Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /25
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-03
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń181

5





Dowódca WWS*), generał-major Turkow, wezwał do siebie Połynina, żeby go powiadomić, iż podany przez niego wniosek o przeniesienie do pułku myśliwskiego, stacjonującego pod Moskwą, mimo wcześniejszej niepomyślnej decyzji, obecnie został przyjęty pozytywnie. Wydano rozkaz: zdać pułk w Murmańsku i wyjechać do Moskwy.


- Moje gratulacje, doczekałeś się! - były to pierwsze spontaniczne słowa, jakie pułkownik usłyszał, wchodząc do gabinetu swojego dowódcy.


Kiedy Połynin złożył u niego swoje podanie, Turkow bez żadnych konsultacji z nim wycofał je, nie chcąc się z nim rozstać, lecz ten w swoim uporze konsekwentnie przesłał tę prośbę wyżej zgodnie z obowiązującą wojenną hierarchią. I Turkow musiał wyrazić swoją zgodę, więc w rezultacie wszystko wyszło nie tak, jak to uważał za stosowne dowódca, a tak, jak tego chciał jego podwładny.


Generał sądził, że szalę na *tak* przeważył znany nam już artykuł w gazecie. W walkach powietrznych nad Moskwą było już kilka podobnych taranów, i korespondenci czasami tak o tym pisali, jakby to był najlepszy sposób pozbycia się Niemców na naszym niebie. Nikt nie odmawiał heroizmu tym, co decydowali się na tak karkołomny manewr, lecz zbyteczny szum wokół tego tematu w opinii Turkowa był przejściowym, chwilowym zjawiskiem i tylko modą. A tymczasem zabierano mu najlepszego dowódcę pułku.


- Towarzyszu generale, a co z prośbą Gricko? - spytał Połynin.


Zapytany uśmiechnął się, nie kryjąc swojego, w jego mniemaniu uprawnionego, złośliwego tryumfu, i zakomunikował, że major przejmie pułk po nim. A jeśli zechcą mu zabrać stąd także i Gricko, to on sam złoży podanie zgodnie z procedurami wyżej - i potrafi to zrobić nie gorzej niż pułkownik.


Połynin nic nie odpowiedział i tylko westchnął.


Z Gricko pisali swoje prośby zawsze jednocześnie, pragnąc razem trafić do lotnictwa moskiewskiego, chociaż niebardzo wierząc, że im się to w ogóle uda. Teraz zaś, kiedy raptem jemu dano zgodę, a przyjacielowi nie, poczuł się niezręcznie wobec Żyrafy i było mu przykro. Wiadomo: rozkaz to rozkaz, mimo wszystko jednak...


- Do kiedy mam zdać pułk i kiedy wylecieć?

- Pułk zdasz dzisiaj, - powiedział Turkow. - I tak w istocie przecież jeszcze go nie przejąłeś po tym swoim pobycie w szpitalu. A wylecisz w zależności od tego, jak ci pilno.

- Żaden problem!

- A skoro ci śpieszno, to na twoim miejscu w cholerę bym rzucił lot samolotem, bo to dzisiaj kiepski pomysł. Według prognoz synoptyków cyklon będzie tu hulał jeszcze co najmniej pół tygodnia jak nie więcej. - Turkow znowu się uśmiechnął i już na serio dodał, że kazał już zebrać informacje na temat dojazdu do Moskwy: najlepiej byłoby dotrzeć dzisiaj nocnym pociągiem do Kandałakszy, a stamtąd idzie kolej drzewna**) do Archangielska, skąd w zależności od pogody dalej już mógłby polecieć samolotem albo pojechać następnym pociągiem. Podróż trwałaby 6 dni, ale za to w Moskwie będzie na pewniaka!


Połynin podziękował za te rady, pożegnał się i poszedł podpisać i wyekspediować stosowne dokumenty.


Skończywszy ze wszystkimi tymi sprawami w sztabie WWS, wsiadł do swojej półciężarówki i pojechał do hotelu *Arktyka*, gdzie mieszkali aktorzy brygady frontowej. Wszedłszy po schodach do tego modernistycznego, zbudowanego w latach 30-tych budynku, pułkownik, przezwyciężając niezręczność, zapytał w recepcji siedzącą przy wypchanej figurze białego niedźwiedzia kobietę, w którym pokoju mieszka artystka Prokofiewa. Ta, uśmiechnąwszy się jakimś nieprzyjemnym, dziwnym dla niego uśmiechem, odparła, że Galina Pietrowna mieszka na 1. piętrze pod *16-tką*, ale zdaje się, że jej nie ma, a zresztą niech może sam to sprawdzi.


Kulejąc, wszedł po schodach i zastukał do drzwi wskazanego pokoju, ale nikt nie wyszedł mu na spotkanie.


*Czyżby tak długo zatrzymała się u nas na lotnisku?* - pomyślał, lecz w tej samej chwili na jego stukanie otworzyły się drzwi sąsiednego numeru, i jakiś stary człowiek w krótkich portkach, walonkach i koszulce z ręcznikiem na szyi i namydlonym policzkiem - też może jakiś artysta - powiedział, że pod *16-tką* nikogo nie ma: obie kobiety, i Prokofiewa, i Makarowa poszły do teatru na repetycje.


Połynin z niepokojem spojrzał na zegarek. Należało wracać na lotnisko, zdawać pułk; czasu wolnego w zasadzie już nie miał...


..................................................


*) WWS - jakiś skrót, kod wojennego sztabu zapewne; Simonow nie stosuje w tej powieści żadnych przypisów :(

**) kolej drzewna - wąskotorówka przystosowana do transportu dłużyc i tarcicy


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×