Przejdź do komentarzyKonstantin Simonow - Przypadek Połynina /63
Tekst 255 z 255 ze zbioru: Tłumaczenia na nasze
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-03-10
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń153

Galina Pietrowna zerwała się z kanapy, bezradnie zamachała rękami, chcąc powiedzieć, że teraz już za późno, że już nie można i nie wolno wołać jej do tego telefonu, i Kuźmiczowa powinna powiedzieć, że jej nie ma, że wcale nie przyjechała i nigdy już nie przyjedzie, lecz nogi jej same wyszły z pokoju i zaprowadziły ją do aparatu.


- Tak? - wziąwszy słuchawkę, słabym głosem powiedziała, czując się wręcz chora z nieszczęścia, jakie się jej przydarzyło, i od szczęścia, jakim niezależnie od wszystkiego był dla niej ten właśnie telefon.

- Galia, to ty, kochana? - wesołym mocnym głosem powiedział Połynin tak, jakby stał tutaj całkiem obok. - Kiedy przyjechałaś?

- Wczoraj, - z goryczą odpowiedziała.

- Jak dojechałaś? Jesteś zdrowa?

- Tak sobie, - wciąż tym samym tonem odparła, zbierając resztki sił, by mu powiedzieć to, co musiała.

- Co ja tu ciebie pytam! - nie zwracając uwagi na jej przygnębiony głos, wciąż tak samo radośnie i głośno zawołał pilot. - Lecę teraz z grupą myśliwców na rozpoznanie, potańcujemy jeszcze trochę z frycami, i o 13:00 u ciebie będę. Jaki jest twój adres?


Chciała mu powiedzieć: *Nie, proszę nie przyjeżdżać, już nie może pan do mnie przyjeżdżać!* Chciała - lecz nie potrafiła, tak ją poraził ten jego beztroski głos i to, jak wszystko to dziko kontrastowało z tym, co tak strasznie i absurdalnie jej się przytrafiło wczoraj tylko dlatego, że nie odebrała tego telefonu wcześniej. Zaledwie wczoraj wszystko to było!


- Bronna 7, mieszkania 12, - powiedziała.

- Rozkaz: Bronna 7, mieszkania 12! - nadal nie zauważając jej dziwnego tonu, powtórzył i z winą w głosie dodał: - Tylko się nie gniewaj, że nie będę miał więcej czasu! Jak słoneczko zajdzie, muszę być już w koszarach! Nowy Rok - i mamy ostry dyżur! Do zobaczenia niebawem!


Jego aparat dawno szczęknął, a ona wciąż  jeszcze przez pół minuty trzymała słuchawkę przy uchu i nawet kiedy ją odłożyła na widełki, nadal się jej tak trzymała, jakby bała się upaść.


- Nareszcie się dodzwonił, - z zadowoleniem powiedziała Kuźmiczowa. - Dzwonił 20. grudnia: obiecała, powiada, że przyjedzie 20-tego. A ja mu na to: nie, nie przyjechała. Nie może być! on na to, żadnego listu, że przyjedzie później, nie dostałem. Czyli że powinna przyjechać. Zadzwonię jutro. I tak telefonował każdego dnia jak w szwajcarskim zegarku. Wczoraj się śpieszyłam do roboty i dopiero na ulicy przypomniałam sobie, że miałam ci to powiedzieć, chciałam nawet zawrócić, ale potem pomyślałam, że tak czy owak do rana już do ciebie nie zadzwoni, a ja o świcie wrócę i ci wszystko to powiem. A ty nawet w domu nie nocowałaś! Gdzie spałaś?

- U koleżanki, - odparła Galina Pietrowna.


  Spis treści zbioru
Komentarze (1)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Szkoda, że nie dowiedziała się wcześniej o telefonach od
Połonina i nie byłoby nocy z Witeńką. Tak jak przypuszczałam Galina spotka się ze swoim ukochanym.
Miłego dnia.
© 2010-2016 by Creative Media
×