Przejdź do komentarzyLepiej nie być zbyt wyrywnym. Opowieści Martyny
Autor
Gatunekprzygodowe
Formaproza
Data dodania2020-10-14
Poprawność językowa
- brak ocen -
Poziom literacki
- brak ocen -
Wyświetleń45

Lepiej nie być zbyt wyrywnym. Opowieści Martyny


No i się doigrałam. To prawda, doigrałam się, ale zupełnie niechcący a z serdeczności wrodzonej. Wczoraj miałam gości, i jak to ja, na przywitanie wszystkich wystartowałam od razu z całowaniem z dubeltówki... zanim jeden z gości zdążył mi zameldować, iż czuje się grypowato. No i mam za swoje. Że też ja zawsze muszę być aż tak wylewna ze swoimi uczuciami.

Ciągle zapominam, że muszę poskramiać swoją wyrywność względem ich okazywania. Jeśli chodzi o inne rzeczy to z wyrywnością nie mam aż takich problemów. Zawsze muszę sobie wszystko dokładnie przemyśleć, by niepotrzebnie z czymś przed szereg nie wyleźć i nie wyglądać potem jak przez przysłowiowe okno. Lecz gdy w grę wchodzą uczucia — to ni jak opanować się nie mogę. Już taka jestem... wylewna. I rady na mnie nie ma.

I właśnie dzisiaj, w tak piękny, słoneczny dzień, przyszło mi ponosić konsekwencje tej swojej uczuciowej wylewności. Czuję się grypowato… O rany, mam tylko nadzieję, że to żadna świńska grypa. E nie, na pewno nie! No ale jakby nie patrzeć, każde grypsko jest świńskie, bo też chory na nią człek czuje się świńsko.

Okey, kończę już to swoje marudzenie i zabieram się za leczenie. Znam się trochę na różnych takich domowych sposobach, bo też po mojej kochanej babuni odziedziczyłam gen odpowiadający za zielarskie zapędy. Mam też spisane wszystkie jej porady w razie gdyby mi coś z głowy wyleciało… A więc, do leczenia marsz! Samoleczenia.


Sposób na chorobę


Pogodnie i słonecznie dziś dookoła…

Ja też jestem pogodna, lecz nie wesoła.

Bo jakże wesołą mam być kochani,

Skoro się czuję tak jakoś do bani?

Potężne grypsko mną zawładnęło,

Choć nie wiem jak i skąd się wzięło.

Lecz ja się choróbsku wcale nie daję,

Wytaczam działa i do walki staję!

Swoim sposobem — starej zielarki

Zażywam zioła — najlepszej marki.

Raz lampa na podczerwień, raz inhalacja,

To znów napotne sole i nowa kreacja.

Zmieniam piżamy jedna za drugą,

By w strugach potu nie siedzieć długo.

Co sił i pomysłów walczę z chorobą,

By nie rządziła kolejną mą dobą.

Jutro do życia zamierzam wstać zdrowa

I myśleć pozytywnie — zacząć od nowa.


Eee tam, będę walczyć. Zarządzam krótki rozejm... Zasuwam do ogródka i do słoneczka się wyłożę. A nuż mi pomoże?



  Spis treści zbioru
Komentarze (0)
oceny: poprawność językowa / poziom literacki
brak komentarzy
© 2010-2016 by Creative Media
×