopytywał. W trakcie przesłuchania policjanci przeszukali mój dom i z braku dowodów wypuścili mnie. No i kazali nie wyjeżdżać z miasteczka.

Aha... No tak. Standardowe procedury. - w myślach kłębiło się jedno: No na pewno nie opuścisz Jukon, już ja oto zadbam moja `przyjaciółko z pracy`.

Zajechali pod dom. Posesja była ogrodzona wysoką siatką. Richard nigdy nie opowiadał o tym miejscu. Mimo braku zagrożenia, po jej skórze przebiegły ciarki. Wyszła z auta. Spojrzała niepewnie na Richarda. Mężczyzna pojął, że kobieta coś przeczówa więc szybko przejął inicjatywę.

Chodź maleńka, mam dla ciebie ogromną niespodziankę. W domu zaaranżowałem kolację ze świecami.

Dziewczynie zaświeciły się oczy z radości.

Naprawdę? Kolacja? Dla mnie?

Oczywiście. - Och jakie to proste. Baby są głupie jak but. - Pomyślałem, że na pewno wypuszczą moją niewinna dziewczynę więc zdobyłem się na taki romantyczny gest. Pragnę, abyś odprężyła się i szybko zapomniała o sytuacji jaka ciebie dzisiaj spotkała.

Rozanielona Claudia podbiegła do niego.

Jesteś wspaniały.

Przytuleni weszli do domu. Richard zaryglował drzwi. Chwycił ją ciasno za przedramię.

Co się dzieje? Dlaczego zaryglowałeś drzwi?

Cóż... Mam dla ciebie ciekawy wieczór...

Zaciągnął ją do piwnicy.

Co ty wyprawiasz? - od razu zorientowała się, że on kłamie. Nie było zastawionego stołu, ani świec. Zaprowadził ją do dziwnego pomieszczenia. Posadził na fotel, przypiął pasami. - Wypuść mnie! - krzyknęła przerażona.

Mężczyzna spojrzał na nią kpiąco.

Wiesz co ci powiem? Znudziłaś mi się.

Znudziłam? Nie rozumiem. Wypuść mnie! Jeżeli nie chcesz być ze mną, to zwolnię się. Obiecuję, wyjadę i zapomnę o wszystkim.

Chyba żartujesz?! - udał oburzenie. - Nie możesz wyjechać z miasta, pamiętasz? Szeryf ci to nakazał, a ja zapewniam ci, że nie wyjedziesz...

Jak to? Czego ty ode mnie chcesz?

No właściwie to już niczego. Po prostu zabiję ciebie jak ta durna Rebece...

Claudia wybauszyła oczy.

Co?! Zabiłeś Rebece Marley? To ty?! Przez ciebie byłam przesłuchiwana!

Spokojnie, już nie będziesz podejrzana... Tylko martwa... - dodał po chwili.

Dziewczyna z przerażeniem patrzyła na przyrząd w jego dłoni. Był to paralizator. Mężczyna nastawił pokrętło na najwyższą moc.

Nie chce mi się dzisiaj zabawiać. - rzekł, dociskając sprzęt do kobiety. Po nie długim czasie było już po kłopocie... - No.. Wystarczy tylko ciebie zakopać... - uśmiechnął się do zmarłej.


Dzisiejszy poranek jest również pochmurny. - stwierdziła w myślach Emily. Nie chodziło jej o pogodę, ale o jej rozdarte wnętrze.

Spoglądała zza uchylonej zasłony przez okno. Bała się, że ten psychol znajdzie ją. Wyszła z kuchni do pokoju. Jej uwagę przykół jeden szczegól. Na łóżku znajdowała się czerwona koperta. Wróciło do niej, to miłe wspomnienie niespodzianki piknikowej. Chwyciła ją i zaczęła otwierać mówiąc:

Ciekawe co tym razem wykombinował mój ukochany..

Emily z wrażenia otworzyła usta.

Co to ma znaczyć?!! - krzyknęła.

Z koperty wyjęła dużą fotografię, na której widniała ona; wychodziła z baru sprzed kilku miesięcy. To była ta noc kiedy została zgwałcona. Na zdjęciu jej twarz była zakryta znakiem celownika, takiego co ma lufa pistoletu snajperskiego.

Do pokoju wpadł Garrett.

Co sie stało? - spojrzał na Emily.

Garrett ja... Boje się. Zobacz. - podała jemu fotografię.

Co to jest za zdjęcie? - zapytał przejętym głosem.

Garrett ja chyba wiem kto się na mnie uwziął...

Wiesz? Jak to? Nic nie rozumiem.

Emily usiadła na łóżko, a Garrett zajął miejsce obok.

Na tej fotografi widnieję ja.

No widzę, ale co w związku z tym?

Tej nocy zostałam zgwałcona. Myślę że to ten facet mi zagraża. Mówił, że się zemści, ale nie brałam tego do głowy. Był w więzieniu, a ja wyjechałam daleko... Nie mam pojęcia jak mnie znalazł...

Garrett czule objął kobietę.

Kochana proszę, uspokój się. Jesteś tutaj bezpieczna.

Emily zerwała sie na równe nogi.

Garrett! Co ty opowiadasz za bzdury. On tu był! Był w tym pokoju. Być może leżał na tym łóżku wyobrażając sobie jak mnie maltretuje. On bawi się mną w kotka i myszkę. Co ja mam teraz zrobić? Gdzie się ukryć?

