Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /37
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-02-15
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń176

Pięć tygodni wcześniej, pamiętnego dla Moskwy wieczoru 16. października, w drzwiach ich mieszkania rozległo się najpierw niepewne, potem coraz głośniejsze, w końcu zaś rozpaczliwe stukanie. Kiedy żona Wasilija Wasiliewicza, Olga Fiodorowna, podszedłszy do nich, otworzyła jeden po drugim wszystkie trzy zamki i, nie zdejmując łańcucha, uchyliła je, w szczelinie ujrzała chudego i źle ubranego chłopca w wieku, jak sądziła na oko, może 11-12 lat.


- Co tak walisz jak jakiś wariat? - spytała z gniewem.

- Czy to mieszkanie Bałakiriewów?

- Owszem, - odparła dobra ta kobieta, mięknąc na widok jego wychudzonej twarzy, i myśląc, co by mu takiego dać do zjedzenia; oprócz chleba była też wczorajsza kasza gryczana, która stała w garnku na kuchni.

- Czy pani jest ciocią Olą?


Nazwać ją ciocią Olą mógł tylko jeden chłopiec na świecie, więc zrozumiała, że przed nią stoi syn jej zmarłej młodszej siostry, Jekatieriny Fiodorownej - Wołodia, którego ostatnim razem widziała jeszcze za życia Katii dobre pięć lat temu z kawałem, i od tego czasu nigdy już więcej, dlatego wiedziała o nim niewiele, tyle tylko co z rzadkich listów jego owdowiałego ojca, który pracował pod Kalininem jako lekarz w technikum leśnym.


Olga Fiodorowna zdjęła łańcuch, wciągnęła go za rękę do przedpokoju, znowu zamknęła drzwi na wszystkie zamki i, oparłszy się plecami o ścianę, długo z żałością na niego popatrzyła.


W końcu spytała:


- A gdzie tato?

- Zabili go Niemcy.


Wołodię odwszawiono, wymyto, nakarmiono, i odtąd zamieszkał z nimi, czyli zrobiono z nim to, co uczyniłby na ich miejscu każdy nieskąpy, i niezłego serca człowiek. Bałakiriewowie jednak odnosili się do swego nowego lokatora różnie.


Wasilij Wasiliewicz kazał żonie, żeby coś sprzedała, co w domu zbędne, i kupiła chłopcu co trzeba. Powiedział to, pogłaskał sierotkę po główce - i o jego istnieniu zapomniał.


Witieńka już podczas pierwszego obiadu zaczął go rozpytywać, czy widział Niemców, jak oni wyglądają i jacy są dla Rosjan. Tak długo wypytywał niechętnie odpowiadającego, ogłuszonego nieszczęściem chłopca, aż Wasilij Wasiliewicz w końcu ze złością uderzył swoją białą, miękką dłonią w stół i zawołał:


- Może wreszcie przestaniesz?

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×