Przejdź do komentarzyWilcze spojrzenie. cz. 16
Tekst 17 z 20 ze zbioru: Powiastka Nr 11
Autor
Gatunekfantasy / SF
Formaartykuł / esej
Data dodania2020-03-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń49

Greta patrzyła na klamkę, którą trzymała. Miała wrażenie, że metal ją parzy w dłoń. Pociągnęła za nią i weszła do środka już jej nie dotykając. Drzwi mimo to same się zatrzasnęły.

Mamo?!

Odpowiedziała jej cisza.

Mamo?!

Rozglądnęła się po salonie. Wydawało jej się, że dom jest pusty. Nagle otworzyły się drzwi od kuchni prowadzące na zewnątrz.

Ach, witaj Greto. - przywitała ja Brenda. Piłam z twoją mamą kawę w ogrodzie. Elizabeth twoja marnotrawna córka wróciła!

W drzwiach prawie natychmiast pojawiła się ona. Jej ukochana mama.

Córcia, tak się bałam. - przytuliła ją. - Obiecaj, że już nigdy więcej nie uciekniesz.

Greta spokorniała i posmutniała za razem.

Przepraszam ciebie mamuś. Obiecuję. Jeżeli znajdziemy się w takiej sytuacji, to postaram się najpierw porozmawiać o problemie.

Elizabeth poprowadziła córkę do salonu, usiadły obie na kanapę.

Córcia, my właśnie mamy duży problem. Porozmawiaj ze mną, proszę. - na jej twarzy malowało się głębokie zatroskanie.

Greta usadowiła się w sam róg kanapy siadając po turecku.

Ja nie wiem jak zacząć. Tego jest taki ogrom, że nie ogarniam sytuacji.

Spokojnie córcia. Może zacznę ze swojej strony.

Tak było by lepiej. - dodała z ulga.

Ok. A więc dawno, dawno temu...

Greta przerwała mamie opowieść nagłą zmianą humoru. Śmiejąc się wtrąciła.

Zaczyna się jak w bajce.

Elizabeth chwyciła landrynkę z miseczki stojącej na stoliku kawowym.

Masz całkowita rację. A więc dawno, dawno temu. Właściwie to przed twoim poczęciem. - uśmiechnęła się widząc, że córka marszczy nos. Kontynuowała dalej. - Nawet nie przeszło mi przez myśl, że znajdę miłość i zostanę mamą. Jak się domyśliłaś jestem wampirką. Biegłam sobie przez las, a właściwie skakałam wśród koron drzew. Nagle zobaczyłam trzy wilkołaki, przestraszyłam się. Nasze terytoria są podzielone. Hasając sobie beztrosko wśród drzew nie spostrzegłam, że przekroczyłam granicę. Moje zmysły wyostrzyły się. Najeżyłam się jak kot napadnięty przez psa. Zamarłam na gałęzi. Trzy wilcze uzębienia spoglądały na mnie ochoczo. Mój instynkt nakazał mi uciekać. Cofałam się w stronę swojego terytorium chwytając gałęzie. Wilkołaki wściekle podążali za mną. W myślach przeklinałam swoją głupotę. Nie mogłam darować sobie, że zapuściłam się tak daleko. Nagle moja stopa omsknęła się na mokrej gałęzi, na którą akurat skoczyłam. Runęłam jak długa na ziemię nieco obijając o inne rozgałęzienia drzewa. Wataha otoczyła mnie głośno warcząc. Poprzez ten upadek patrzyłam na nich oszołomiona. Trafiłam na wzrok brązowego wilka. Nie rozumiałam czemu wydawało mi się, że on patrzy wnikliwiej niż tamte. Jakoś inaczej.

Jak to inaczej? - dopytywała się zaciekawiona Greta.

Jakby on jedyny nie chciał mnie rozszarpać. Warknął na te dwójkę i oni rozproszyli się. Uznałam, że wrócili do swojego imperium powiadomić króla watahy o przerwanym pakcie jaki niegdyś był zawarty między gatunkami. Wilkołak krążył wokół mnie, spacerując niespiesznie. W zasadzie miał mnie na przysłowiowym talerzu. Nagle, gdy zniknął za moimi plecami, bezgłośnie przeistoczył się w człowieka. Zaszedł mnie z przodu, stanął naprzeciw i zwyczajnie podał mi swą dłoń. Byłam skołowana, nie wiedziałam co mam zrobić. W głowie miałam schemat mojego zabójstwa. Wilkołak palcami zachęcił, bym wstała. Zaryzykowałam chwytając dłoń jednocześnie zostałam postawiona na nogi. Staliśmy blisko siebie nie odrywając wzroku. Puścił moją dłoń i odsunął o krok do tyłu, tym oddając moją przestrzeń.

Jestem Jahred. - przedstawił się.

Ja... - zająknęłam się. - Jestem wampirką.

Po jego twarzy błąkał się uśmiech.

