Przejdź do komentarzyKWARANTANNA 1
Tekst 1 z 4 ze zbioru: KWARANTANNA
Autor
Gatunekobyczajowe
Formaproza
Data dodania2020-03-26
Poprawność językowa
Poziom literacki
Wyświetleń189

KWARANTANNA



Spróbujmy wspólnie zabawić się w tworzenie beletrystyki interaktywnej.


Jeśli macie dużo wolnego czasu z powodu koronawirusa, jeśli co jakiś czas „wchodzicie” na tę stronę, podpowiedzcie mi, proszę, jak rozwinąć pomysł na powieść w odcinkach.


Jak długie odcinki?

Czy więcej dialogów, czy opisów?

Jak i jakie postaci zbudować?

Jakie wątki główne, jakie poboczne?

Z lekkim humorem?

Nieco erotyki?

Morał?

Finał?

Na „gorąco”?

Jak dużo polityki wmieszać?

I jakiej?

I czy w ogóle to dobry pomysł?


A może będziemy pisać to razem? Albo równolegle? Może inne pomysły?

Poniżej zamieszczam początek powieści (ale można go oczywiście zmienić).

SEMPER




KWARANTANNA



1.


Wybrałem numer dyrektora, przysunąłem sobie komórkę do ucha i szedłem dalej korytarzem.

– Panie dyrektorze... – zacząłem, gdy usłyszałem, że odebrał. – Opera, portier, Paweł Miesiąc. Parę minut temu mieliśmy alarm przeciwpożarowy na terenie Opery. W części hotelowej, gdzie od kilku godzin mamy kilka osób na kwarantannie. Te pielęgniarki ze szpitala, wie pan. Musiałem tam wejść, sprawdzić... Tak, że, w zasadzie, nie powinienem już stamtąd wychodzić, tylko zostać na tej cholernej kwarantannie razem z tymi pielęgniarkami.

– O kurwa... – usłyszałem od dyrektora.

– No właśnie... – zawiesiłem głos na chwilę. – Trzeba by ściągnąć innego portiera chyba... – Skręciłem, pchnąłem drzwi na korytarz, zeskoczyłem kilka stopni i kontynuowałem szybki marsz. – Ale muszę teraz wrócić na portiernię i skasować na panelu fałszywy alarm. Był spadek napięcia i akurat w części hotelowej jedna cholerna czujka zareagowała. Nic się nie stało, ale wejść musiałem.

– Rozumiem, panie Pawle.

– A teraz, panie Dyrektorze, muszę wracać na portiernię, skasować ten fałszywy alarm w systemie. – Korytarz ciągnął się niemiłosiernie. – Monitoring już powiadomiłem. Ale wyłączyć muszę, mam na to niecałe dwie minuty. Bo później zacznie wyć w całym budynku i okolicy. Włączy się niepotrzebnie drugi stopień, a nie ma przecież żadnego pożaru.

– Aha...

– Zamknąłem drzwi do kwarantanny, do naszego hoteliku, teraz idę właśnie na portiernię, ale... – Wreszcie schody, a potem zakręt... No... – Czy ja mam zostać, czy ściągamy innego portiera?

– Przecież musimy. W ogóle nie ma o czym mówić.

– No właśnie, panie Dyrektorze. I dezynfekcja portierni i tak dalej. Niczego po drodze nie dotykałem, ale panel ppoż, klucze, portiernia... – Nareszcie korytarz z orkiestronem. Potem zakręt, znowu schody, kolejny korytarz... Cholerny labirynt. – Zaraz dzwonię do Jurka, on mieszka blisko, mógłby tu być za kwadrans. Miał mnie jutro rano zmieniać...

– To proszę go ściągnąć, a ja już jadę. Proszę powiadomić sanepid.

– Oczywiście. Czy coś jeszcze, panie dyrektorze?

– Nie. Będę najpóźniej za pół godziny.

