Przejdź do komentarzyStalinizm - kolektywizacja
Tekst 17 z 28 ze zbioru: Zapisane w pamiętniku
Autor
Gatunekbiografia / pamiętnik
Formaproza
Data dodania2020-02-24
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń128

Dom, w którym się osiedlili po Niemcach zapewniał w miarę wygodne warunki mieszkaniowe.W pobliżu mieszkali `Poznaniacy`. Przybyszów z Kresów traktowali z dystansem, ale z czasem rodzina zasymilowała się z nimi, zarówno rodzice, jak i dzieci. Po  II wojnie światowej ich sytuacja radykalnie się zmieniła. Stalinizm został eksportowany do Polski i nastąpiła kolektywizacja. Była środkiem do całkowitej likwidacji własności prywatnej i włączenie rolnictwa w  ramy centralnego planowania. Rolnicy byli zmuszani do rezygnacji z prowadzenia  indywidualnych gospodarstw i wstępowanie do zakładanych spółdzielni na wzór rosyjskich kołchozów. Rolnicy, którzy temu się sprzeciwiali byli szykanowani. Stosowano represje m.in. niszczenie mienia i dobytku, domiary, przymus w postaci dostaw żywności i kary pieniężne.Takie szykany dotknęły Bronisława, który nie miał tyle pieniędzy, by zapłacić karę. Pewnego dnia Bronisław został uwięziony.Matka w pośpiechu z dziećmi młóciła pospiesznie zboże, by oddać obowiązkowy kontygent. Po jakimś czasie ojca rodziny wypuszczono.W domu się nie przelewało, trzeba było wykarmić liczną rodzinę i wyposażyć dzieci w niezbędne rzeczy do szkoły. Szkoła podstawowa dla młodszych była oddalona 4 km od domu. W deszcz i mróz przemierzali tę odległość po polnych drogach i ścieżkach. Wieczorem przy naftowej lampie odrabiali lekcje. Przy odrabianiu lekcji pomagała Maria i Staszek najczęściej w niedzielę, gdy przyjechali do domu ze szkół średnich. Uczyli tabliczki mnożenia, sprawdzali zeszyty i poprawiali koślawe literki. Jakby nie było dosyć problemów w gospodarstwie wybuchł pożar.  Podczas majowej burzy w stodołę uderzył piorun i doszczętnie została spalona. Na szczęście kierunek wiatru nie rozprzestrzenił się na inne zabudowania. Dzieci dorastały i nastepna trójka zaczęła uczęszczać do szkół średnich. Mój mąż jako kilkunastoleni chłopiec uczący się w Poznaniu był świadkiem `wydarzeń poznańskich` w czerwcu 1956r. Protest był brutalnie stłumiony. Zginęło lub zmarło 57 osób protestujących przeciwko władzy. Maria i Staszek już dorośli, mieli wpływ na kształcenie młodszego rodzeństwa. Pieczę nad ich kształceniem sprawowała również matka, by w przyszłości nie zaznali biedy i ciżkiej pracy na roli. Wszyscy w różnym trybie ukończyli studia wyższe, oprócz jednej siostry, która zdobyła wykształcenie średnie.











  Spis treści zbioru
Komentarze (13)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Tekst przedstawia prawdę. Znam ją, bo też jestem dzieckiem "kułaka".
Rozumiem, że jest to taka kartka z pamiętnika, bo jeśli nie, to brakuje tu jakiegoś zakończenia historii.
Drażni mnie taka ściana tekstu bez akapitów. Jest też sporo literówek.
avatar
Jest to prawda z pamiętnika. Nie chciałam się rozwodzić dalej. W roku 1956 nastąpiła odwilż i władze komunistyczne zrezygnowały powszechnej kolektywizacji,
bowiem powstały duże braki w zaopatrzenie w żywność i pogorszenie egzystencji ludności. W związku z czym teść gospodarował dalej, aż do śmierci.
Wiem, że nie ma akapitów, ale i tak udało mi się nie rozchwiać tekstu, co zdarzało się wcześniej.
Dziękuję za uwagi i komentarz.
avatar
Odniosę się jedynie do opisanego wątku kolektywizacji, pomijając formę oraz poprawność zapisu. Prawdopodobnie, podobnie jak Autorka, znam z dziecinnej autopsji zjawisko kolektywizacji gospodarstw rolnych, bowiem jestem chyba młodszy tylko od Autorki tylko o jeden rok. Być może w Wielkopolsce tak to wyglądało, bowiem u mnie na Mazowszu proces ten przebiegał nieco łagodniej. Nie wykluczam, że być może wynikało to z nadmiernej lojalności lokalnych władz wobec istniejącego trendu, albo z bardziej krytycznego podejścia do tego procesu. W całej mojej wiejskiej gminie, a jest to Somianka w powiecie wyszkowskim, w spółdzielni produkcyjnej zrzeszyło się tylko siedmiu rolników, a byli to tzw. dworacy (tak ich nazywała tradycyjna społeczność wiejska, gdyż mieszkali w dawnych czworakach dworskich), czyli dawni pracownicy folwarczni, którzy niezbyt przykładali się do pracy na swoich małych, bo tylko z reformy rolnej, gospodarstwach rolnych. Nikt z pozostałych rolników ze wszystkich wiosek w gminie nie był zmuszony do kolektywizacji i nikt z tego powodu nie poniósł żadnych konsekwencji. Przymus obowiązkowych dostaw produktów rolnych, zwany potocznie kontyngentem, dotyczył wszystkich rolników, a nie tylko tych niezrzeszonych. Za obowiązkowe dostawy rolnicy otrzymywali zapłaty, chociaż o około połowę niższe niż rynkowe. Niższe zapłaty dotyczyły tylko tych tzw. kontyngentów, bowiem za pozostałe produkty rolnicy otrzymywali pełne zapłaty.
Czyli prawda jak zwykle leży pośrodku. Nie oznacza to, ze jestem obrońcą tamtego systemu. Nie, nie jestem. Jednak głoszone prawdy powinny być zgodne z rzeczywistością.
avatar
Panie Janko w Wielkopolsce było bardziej restrykcyjnie.
Po Niemcach zostało wiele niezagospodarowanej ziemi i
przymus był znacznie silniejszy niż na Mazowszu.
Pozdrawiam.
avatar
Na Suwalszcyźnie było ciężko a nawet przerażająco . Rozkułaczanie dotknęło mego dziatka - siedział trzy miesiące. W tym czasie grasowały po wsi komanda od poboru żywności a potrafili przetyrząsnąć wszystko.Nie zostawiali nawet zborza na zasiew . Moje ciotki i wójkowie po prostu głodowali. Dobytek -kury świnie krowy pasły się w lesie a obory stały puste.
Dziadek wrócił z pręgami na plecach.