Garrett podszedł do niej.

- Kochanie, panika w niczym nam nie pomoże. Skontaktuję się z szeryfem. - nagle rozdzwonił się jego telefon. - O, proszę. Właśnie dzwoni szeryf. - gdy odebrał telefon, usłyszał:

Proszę natychmiast do mnie przyjechać.

Dobrze, jade. Ja też mam do pana sprawę. - rozłączyli się. - Emily posłuchaj. Pojadę teraz do szeryfa. Może ma jakieś nowe tropy i chce się ze mna tym podzielić. Zawiozę mu to zdjęcie, a ty pod żadnym. Powtarzam, pod żadnym pozorem nie ruszysz się z rezydencji. Zrozumiane?

Tak. Poczekam tutaj na ciebie.

Doskonale. - Ucałował ją w czoło i wyszedł z domu.

Poprzez targający nią niepokój, Emily nie mogła usiedzieć w miejscu. Zeszła na dół wprost do kuchni w poszukiwaniu Annabel. Zastała tam jednak tylko gospodynię.

Grece, kochana. Wiesz może gdzie podziewa się moja siostra?

Tak. Jest u sąsiadów.

Emily z nerwów przewróciło się w żołądku. Nagle zadzwonił telefon. Sądząc, że dzwoni jej ukochany z nowymi informacjami, pozwoliła sobie odebrać telefon.

Halo. Garrett? Jak sprawy?

W słuchawce było słychać znajome sapanie. - To ten psychol. - zorientowała się. Tym razem odezwał się, ale wolałaby by nic nie mówił.

Emily. Zapewne wiesz kto dzwoni? Nie radze się rozłączać. Domyślam się, że szukasz kogoś... - zawiesił głos. - Smarkata jest u mnie. Powiem ci gdzie przyjedziesz. Masz być sama i żadnej policji. Jeśli wyczuję, że jest coś nie tak, to zabiję gówniarę. Jasne?

Tak. - odpowiedziała zwięźle. Mężczyzna podał adres. - Będę za nie długo.

Emily musiała uważać, aby nie zdradzić swoich emocji przed gosposia. Po cichu zaczęła się ubierać. Niestety gosposia odnalazła ją w korytarzu.

Wychodzisz gdzieś? To Garrett dzwonił?

Speszona Emily zerknęła niepewnie na nią.

Tak. Tak. Dzwonił Garrett. - odpowiedziała spiesznie. - Mam przyjechać na komisariat więc pędzę tam.

Grece nie nabrała podejrzeń.

Rozumiem. Tylko bądź ostrożna.

Na pewno będę. - Odrzekła, po czym wybiegła z domu.


Do biura szeryfa wpadł Garrett. Starszy mężczyzna siedział przy biurku przed monitorem komputera.

Świetnie, że przyszedłeś. Mam dla ciebie istotne informacje.

Doprawdy? Jakie?

Zastanawia mnie czy masz jakieś pojęcie o tej sprawie. Trochę obawiam się twojej reakcji. Nie wiem czy powinienem ciebie o tym informować, ale jesteście z Emily blisko więc chyba powinieneś wiedzieć.

Mów pan, bo już z nerwów nie wytrzymuję.

Usiądź, proszę. Sprawdziłem poprzednie życie Emily i powiem szczerze, że nie było usłane różami.

Tak. Coś o tym wiem. Wyznała mi, że została zgwałcona. - Wyjął fotografię. - Spójrz, to ona sprzed paru miesięcy. Wychodzi z baru. Ktoś ewidentnie ją śliedził. Wtedy doszło do zdarzenia. Gwałciciel obiecał jej, że zemści się. Ona jest w dużym niebezpieczeństwie.

Doskonale o tym wiem. Najlepiej było by, gdybyś przywiózł ją z siostrą tutaj do czasu złapania oprawcy. Wtedy będzie pod bacznym okiem.

Dobrze. To ja lece po nie.

Garrett! Poczekaj. To nie wszystko.

Jak to?

Ty wiesz kto zgwałcił Emily?

Nie, ale czuję, że ty to już sprawdziłeś?

Właśnie. - zamilkł na chwilę. - Otóż w bazie danych wyskoczył mi nie jaki Peter Drew.

A to skurwiel! Znam go. To mój brat przyrodni. Nie miałem z nim kontaktu od wielu lat. Mój ojciec Derek Tramp po stracie żony poślubił jego matkę Eleonorę Drew. Była to kobieta sukcesu. Miała własną firmę produkującą czekoladę. Nasi rodzice mieli wypadek samochodowy, zginęli na miejscu. Peter odziedziczył fortunę, a mnie nic się nie należało. Nasze drogi rozeszły się. Jaki ten los jest okrótny. Nie dość, że nie mieliśmy dobrych relacji, to jeszcze właśnie ON zgwałcił moją ukochaną i do tego chce ją zabić. - rzekł rozjuszony. - Szeryfie jest coś jeszcze... - Garrett wbił wzrok w podłogę. - Ona jest z nim w ciąży...

Szeryf wypuścił powietrze z płuc drapiąc się po głowie.

Jasna cholera, jakie to pogmatwane.

No właśnie. - odparł smutno.

Dobra. Chłopie nie łam się. Znajdziemy go, a ty jedź po swoje skarby i przywieź je tu.

Ok. Już mnie nie ma.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×