– To rozłączam się. Do zobaczenia, panie Dyrektorze.

– Do zobaczenia, panie Pawle.

Rozłączyłem się wreszcie. W jednej dłoni trzymałem komórkę służbową, w drugiej mały pęk kluczy. Do klapy marynarki miałem jak zwykle przypiętą kartę z chipem, otwierającym każde drzwi.

Byłem już na korytarzu, zacząłem biec. Za dziesięć, piętnaście sekund będę na miejscu. No. Zdążę. Jasne, że zdążę. A potem? Cholera... Co potem?


  Spis treści zbioru
Komentarze (7)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
avatar
Z telefonem przy uchu i automatyczną sekretarką, wspierani ?pytaniami na śniadanie oraz videokonferencjami on line,

nie mielibyśmy dać radę??

Kiedy w czasie wojny japońskiej grasował w rozbiorowej rozebranej i rozszabrowanej Polsce roznoszony przez wszy tyfus - i ludzie marli jak te muchy - moja święta Babcia lat wtedy 7 pochowała zmarłą w czasie epidemii matkę i przejęła opiekę nad trójką młodszych braciszków. Wszyscy oni pod jej skrzydełkiem ukończyli potem studia i służyli wyzwolonej Ojczyźnie wyjątkowo przykładnie: jeden wyszedł na księdza, drugi był leśniczym, a 3. został nauczycielem.

Co do pytania w słowie wstępnym:

Pomysł bomba! Ale...

W JAKI SPOSÓB MOGLIBYŚMY DOPISYWAĆ CIĄG DALSZY TEJ FRAPUJĄCEJ POWIEŚCI?

Jako SEMPER 2., SEMPER 3. itd.?

Czy może lepiej jako KWARANTANNA 2., KWARANTANNA 3. etc., etc.??
avatar
Emilia, masz świetny pomysł na kontynuację. Każdy chętny publikuje jako "KWARANTANNA" z kolejnym numerem, co ty na to? Co wy, czytający i piszący na to?
avatar
Umówmy się następująco: SEMPER to Kwarantanna 1, emiliapienkowska to Kwarantanna 2, następni chętni w kolejności zamieszczanych (mam nadzieję) publikacji. Co wy na to?
P.S. Zrobiłem mały błąd ortograficzny, który zauważyłem dopiero teraz. Napiszcie, jaki...
avatar
Może inaczej zróbmy.

Spróbujmy - zachowując tytuł, kolejność numeracji następnych odcinków oraz przy życiu przynajmniej jednego bohatera - pisać o kwarantannie tak, jak ją każdy gołym okiem, uchem i dotykiem dzisiaj postrzega.

Real podpowie milion gotowych scenariuszy
avatar
Tak na "gorąco": jest kilka, kilkanaście możliwych postaci, jest czas i miejsce, konkretne, każda postać mogłaby mieć swojego własnego autora. Kolejny "mój" odcinek powinienem zatytułować: "KWARANTANNA Paweł" wraz z kolejnym numerem. Może zróbmy to w ten sposób?

W pierwszym zdaniu wprowadzenia napisałem o tworzeniu "beletrystyki interaktywnej". Różni autorzy i przypisane im postaci dają szansę na taki właśnie model "powieści".

Z niecierpliwością czekam na wasze propozycje. I coś sam "skrobnę" może...
avatar
Mój ciąg dalszy nosi tytuł KWARANTANNA. Cinderella. Spróbuję to wyrzucić tutaj jeszcze dzisiaj.

God bless Poland!
avatar
Powieść jako dzieło zbiorowe nie jest niczym nowym. We Francji dwojgiem prawych rąk pisali bracia Jules i Edmond Goncourt, w Niemczech baśnie bracia Grimm, w Rosji dwaj koledzy po piórze Ilf i Pietrow.

Taka KWARANTANNA to może być literacki chef-d`ouevr
© 2010-2016 by Creative Media
×