Pierdolony -parszywy komunizm .
Nigdy więcej baranów z wypranymi mózgami .
Obecni działacze KOD lub obywatele RP to nic innego jak zombie z wypranym mózgiem niczym dawni aktywiści komunistyczni.
avatar
W pamiętniku nie mam zapisane,za co dostawali pieniądze, a za co nie. Takich informacji nie miałam. Ponadto, tak jak Pan pochodzę z Mazowsza i wiem, jak wyglądała sytuacja Tych, którzy prowadzili sklep, albo piekarnie.
Moja ciotka siostra ojca miała piekarnię i wiem , co w tym czasie przeżywała. A tzw. "sekwestratorzy", którzy prowadzili rewizję w domu, bo komuś się lepiej powodziło.
avatar
Widzę, że po mojej wypowiedzi się zarozarzyło. Obrońca demokracji Rozar pisze, że rozkułaczanie dotknęło jego "dziatka". Nie wierzę w to, chociaż byłbym w stanie uwierzyć, gdyby ono dotknęło jego dziadka. Dalej Rozar pisze, że potrafili oni "przetyrząsnąć". Gdyby potrafili przetrząsnąć, być może bym uwierzył. Dalej jest mowa o "zborzu" oraz o "wójkach". Też nie wierzę. Uwierzyłbym, gdyby była mowa o wujkach i o zbożu.
Jaki wniosek wynika z moich powyższych wątpliwości. Jedyne, co mi się kojarzy, to fakt, że w Polsce powojennej postawiono tamę nieuctwu i analfabetyzmowi. Gdyby więc Rozar żył w końcówce lat czterdziestych lub w latach pięćdziesiątych ubiegłego stulecia, na pewno miałby szansę na naukę przeciwdziałającą analfabetyzmowi. Niestety, dobra zmiana tego nie zapewnia, a Rozar sam nie potrafi wyzwolić się z okowów analfabetyzmu.
avatar
Miałem ochotę jeszcze coś dodać, bo znam ten temat bardzo dobrze. Skoro jednak wtrącił się Rozar, to prowadzenie dalszej dyskusji już nie ma sensu.
avatar
To samo, co Marian. Wywiązałaby się ciekawa dyskusja nt. naszej historii, każdy by podał coś z własnych doświadczeń. Ja - o kołchozach na Wileńszczyźnie (po wojnie) i dlaczego z Litwy Polacy mogli się repatriować do Polski, a z Białorusi nie.

Niestety, przy Rozarze nie ma szansy na rozmowę. Możemy zacząć nawet rozmawiać o d... Maryny, to i tak napisze, że "przebrzydłe komuchy" są temu winne, a KOD-ziarze gwałcili wielokrotnie tę Marynę, w przerwach między demonstracjami.

PS. Uzupełnię jedynie, że obowiązkowe dostawy (kontyngenty) zniósł w roku 1971 "komuch" Edward Gierek.

PS 2. Jadwigo, masz pamiętniki, wspomnienia. Powyższy to tylko zapis. Mogłabyś spróbować z tego zrobić prozę wspomnieniową...
avatar
Wolę pisać wiersze. Wiele zapisków w pamiętniku jest bardzo osobistych. Jest tyle młodszych ode mnie ludzi na portalu, znających doskonale historię i mogliby tą tematykę podjąć. Przyznam że dzisiaj ta polemika mnie już zmęczyła.
avatar
Piszę szybko i nie mam często czasu na korektę choć wiem że powonieniem ją zrobić
A tak daję upust tępej złośliwości .
A niech na zdrowie idzie Jankowej wątrobie :-)
Tylko głupio że to takie głupie a nie treściwe bo temat poważny i ciekawy i nie trudno przewidzieć że obywatele będą bronić obywateli .
A jest o czym rozmawiać , podsumowywać i szukać przyczyn upadku myśli i godności człowieka .
avatar
To prawda, godność sięgnęła bruku.
avatar
Ano proszę wskazać palcem w którym to monecie ta godność upadła ?
Bo ja zauważam jedynie tu złośliwość, którą można nazwać upadkiem .
© 2010-2016 by Creative Media
×