Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /33
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-11
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń194

Miał tego rodzaju cenne rzeczy, jakich nie wystawia się na pokaz. Leżały one w szkatułach i puzderkach żony, w sekreterach, szafach i komodach. Zresztą już same te szkatuły, skarbonki i piękne meble, gdzie to wszystko chowano, same w sobie również były bardzo kosztowne. Mieszkanie Bałakiriewów było w swej istocie zgromadzonym przez kilka dziesięcioleci antykwariatem dla pawłowskiego*) i aleksandryjskiego**) umeblowania najwyższej próby. Niemałą też wartość przedstawiała sobą ich biblioteka, złożona z wielkiej liczby rzadkich ksiąg i rękopisów; Wasilij Wasiliewicz miał również unikalne obrazy, etiudy i szkice, kupione lub podarowane mu w różnym czasie; były bezcenne listy i manuskrypty wybitnych koryfeuszy świata teatralnego i w ogóle świata sztuki. Nawet wiszące na ścianach wielkie fotografie najznakomitszych aktorów z ich dedykacjami specjalnie dla niego oraz podpisami miały ogromną wartość nie tylko sentymentalną czy muzealną, lecz także materialną.


Liczył, że pozostaje mu jeszcze jakieś 5, góra 6 może lat w miarę zdrowego - i to pełną piersią - życia, i nie miał najmniejszego zamiaru, by je w czymkolwiek zmieniać. Kiedy Niemcy rozpoczęli bombardowania Moskwy, nie przejawił jakiegoś specjalnego lęku i, nie bacząc na prośby zarządcy domu i dyżurnych ze służb przeciwlotniczych, w czasie alarmów cały czas siedział w mieszkaniu i ani razu nie był w schronie. Być może gdyby jakaś bomba spadła już całkiem blisko, zmieniłby ten swój obyczaj, lecz naloty nie trafiały w ten ich kwartał tak, by go wystraszyć, ilekroć więc wspominano teraz o zagrożeniach, dosyć obojętnie wzruszał na to tylko ramionami, mawiając: - No, cóż, tutaj mieszkałem, i co najwyżej tutaj też i zginę!


Myśl o tym, by nieledwie co noc wyskakiwać ze swojego domu, biec po kilkunastu schodach do piwnic i siedzieć tam gdzieś w kącie aż do rana w tłoku ludzkim między dziećmi i kobietami, bez snu i żadnych wygód, nawet bez możności zapalenia fajki, wydawała się mu jeżeli nie straszniejsza, to wstrętniejsza niż lęk przed śmiercią. Podśmiewał się nad własnym synem, który podczas każdego alarmu powietrznego, jeśli tylko był w domu, roztropnie zbiegał na dół. Chyba właśnie dlatego, że tak naprawdę dopiero zaczynał swoje dorosłe życie, i sama myśl o jatkach wywołanych bombami wydawała się wprost przerażająca, a może po prostu z tej przyczyny, że był od ojca bardziej strachliwy z samej swej natury. Gdy hitlerowcy zaczęli coraz bliżej podchodzić do Moskwy, Wasilij Wasiliewicz na propozycję swoich starych przyjaciół, by z ich pomocą na możliwie najlepszych warunkach razem z nimi się ewakuował, zwyczajnie odmówił.


- Nigdzie nie jadę, - powiedział. - Jestem już i za stary, żeby się gdzieś ruszać, a i Niemcy w Moskwie też nie będą! Nie wierzę w to!



................................................


*) pawłowskie umeblowanie - w stylu cara Pawła III;

**) aleksandryjskie - w stylu Aleksandra  III.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×