Wiem o tym. Tylko zastanawia mnie to, jak ma na imię wampirka stojąca przede mną?

Walnęłam się w głowę. Głupia! - skrytykowałam siebie. - Zamiast się przedstawić, to ja ze strachu...

Jestem Elizabeth. - odparłam podając dłoń i jednocześnie wahając się zabrałam z powrotem – Nie chcesz mnie zjeść?

W zasadzie miałem taki zamiar, - dojrzał, że przełyka ślinę ze strachu. - ale rozmyśliłem się. Później coś przekąszę... - zażartował.

Dlaczego mnie oszczędziłeś? Wysłałeś tamtych, by donieśli na mnie! Przyznaj się!

Spokojnie. Kazałem im milczeć i rozejść do domów. Powiedziałem, że sam się tobą zajmę.

Czyli, że sam mnie zabijesz... Wcale nie chciałeś mnie oszczędzić! Po prostu lubisz zabijać w pojedynkę! - wykrzyczała.

Jahred uniósł dłonie w przyjaznym geście.

Nic z tych rzeczy. Nie jestem, aż taki drastyczny. Właściwie to jeszcze nie udało mi się zabić. Nie musiałem tego robić.

Aha... wyjąkała.

Mężczyzna przypatrywał się blond włosej obcej naturze. Jego uwagę przykul jeden szczegół. Miała ubrudzony ziemią lewy policzek. Podszedł do niej i delikatnie dotknął go palcem jednocześnie ścierając brud.

Podobasz mi się. - wyznał. - Jakaś siła ciągnie mnie do ciebie. Nie potrafię się opanować.

Nie mówiąc nic więcej pocałował mnie namiętnie. Od tej chwili już wiedziałam, że nasza historia rozniesie się mocnym echem. Na świecie pojawiłaś się ty córciu. Ktoś doniósł na nas i rozpoczął się wyścig z czasem. Jahred schował nas w bezpiecznym miejscu, ale jego niestety złapali. Później dowiedziałam się, że nie żyje. Pamiętasz ta wizję na polanie? Gdy patrzyłaś oczami jakiegoś mężczyzny? Nie chciałam ciebie zasmucać, ale wtedy patrzyłaś oczami ojca.

Czyli, że tylko ja mogę rozpoznać morderców? Nie pamiętam dobrze ich twarzy. Nie mogę sobie ich przypomnieć. Nieważne. To dlatego wyjechałyśmy na drugi koniec Węgier? Chowałyśmy się przed tymi oprawcami, a teraz oni nas ścigają.

Elizabeth westchnęła pochłonięta jeszcze wspomnieniami.

Tak. Zgadza się. Przepraszam ciebie za to, że zupełnie zmieniam tobie życie, ale musiałyśmy uciec. To było jedyne co mogłam wtedy zrobić, by ratować ci życie. Moja rodzina także się mnie wyparła. Nie mogłam liczyć na nikogo więcej prócz siebie i Brendy. Ona jako jedyna wspierała mnie w tamtych czasach. Teraz znajdujemy u niej schronienie.

Ale dlaczego akurat teraz przyjechałyśmy do Boroty?

Twoje sny były w zasadzie wizjami i ja o tym wiedziałam, że już nastał czas, by wrócić do tego miasteczka. W wieku szesnastu lat przechodzi się przemianę. Ty miałaś jeszcze ponad tydzień, ale zdjęłaś medalion.

Greta natychmiast przypomniała sobie ten moment.

Nigdy go nie zdejmowałam, ale właśnie na tą imprezę nie pasował mi do ubioru więc go zdjęłam.

No cóż. Popełniłaś błąd, który zaważył na twojej szybszej przemianie, ale to był taki trochę także i mój błąd. Powinnam już dawno wkroczyć, byś poznała te wszystkie tajniki mocy. Powinnaś w tym wszystkim dowiedzieć się ode mnie. Czuję, że zawiodłam ciebie na całej linii.

Teraz rozumiem skąd e wszystkie zakazy na imprezy, biwaki czy inne wyjścia. Mamuś ty po prostu mnie chroniłaś. Nie mogą ciebie za to winić. Trudno. Przemiana się zaklepała. Kwestia jest taka, że nie wiem co mam z tym wszystkim począć.

Spokojnie kochana. Wszystkiego się nauczysz. Jestem pewna, że szybko opanujesz moce. Pomogę ci i ja i Brenda, twoi przyjaciele. Wdrożysz się zanim się obejrzysz. Jeszcze będziesz się z tego śmiała, jaka byłaś nieporadna.

Niby tak... - zarumieniła się.

O nic się nie martw. Poradzimy sobie z tą sytuacja. Chodź zrobię ci dobre cappuccino i ukroję sernika. Zjemy coś słodkiego na te nasze troski.

Ten pomysł bardzo mi się podoba.

Przytuliła się do matki i poszły do kuchni.


  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×