Przejdź do komentarzyZAMEK WULZBURG 18
Autor
Gatunekhistoryczne
Formaproza
Data dodania2020-06-19
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń52

Za więziennymi kratami w oknach wyje zimowa zamieć. Obóz do pasa utonął w zaspach. W celach jeszcze zimniej. Zniknęły uśmiechy, nie słychać żartów... Marynarze siedzą wokół zimnej *kozy*, obojętni na wszystko, owinięci w swoje papierowe prześcieradła... i czekają. Na co? Czyżby na śmierć i pogrzeb w worku w kratkę w rzadkim błocie na tym ich psim cmentarzu za ścianami zamku? Kostucha wszak już siedzi tuż obok ciebie. Pod nami na rewirze umierają nasi ludzie. Już pochowali zaszytego w ten ich kraciasty całun z aluminiową blaszką w zębach Bragina, Daniłowa, Chariciewa, Ciemodanowa, Kononowa, Pasiećnika... Który z nas będzie następny? Zakopali naszych przyjaciół w obcej ziemi, bez czci należnej zmarłym, bez krzyża, bez tabliczki z nazwiskiem. Ludzie coraz częściej umierają z głodu, z powodu dziwnych, nigdy wcześniej nie doświadczanych chorób, jakie zawsze przyciągają podłe warunki życia i lawinowe wyniszczenie organizmu.


Żyliśmy jak na bezludnej wyspie, poza wszelką cywilizacją, bez wieści z Ojczyzny, ogłuszeni hitlerowską propagandą, bez nadziei wyjścia poza mury naszego zamczyska. Ani jednego szczerego słowa przez tyle miesięcy. To było najstraszniejsze, straszniejsze nawet niż głód, niż męka wiecznego zimna i widok zakratowanych okien... Żyliśmy wyłącznie mrzonkami o zwycięstwie. To od tego zależał nasz powrót do życia i wolności... Jakże często traciliśmy odwagę! Wszystko wydawało się już stracone, przyszłość przestawała mieć znaczenie, każdego dnia dochodziło do idiotycznych kłótni o byle co...


U wielu z nas pojawiły się zaskakujące wariactwa. Dorośli ludzie całymi godzinami przesiadywali i zapisywali sobie wszelkie możliwe przepisy kulinarne. Co i rusz słyszeliśmy:


- Wołodia, chodź no tutaj do mnie. Dam ci świetny przepis na guriewską kaszę.

- A ja mam na tort *Niespodzianka*. Wczoraj dostałem od Siergieja Pawłowicza.

- Najlepsza jest ta zapiekanka z ziemniakami. Jak przyjadę do domu, tylko to będę jadł. Z czarnym chlebem, przysięgam. Tylko zapiekankę...


I nagle ni stąd, ni zowąd zaczęły się dziać tajemne rzeczy. Odkąd nasi marynarze zatrudnieni w komendanturze, w kuchni i na lazarecie zaczęli nam przekazywać prawdziwe informacje o rzeczywistej sytuacji na frontach, pacjenci w rewirze już każdego dnia dostawali większe porcje brukwianej zupy. Nastrój w obozie zaczął się szybko poprawiać.


Nocami w celach przesuwają się ciche cienie, w egipskich ciemnościach zgrupowani po kątach więźniowie próbują rozwiązać najistotniejsze nasze problemy.

  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×